Na szczęście, prawdopodobnie zdążę w ostatniej chwili. Jeśli się uda, uratuję polskie dziennikarstwo od błądzenia po manowcach, od bezpłodnych sporów i zbędnych inwektyw, którymi obrzucają się największe gwiazdy naszego, jakże cennego zawodu. Zawodu, niestety ciągle bez busoli tak niezbędnej w życiu każdej organizacji, dbającej o własny rozwój i wspinaniu się na coraz wyższy jego poziom. „Ty nad poziomy wylatuj” – ten znany poetycki postulat w sam raz pasuje do naszej profesji. Akurat raczkowała w czasach, gdy w głowie genialnego twórcy powstawała wskazówka, wyznaczająca dziennikarski trakt na przyszłość. Minęły wieki, a ten trakt ciągle jest chropawy i kręty nad wyraz.
Oto nadszedł wreszcie sprzyjający moment, aby ziścić marzenia poety. Jak powszechnie wiadomo, od dłuższego czasu rodzi się nowe prawo prasowe. Rodzi się w bólach. To i dobrze. Ma nas scalać i odróżniać, ze względu na specyfikę naszego zawodu. To, co nie pasowałoby w tej chwili do zawodu dajmy na to malarza czy muzyka, choć rzeczywistość idzie w tym kierunku, że i tam może to niedługo może się przydać, jest w sam raz w naszym zawodzie. Prawo usankcjonuje tylko to, co od kilku lat istnieje w praktyce. Dlatego proponuję wprowadzić to jako jeden z naczelnych przepisów nowego prawa prasowego, który brzmi: „Każdy dziennikarz na swojej karcie identyfikacyjnej oraz wizytówce musi mieć w wyraźnym miejscu zaznaczoną swoją przynależność partyjną”. Oczywiście nie chodzi o formalny związek z partią. Ani o płacenie składek, chodzenie na zebrania koła czy zarządu terenowego, o wspólne grillowanie z liderami partii, popijawy na biwakach. Chodzi o jasne zdefiniowanie swoich sympatii politycznych. Duchowego związku z partią, a przy okazji i materialnych aspiracji. Zrozumiałe, że związek uczuciowy z partią sprawującą władzę stwarza wielokrotnie większe możliwości dostępu do dobrze płatnej posady lub intratnego zlecenia. Żadnych prawie szans na apanaże nie mają ci, którzy krytykują władzę. Część z nich liczy na to, że jak władza się zmieni, odbiją sobie chude lata z nawiązką. Krótko mówiąc, życie pokazuje, że praktycznie nie ma dziennikarzy, szczególnie wśród tych o najbardziej znanych nazwiskach, dużym dorobku i popularnych wśród odbiorców, którzy nie mają wykrystalizowanego stosunku do jakiejś opcji politycznej. Dają temu bezustannie wyraz w swoich tekstach, programach telewizyjnych, audycjach radiowych. Wymogiem polskiej młodej demokracji jest przejrzystość naszego życia społecznego. Dziennikarzowi, który przecież pełni ważną rolę społeczną, nie wolno udawać, że stara się rzetelnie przedstawiać rzeczywistość. Nie powinien być oszustem, który deklaruje bezstronne rozpatrywanie zdarzeń politycznych, a w istocie zaciekle sprzyja partii, z którą sympatyzuje. Informacja o przynależności do określonej partii ma dodatkowe zalety. Pozwoli politykom, urzędnikom, ale także na przykład dziennikarzom, podjąć decyzję, czy warto przyjąć zaproszenie do programu, zgodzić się na wywiad z dziennikarzem, o którym wiadomo, z jaką partią się utożsamia. Ponadto nie będzie przykrych pomyłek przy stolikach w restauracji sejmowej, jak to niedawno się zdarzyło, kiedy dziennikarze „Gazety Polskiej” przysiedli się do ludzi z „Newsweeka”. - Było za późno, żeby odzyskać apetyt – żalili mi się.
Początkowo chciałem zaproponować, aby w ankietach personalnych dziennikarze zaznaczali jedynie jedną z rubryk „Lewicowy”, „Prawicowy”, a następnie tę orientację polityczną przenosili też na legitymacje.
Ostatnie lata przyniosły jednak podziały wewnątrz dwóch wielkich obozów. Tworzone obecnie prawo prasowe musi nadążać za nowoczesnymi zmianami. A my nie powinniśmy się wstydzić naszych wyborów. Ja, żeby dać dobry przykład, powiem śmiało: - Kocham SLD.
Jerzy Jachowicz
27 kwietnia 2012
