Co kilka miesięcy wybucha rytualny lament, że Polacy nie czytają - gazet ani książek. Wówczas rozpoczyna się rytuał zachęcania owych nieczytających Polaków do czytania. Dziennikarze, politycy, urzędnicy publicznie zamartwiają się tym polskim nieczytaniem, a egzaltowane panie w  radiu opowiadają jak dużo im dała lektura Umberto Eco. Bardzo to  wszystko słuszne, tylko cokolwiek mało skuteczne. Pomimo wprowadzania e-booków, aplikacji na tablety czytelnictwo książek i gazet w Polsce maleje i pomału zamieniamy się w naród wtórnych analfabetów. Starszym wystarczają seriale, młodym Facebook.

Połowa Polaków nie czyta nawet krótkich tekstów, a np. w Czechach grupa ta liczy tylko 20 procent. Powodów tego jest zapewne milion i część z nich sięga zapewne gdzieś późnego średniowiecza i tego, że w części Europy wykształciła się klasa mieszczańska, a w części nie. Ale myślę, że jest też parę powodów dużo bliższych i bardziej bezpośrednich. W ciągu ostatnich dwóch dekad naprawdę zrobiono wiele, żeby zniechęcić Polaków do czytania. Zniechęcano ich chociażby próbami wykluczania z życia publicznego każdego historyka, który próbował pójść pod prąd obowiązującym tezom, czy przełamać powszechnie obowiązujące banały. Teraz - jak rozumiem w ramach rządowej akcji zachęcania Polaków do czytania - ruguje się historię ze szkół zastępując czymś nieokreślonym, nieprzygotowanym, co tak naprawdę okaże się fikcją.

W przypadku prasy ciekawym przyczynkiem do tego jak pomagano jej w rozwoju jest konferencja organizowana w poniedziałek w Krakowie poświęconą upadkowi mediów regionalnych, na temat której bardziej szczegółową informację możecie Państwo znaleźć tutaj:

http://www.sdp.pl/o-mediach-w-krakowie

Konferencję poprzedzi prezentacja raportu przygotowywanego m.in. przez niżej podpisanego. Jego autorzy przedstawili losy i skutki koncentracji i unifikacji polskich największych dzienników regionalnych. Z ich tekstów wynika, że mechanizm z reguły był podobny. Początkowo w latach dziewięćdziesiątych nastąpił wysyp lokalnych tygodników, a regionalne dzienniki były bardzo popularne. W dużych miastach konkurowało ze sobą po kilka gazet. Potem - wobec braku właściwych przepisów antykoncentracyjnych - dzienniki te wykupiły duże zagraniczne koncerny. Następnie nastąpiła „unifikacja”, łączenie tytułów, czyli tak naprawdę ich likwidacja. W ten sposób mieliśmy na polskim rynku prasowym całą serię wrogich przejęć. Ten sam mechanizm dotknął owych małych, często świetnie prosperujących, tygodników. Wykupywano je, a następnie faktycznie likwidowano formalnie dołączając jako lokalne wkładki do dużych dzienników regionalnych. Efekt? Zapaść prasy regionalnej, zanik treści lokalnych. A także spadek czytelnictwa, za którym wszyscy leją teraz łzy. Niektórzy krokodyle.        
 

Wiktor Świetlik

5 maja 2012  

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl