Sportowe imprezy dla niezaangażowanego oglądacza telewizji są jednowymiarowe, schematyczne, a nawet sztampowe. Do tego dokładają się sprawozdawcy – szare postacie, które nie zapisują się w pamięci, zero – osobowości, pomysły – to stanąć w rozkroku albo epatować grą brwi. Bee…
Dziennikarz anty-sportowy Warzecha mówi, że nudzi go bieganina po boisku jedenastu facetów w krótkich gatkach. Chyba się do niego przyłączę. „Gwiazdy” mnie nie oślepiają, a gdy widzę - a jeszcze gorzej - słucham mądrości trenera tego towarzystwa - robi mi się słabo: oto idol, idole, tym zajmują się, czas tracą, podniecają!
Ludzie! Puknijcie się czerep: „jadą – jadą”, „leci – leci”, „strzela… i nie trafił”. Po meczu zbiorowa demolka. Naćpane i rzygające bandy płoszą ludzi depczą kwiaty, choć wrzeszczą kwieciście. A fe!
Na greckiej amforze biegną umięśnione smukłe sylwetki. Minęły dwa tysiąclecia i nadal patrzymy na to cudo z zachwytem. Parandowski rzucił olimpijskim dyskiem i ciągle warto o tym poczytać. To nie sport winien – ale patałachy, którzy go wcale nie kochają, a tylko chcą się nachapać jak najwięcej, jak najszybciej i bez potu. Po co się wysilać i tak ludzie będą się gapić w lufcik, którym od samej góry zawiadują Luft z Dworakiem. No bo i jaki jest wybór: klepiący równie sztampowe mantry politycy, nieprzebrane konkursowo rzesze niezwykle zdolnych jednorazowych amatorów, porozbijane samochody przez potencjalnych morderców, którzy muszą pić przed jazdą, wreszcie pogodynki zmieniane przez redaktorów jak rękawiczki, zanim dadzą się zapamiętać.
Wyścig trwa. Ścigają się prezesi – który krócej posiedzi z berłem w dłoni, ścigają się kupujący amerykańskie filmy – który kupi głupszy. Rechoczą chórki w sitkomach i ziewają telewidzowie w fotelach przed ekranem. B. premier Leszek Miller straszy, że skończy gdy będzie chciał. A 70-letni maturzysta – nowy bohater telewizyjnych dzienników - mówi, że przynajmniej „nie stoi na piwie”. My wszyscy zespołowo jesteśmy jak zawsze „za swoimi”, czasem tylko doszukujemy się jak na przykład teraz, która kura zniosła pierwsza koko-koko. Tak, czy owak przecież z reguły to, co wypadło spod ogona jest z reguły sztampowe. Starsze Panie wygrały, bo taki był regulamin i bądźmy teraz dla nich przynajmniej grzeczni. Koko-koko.
Szkoda, że już nie produkujemy statków, że banki i gazety są cudze, a młodzież choć wykształcona przez kosztowne wyższe uczelnie za krwawicę rodziców szoruje gary na west poincie. Ponoć na całym świecie mamy już prawie 20 milionów rodaków, czyli połowę tego co w kraju. Na miejscu zaś rosną mniejszości nie tylko narodowe. I choć dzieci z tego nie będzie w Sejmie jest pluralistycznie. Na razie to bawi. Ale jeszcze kilka parad i manif w Boże Ciało i wyjdą na ulice pochody większe niż ten w obronie „Trwam”. Wprawdzie jeden z „bardzo grzecznych” posłów twierdzi, że to były manifestacje nieliczne i nieważne – ale jak było widzieliśmy! Może dlatego Pani Prezydent z partii przeciwnej Ojcu R. rozkopała od razu wszystko co się dało. Ale przecież jakoś to będzie. Jak zwykle. Sztampa.
Stefan Truszczyński
16 maja 2012
