Nie po raz pierwszy konflikty medialne trafiają do sądu. Nie po raz pierwszy sąd podejmuje kontrowersyjną decyzję, która w odczuciu społecznym zagraża wolności słowa. Sąd nie jest instancją rozstrzygającą o tym, kto w obliczu prawa ma rację ale staje się elementem rozgrywki, o której nie ma pojęcia. Taka sytuacja powoduje, że autorytet sądu jest podważany a jego wyroki uważane za stronnicze.

 

Konflikt wokół tytułu tygodnika „W sieci” jest tego dobrym przykładem. Warszawski Sąd Okręgowy zakazał Fratrii wydawania tygodnika „W sieci”. Uzasadnił to tym, że tytuł ten narusza prawa intelektualne Gremi Media, gdyż nawiązuje do nazwy serwisu „W sieci opinii”, który funkcjonuje jako podstrona internetowego wydania „Rzeczpospolitej” (wsieci.rp.pl).

Zakaz dotyczy używania tytułu, który z racji formalnych musiał być wcześniej zarejestrowany, także przez sąd. Gdyby uznano, że taki tytuł występuje już w segmencie czasopism to "W sieci" nie uzyskało by rejestracji. Tymczasem jeden sąd rejestruje nie dopatrując się podobieństw z tytułami już istniejącymi na rynku, inny dopatruje się nieuczciwej konkurencji. I tu wchodzimy na terytorium konfliktu między internetem a prasą drukowaną. Jakim zagrożeniem i konkurencją jest tygodnik „W sieci” dla strony „W sieci opinii”? Czy zakładamy, że mamy do czynienia z tą sama grupą czytelników? Czy w ogóle pismo może odebrać użytkowników stronie internetowej? Przecież sam Grzegorz Hajdarowicz twierdzi, że to właśnie internet ma przyszłość a papier jest passe. Martwić powinien się Karnowski. Bardziej zrozumiałe byłoby oskarżenie portalu „wPolityce” przez wydawcę "Polityki".

Nie kradnij – upominał Grzegorz Hajdarowicz. Wytaczał argumenty etyczne, przedstawiał się jako pokrzywdzony przez nieuczciwą konkurencję. By po chwili zaproponować sprzedaż praw do spornego tytułu: znaki towarowe „W sieci opinii” i „W sieci” są na sprzedaż – deklaruje Hajdarowicz. W tej strategii, jak się okazuje, sąd miał tylko przygotować grunt pod transakcje. Pozbycie się mało dziś atrakcyjnej domeny było pewnie w planach, ale jak znaleźć chętnego? Teraz Fratria musi sobie skalkulować, czy nie taniej wyjdzie kupienie domeny niż koszty długotrwałego procesu.

Brak szacunku dla prywatnej własności to dla mnie anarchia i totalitaryzm - stwierdza Grzegorz Hajdarowicz w rozmowie z wirtualnemedia.pl. Ma rację, tylko jak to pogodzić z wykorzystywaniem tych szczytnych argumentów do walki z konkurencją, nawet tą potencjalną…

Andrzej Stawiarski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl