Zdarzenie miało miejsce w kilka dni po Światowym Dniu Mediów (3 maja), ustanowionym przez Zgromadzenie Generalne ONZ. Jego cel? „Informowanie opinii publicznej i o naruszaniu wolności mediów, przykładach stosowania cenzury, zamykaniu redakcji, nękaniu, atakowaniu, zamykaniu w więzieniach dziennikarzy”. No właśnie. Wykrzywiona twarz posła, słowne groźby, czynny atak w celu zniszczenia sprzętu? pobicia dziennikarki? Tak poseł PO Stefan Niesiołowski, były działacz niepodległościowy RUCHU, w którego manifeście widniały hasła „wolność słowa” i „pluralizm mediów”, rozmawia dziś z dziennikarzami opozycyjnymi.

    Ile zasad i standardów demokratycznych przy okazji tego  zajścia naruszył? 1/ wolność słowa, dziś jedna z podstaw porządku demokratycznego, którą chronią międzynarodowe instytucje jak ONZ, Trybunał Praw Człowieka, Amnesty International czy dziennikarskie stowarzyszenia branżowe, nie mówiąc o art. 257 Konstytucji RP. 2/ Kodeks Parlamentarzysty. Podejrzewam, że w Polsce, podobnie jak w Wielkiej Brytanii, są jakieś wewnętrzne zapisy, regulujące zachowania posłów i senatorów wobec dziennikarzy, tak na terenie Sejmu, jak i poza nim.  Inna sprawa: tak jak w Izbie Gmin parlamentarzystów dyscyplinuje  Mr Speaker czyli marszałek Sejmu, tak wszędzie poza - whipowie partyjni czyli jednoosobowe komisje etyki, u nas komisja etyki Sejmu. O ile jednak ambicją  brytyjskiego Speakera  jest działać obiektywnie, ponad partyjnymi podziałami, marszałek Ewa Kopacz jest niewątpliwie rzecznikiem jednej tylko, własnej partii. Pamiętam, kiedy premier John Major nazwał ówczesnego szefa opozycji Tony Blaira „nierozgarniętym”, na wezwanie Speakera  grzecznie przeprosił  i wycofał epitet.  Czy wyobrażają sobie Państwo marszałka Sejmu Ewę Kopacz  dyscyplinującą premiera Tuska za niestosowny żart lub egzekwującą przeprosiny Stefana Niesiołowskiego za epitety jakie padają podczas obrad? Lub  komisję etyki Sejmu karającą posła  naganą za  ostatnie ”won stąd!” czy  „pisowskie lizusy”, choć w grę wchodziły  nie tylko obraźliwe słowa, lecz i  fizyczny atak na dziennikarkę  w miejscu publicznym podczas wykonywania pracy?  Kiedy w długiej historii dziennikarstwa brytyjskiego szukałam choćby jednego przykładu czynnej napaści  posła na dziennikarza, nie znalazłam. Po prostu „nie ma takiego zwyczaju”! I punkt  3/ Zasady demokracji, zwłaszcza ten, który mówi, że media stanowią – obok opozycji parlamentarnej, społeczeństwa obywatelskiego, organizacji pozarządowych  i oddolnych działań lokalnych – najważniejszy punkt kontroli władzy. To zwykle one nagłaśniają afery korupcyjne w świecie polityki, obyczajowe skandale, niewłaściwe zachowania czy zwyczajne niezręczności. Ponad światopoglądowymi podziałami. Bo to przecież  dziennikarz  liberalnej BBC Andrew  Gilligan ujawnił kłamstwa laburzysty Tony Blaira w sprawie broni chemicznej w Iraku, powodując ostatecznie jego odejście,  a z kolei konserwatywny „Daily Telegraph” – aferę korupcyjną w Izbie Gmin, w którą zamieszani byli także torysi.  Konserwatywny Sky News pokazał smaczny obrazek, kiedy Gordon Brown podczas kampanii wyborczej , przekonany że mikrofon jest wyłączony, określił jedna z rozmówczyń „Co za zacofana baba!”. Do tej „baby” Brown udał się potem z wielkim bukietem kwiatów i bardzo się starał, żeby wypaść przekonująco.   

       Bo ideologia – ideologią, ale w sprawach pryncypiów brytyjskie media działają razem. Toteż Himalajami hipokryzji można określić oświadczenie Towarzystwa Dziennikarskiego,  w którym znalazł się taki oto passus: „Niesiołowski i Stankiewicz mieli w ostatnich latach istotny udział w napędzaniu tego procesu”, brutalizacji języka, „i dlatego nie stają po żadnej ze stron”. Jaka może być symetria  między prominentnym politykiem partii „trzymającej władzę” oraz medium i dziennikarką opozycyjnej „Gazety Polskiej Codziennie”? Oraz pokazem ignorancji, kiedy okazuje się, że przewodnicy, którzy chcieliby wytyczać nowe szlaki polskiej demokracji,  nie mieli w ręku nawet starych map? Gdyby – załóżmy tę karkołomną hipotezę – Stefan Niesiołowski był parlamentarzystą nie nad Wisłą, lecz Tamizą, zjednoczyłby całą brać dziennikarską, i konserwatystów i lewicowych liberałów pod wspólnym sztandarem. „Wrongdoing”, to „wrongdoing”. I to jest właśnie ta mała różnica między „stanem  świadomości” mediów w demokracji prawdziwej i fasadowej. 

 

Elżbieta Królikowska-Avis

Londyn 18 maja 2012.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl