Marcin Wolski opisał niedawno scenkę w tym rodzaju: w najdzikszych regionach Papui Nowej Gwinei zderzają się dwa - z rzadka pojawiające się tam - samochody. Na miejscu pojawia się policja. Okazuje się, że jeden kierowca wyjeżdżał z ulicy podporządkowanej, drugi przekroczył prędkość. Kto został ukarany? Ten, do którego plemienia należeli policjanci. W tym tygodniu - jeśli chodzi o naszą rzeczywistość medialną - ten satyryczny opis stał się rzeczywistością, dopełnił się. Przekonuje mnie o tym część reakcji na sejmowy atak Stefana Niesiołowskiego na Ewę Stankiewicz.

Rozumiem, że można mieć krytyczny stosunek do obecnego zaangażowania politycznego - wybitnej skądinąd - dokumentalistki. Podobnie jak można mieć krytyczny stosunek do notorycznego zaangażowania politycznego wielu innych dziennikarzy. Natomiast po sejmowej scysji zobaczyliśmy świat wirtualny. Najpierw „Gazeta Wyborcza” rozpoczęła debatę o… poziomie dziennikarstwa. Potem dowiedziałem się, że Niesiołowski był atakowany kamerą, a potem jeszcze, że był „atakowany kamerą jak kastetem”. Ach ta nieznośna lekkość porównań i pozornie spokojne, tybetańskie bydle „jak” . Przy odrobinie zaangażowania można dzięki niemu porównać wszystko do wszystkiego. Można napisać, że autorzy tych wyżej wymienionych opinii używają słowa jak komunistyczni prokuratorzy pióra, albo, że ręce, które piszą podobne bzdury są jak dłonie, które wykonywały wyroki. Przy pomocy słowa „jak”, sprowadzonego do absurdu, można uzasadnić każdą brednię i usprawiedliwić każde świństwo.

Obejrzyjcie więc sobie Państwo kolejny raz ten film w Internecie. Czy widać na nim ze strony agresję?  Czy macie jakikolwiek dowód na to, że Stankiewicz robi coś, czego nie dopuściliby się inni dziennikarze? Czy, szanowni obrońcy Stefana Niesiołowskiego, naprawdę uważacie, że Ewa Stankiewicz w tym materiale przekroczyła jakikolwiek normy zachowania, które uzasadniałyby krzyczenie na nią „Won, z Sejmu!” i obrażanie jej? Tego tam nie ma. To po prostu wasza projekcja. Zaczynacie traktować swoich przeciwników ideowych jak antysemici Żydów (ach ten jak). Wyjmujecie ich spod prawa. Przypisujecie Stankiewicz wyimaginowane zachowanie, bo macie jej wyimaginowany wizerunek. Tak samo - jak ze względu na swoje imaginacje - zaraz po katastrofie smoleńskiej zaczęliście przypisywać jej sprawstwo Lechowi Kaczyńskiemu (i jak druga strona - zresztą - zaczęła przypisywać je Tuskowi czy Komorowskiemu).

Nieraz bywałem nader krytyczny wobec ojca Tadeusza Rydzyka, a Radio Maryja to zdecydowanie nie mój świat. Ale spójrzmy na jego zachowanie w Sejmie, kiedy podszedł do niego dziennikarz skonfliktowanego z nim TVN, stacji, która Rydzyka też nieraz „atakowała kamerą”: „Nie rozmawiam TVN, ale szanuję pana jako człowieka. Szczęść Boże” i uścisk dłoni. Da się. To, wydawałoby się, minimum cywilizacyjne, zaczyna być osiągalne dla coraz mniejszej grupy z nas, w świecie, w którym szybko cofamy się do czasów „walki wszystkich przeciwko wszystkim” według Tomasza Hobbesa. Czasów, w których bezrozumne małpoludy okładają się po głowach kamieniami, a rację miał tylko ten, który mocniej potrafił przywalić. 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl