Kilka lat temu moja koleżanka zaproponowała: „zróbmy algorytm wiadomości” - taki wzór programu komputerowego, w którym dziennikarze mieliby tylko wolne okienka do wypełnienia suchymi faktami a maszyna już sama napisałaby za nich  tekst informacji. Propozycja miała na względzie  wygodę dziennikarzy i szybkość przekazu.  Byłby to krok w kierunku wyeliminowania prawdziwych reporterów i próba zastąpienia ich maszynami. Ale czy w świecie maszyn cyfrowych dziennikarz do czegoś jest jeszcze potrzebny albo czy nie zamienił się już w maszynę?

Poszedłem na wykład szefa publicystyki Telewizji Polsat; Bogusław Chrabota mówił do studentów o konwergencji mediów i przyszłości telewizji. Wnioski dla dziennikarzy są niewesołe: treść stale się pogarsza, dziś królem staje się dystrybucja a nie tak zwany kontent, a w przyszłości będę użyteczni tylko publicyści i felietoniści ze znanymi nazwiskami. Reszta stanie się mediaworkerami. To samo mówił niedawno podczas dyskusji w SDP red. naczelny „Uważam Rze”, Paweł Lisicki. Bać się czy walczyć? A jeśli walczyć, to o co?

Prawda jest bolesna: gazety regionalne i lokalne upadają, z ogólnopolskimi (nie licząc kilku tytułów) też nienajlepiej, telewizje tracą widzów i pieniądze, redakcje internetowe nie zarabiają na reklamach, tak by pokryć straty z rynku tradycyjnego, i tylko lokalne rozgłośnie radiowe (nie licząc publicznych) jakoś dają sobie radę. I oczywiście - tabloidy i część prasy kolorowej. Dobrze jest więc, czy jest już źle i co to dla nas – dziennikarzy oznacza?

To oznacza, powtórzę, że rynek się zacieśnił, walka o czytelnika (słuchacza, telewidza, itd.) coraz ostrzejsza, coraz bardziej brutalna i coraz bardziej chamska. I nic nie pomogą apele „Stop chamstwu w sieci”, bo gdzie więcej chamstwa, tam na ogół więcej czytelników. I portale niby z tym walczą, ale ostrożnie, żeby nie stracić swoich fanów. Karuzela się więc kręci i – jak zauważył Chrabota – skończyła się epoka grzecznego komunikowania. Wystarczy zajrzeć do  prostego tabloidu lub kolorowej, plotkarskiej prasy, żeby wiedzieć co się sprzedaje. I nie miejmy złudzeń, że nagle z dnia na dzień ludzie przestaną kupować brukowce i zaczną domagać się pogłębionych analiz i porzucą strony, gdzie k.... latają w powietrzu.

Jeden z bohaterów Hrabala, który lubił sobie pośpiewać, nieszczególnie ładnie, na uwagi, żeby może się uciszył nieco, odpowiadał: „A gówno!”. Dzięki temu z pewnością dawał się zauważyć, a i w końcu polubić. Za moich studenckich czasów popularna była pieśń ze słowami „jedzcie ryż, by w przyszłości uniknąć przykrości”. Może więc lepiej teraz nauczyć się wyć, żeby w przyszłości było z czego żyć? Bo na kozetce dla gwiazd miejsca będzie niewiele…



Marek Palczewski
24 maja 2012
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl