Czytam news i trudno mi uwierzyć własnym oczom! Oto wyniki badań opinii publicznej, przeprowadzone na zlecenie lewicowego „Guardiana”, pokazują, że popularność Elżbiety II poszybowała w górę jak rakieta i zdystansowała wszystkich liderów partyjnych: Davida Camerona, Eda Milibanda i Nicka Clegga. Prawie 70% badanych stwierdziło, że Wielka Brytania byłaby bez monarchii „miejscem gorszym do życia”, a tylko 22%, że lepszym. Okazało się też, że pro-monarchistyczne nastroje przechodzą przez wszystkie grupy wiekowe, klasy społeczne i opcje światopoglądowe – choć oczywiście różne są ich proporcje, i pośród konserwatystów notuje się więcej zwolenników monarchii niż wśród labourzystów. Procent obywateli, którzy woleliby, aby ich kraj stał się republika, spadł dramatycznie z 19 do 13 %.Triumfalny come back Elżbiety II i monarchii? Wiele na to wskazuje. Choć jeszcze 15 lat temu taka sytuacja wydawała się nie do pomyślenia. Trzeba przyznać, że i królowa i sztab jej doradców, PR-owców i specjalistów od marketingu, ciężko na ten sukces zapracowali.
W tym skoku „słupków” w górę dużą rolę odegrały starannie, i na masową skalę, przygotowane obchody Diamentowego Jubileuszu panowania Elżbiety II. Rozmach i rozmaitość imprez, włączenie się do celebry wszystkich środowisk w kraju sprawiło, że DJ okazał się lepszym projektem na integrację społeczeństwa niż niemrawy Big Society premiera Camerona. Tura królowej w asyście księcia Filipa po kraju, wizyty dzieci i wnuków w krajach Commonwealthu, podkreślają dwie ważne role, jakie spełnia monarchia – podtrzymywanie prestiżu za granicą oraz stabilizacja i integracja wewnętrzna w kraju. Akcja „milion nowych drzew na 60-lecie”, ponad 600 street parties (w tym wielki bankiet na ulicy Piccadilly, gdzie catering zapewnia sam Ritz i najelegantszy magazyn Wielkiej Brytanii, Fortnum and Mason), otwieranie na masową skalę nowych obiektów, opatrzonych tablicami pamiątkowymi. No i parada 1000 łodzi po Tamizie, towarzyszących królowej, największa od 350 lat, kiedy na koronacje płynęła łodzią Anna Boleyn. To z kolei ukłon na rzecz tradycji Wielkiej Brytanii – potęgi morskiej. Msza Dziękczynna w katedrze św. Pawła i darmowy koncert przed pałacem Buckingham z udziałem Eltona Johna i Paula McCartneya, Cliffa Richarda i Toma Jonesa, na 500 tys. widzów. Festiwale, ekspozycje muzealne, koncerty, rodzinne pikniki, etc. The Household ma naprawdę sprawnych oraz, sądząc ze „słupków”, bardzo skutecznych PR-owców.
Od 22 lat obserwuję kaprysy fortuny monarchii, i trzeba przyznać, że przez ten czas aż dwa razy znalazła się na krawędzi upadku. I to dwukrotnie z powodu zmasowanej akcji laburzystów i liberalnych demokratów w Westminsterze oraz lewicowych mediów. Ich rola w próbach obalenia brytyjskiej monarchii jest, jak to się mówi, nie do przecenienia. Pierwsze podejście nastąpiło w 1992 roku, kiedy Andrew Morton opublikował książkę „Diana: jej prawdziwa historia”. Liberalne media przedstawiły księżną jako ofiarę królewskiego establishmentu, rozgrzały społeczne nastroje do białości i całe współczucie skierowały na – jedno z tabloidowych określeń - „królową ludzkich serc”, biedną, zmanipulowaną przez dwór królewski, Dianę. Ile w tym było prawdy, to już temat na inne opowiadanie. Manipulację opinią publiczną widać było jak na dłoni: chodziło o skanalizowanie społecznego gniewu przeciw Elżbiecie II i demontaż monarchii tak szybko, jak pozwalały na to przepisy. I tak lady Di okazała się najskuteczniejszą bronią w rękach tutejszych antymonarchistów! Choć, trzeba przyznać, że ta chwila strachu bardzo się brytyjskiej monarchii przydała. Bowiem natychmiast The Household rozpoczął krzątaninę, aby mocno skostniałą formułę monarchii zmienić i unowocześnić, zgodnie ze społecznymi oczekiwaniami. Przede wszystkim jednak zekonomizować. Lista Cywilna czyli osób z rodziny królewskiej, finansowanych z pieniędzy podatników, szybko zjechała z 13 do 3 - „mamy o 10 gęb mniej do wykarmienia” jak komentował to elegancko tabloid „Sun”. Drugim progiem, o który Elżbieta II omal się nie potknęła, była śmierć i pogrzeb Diany w 1997 roku. Aż trudno uwierzyć, jak bardzo pomógł jej wtedy labourzystowski premier Tony Blair – no, ale blairyzm, to jednak Trzecia Droga, z powodu której partyjni koledzy szybko się go pozbyli.
Od 6 lutego, rocznicy śmierci Jerzego VI, ojca aktualnej królowej, w Wielkiej Brytanii rozpoczęło się medialne szaleństwo. A w chórze entuzjastów nie zabrakło głosów nie tylko „Timesa” i „Daily Telegraph”, ale i BBC, a nawet „Guardiana”. Liberalne gazety tez muszą z czegoś ( i z kogoś) żyć. Zaraz potem okazało się, że 3-odcinkowy dokument, punktujący osiągnięcia 60-letniego panowania królowej, nakręcił komentator polityczny BBC, liberał Andrew Marr. Dziś media przypominają „poddanym” o stabilizacyjno – integracyjnej roli, jaką spełnia w Wielkiej Brytanii monarchia. O tym, że jej oficjalne recepcje w pałacu Buckingham oraz wizyty za granicą przecierają drogę brytyjskim politykom, dyplomatom i biznesmenom. Że wprawdzie nie rządzi, ale poprzez cotygodniowe spotkania z premierami, Elżbieta II ma jednak pewien wpływ na przebieg wydarzeń w kraju. A jako patronka 600 fundacji charytatywnych zarabia na szlachetne cele miliony funtów rocznie. Docenia się jej wysiłki w reformowaniu monarchii oraz dobry przykład stabilnego małżeństwa na jej niesforną progeniturę. Nie mówiąc o tym, że Elżbieta II jest najlepszym towarem eksportowym, bo to głównie dla niej corocznie przyjeżdża na Wyspy 30 mln turystów rocznie, wzbogacając budżet państwa. Słowem, „Daily Mail” trafił w samo sedno tytułem: „Lekceważona przez 60 lat przez polityków, wciąż jest największym atutem Wielkiej Brytanii”. A więc triumf? Raczej zawieszenie broni, aż do następnego starcia.
Elżbieta Królikowska-Avis
1 czerwca 2012
Londyn
