Rozpoczęcie konklawe redakcja Faktów TVN uczciła monotematycznym wydaniem głównego wydania tychże Faktów. Z braku istotnych newsów (z góry było wiadomo, że pierwsze głosowanie ma charakter orientacyjny i białego dymu zeń nie będzie) program - przynajmniej teoretycznie - informacyjny przemienił się w magazyn. Magazyn inforozrywkowy. Faktycznie był to modelowy przykład tego, co dzieje się, gdy ci, którzy niewiele rozumieją z tematu, za który się wzięli, chcą bardzo przekonać publiczność, że temat ów przejrzeli na wylot i opowiedzą o nim z polotem. W odniesieniu do tematu konklawe tego rodzaju podejście nie mogło przynieść niczego znośnego. Przyniosło nieznośne banały, bełkot i bluźnierstwa, a co najmniej paplaninę z bluźnierstwami graniczącą. Kumulacja i kulminacja wszystkich tych rzeczy na „B” nastąpiła w materiale Macieja Mazura złożonego z dywagacji na temat tego, jaką rolę w wyborze papieży odgrywają sprawy „bardzo przyziemne” (jak to ujął w zapowiedzi redaktor Durczok), a jaką Duch Święty. Faktycznie cały materiał został zredagowany w taki sposób, by przekonać telewidza, że nawet gdyby Duch Święty istniał i miał jakąkolwiek rolę do odegrania w wyborze papieży (na co Mazur spogląda z przymrużeniem oka), to i tak przecież ci wszyscy kardynałowie by Ducha Świętego nie słuchali, bo bardziej przypominają w swych motywacjach i zachowaniu zwyczajnych świeckich polityków, niż ludzi oddanych sprawom duchowym (nad czym zgorszony Mazur ubolewa przybierając pozę moralisty, który dowcipem pokrywa zasmucenie).
Oddajmy zresztą głos samemu red. Mazurowi: „ A więc zaczęło się. Białego dymu jeszcze nie ma, a już trzeba gasić emocje, zwłaszcza w sferze dalekiej od sacrum. Słuchając spekulacji, przecieków i domysłów, można odnieść wrażenie, że Kaplica Sykstyńska to kaplica sejmowa, albo wręcz sala kolumnowa”. Ilustracją tej demaskatorskiej tezy są trzy migawki filmowe z udziałem filmowanych w plenerze kardynałów, z których żaden na tych nagraniach nie przecieka i nie spekuluje, a jeden wspomina wyłącznie o Duchu Świętym. Ot, taka drobna manipulacyjka słowno-obrazowa. Z kolei na przebitce z gołębiami i kardynałami redaktor Mazur błysnął erudycją ikonograficzną: „Gołębia w kaplicy sykstyńskiej pewnie nikt się nie spodziewa, zresztą kardynałowie szukają innych znaków.” Podsumowując trzy „setki”, w których trzy różne osoby ( w tym tylko jedna duchowna) przypomniały widzom, że kardynałowie w wyborze papieża kierują się własnym rozumem i wolą) red. Mazur ze swadą rzucił: „Czyli Bogu, co boskie, a kardynałom, co kardynalskie, a może nawet… kardynalne”. Syntezę swego podejścia do tematu zawarł natomiast w finałowym „standuperze” (skojarzenie ze stand-up comedy tym razem wyjątkowo trafne): „Nawet jeśli Opatrzność kardynałom sprzyja, to trzeba przyznać, że zadanie mają wyjątkowo trudne. Muszą przecież jakoś połączyć Ducha Świętego z duchem czasu.” Koniec cytatu. Koniec dziennikarstwa. Apogeum infozrywki. Nie widać wyraźnej granicy między standuperem Macieja Mazura a standuperem Abelarda Gizy o procesach trawiennych papieża. Ten sam duch. U Mazura zmieszany z zaduchem hipokryzji.
