Kto pierwszy wpadł na pomysł, że „Polska jest fajna” wiadomo – Tomasz Lis. Nie jest natomiast jasne, kto ma prawa do tej złotej myśli: jego były, czy obecny wydawca. Szykuje się długi i ciekawy proces, jak z Fredry. Wszystko jest w nim zabawne. Sama lektura oficjalnych pism, jakimi wymieniają się w tej sprawie „Wprost” i „Newsweek” dostarcza już materiału na niezły skecz. Można by je w „Piwnicy pod Baranami” odśpiewać, na przykład na melodie „Warszawianki”. Ale najsmakowitsze jest to, że obie strony łączy absolutna nieświadomość groteskowości całej sytuacji.
Zacznijmy od hasła. O tym, że Polska jest fajna, wie każde dziecko w przedszkolu. Widać to także w większości badań przeprowadzanych w ostatniej dekadzie przez socjologów. Jesteśmy – starzy czy młodzi – w Polsce niepoprawnie zakochani. Nie ufamy politykom, nie szanujemy swojego państwa, kiepscy z nas obywatele, ale Polska nam się podoba. I to bardzo. Także ta z piosenek Kazika czy Lao Che („nawet gdy plujesz, to mi pasujesz”). Pedagogika wstydu prowadzona konsekwentnie w najważniejszych mediach przez minione dwudziestolecie nie wypaliła. Okazaliśmy się na nią zadziwiająco odporni. Wygląda na to, że uwierzyli w nią wyłącznie sami pedagodzy. Z Tomaszem Lisem w składzie. Stąd może dla niego hasło „Polska jest fajna” było takim odkryciem, że postanowił je czym prędzej opatentować.
Nie wziął jednakowoż pod uwagę, że zabrzmi ono groteskowo w ustach kogoś, kto przed chwilą (ba, równocześnie) prowadzi krucjatę przeciw polskiemu rasizmowi. Kto pisze o „nieskończonej hipokryzji” Polaków i dziękuje BBC za prawdziwy(!) film o naszym antysemityzmie. Kto zwierza się (a propos kibicowania), że nigdzie na świecie nie widział na stadionach „takiego bydła jak w Warszawie czy Łodzi”. Wyszukiwarki pytane o to, jaki cytat z Tomasza Lisa jest najczęściej wywoływany przez internautów, jakoś nie wskazują na: „Polska jest fajna”. Do kategorii skrzydlatych słów Lis awansował dzięki stwierdzeniu „Ludzie nie są tacy głupi, jak nam się wydaje. Są dużo głupsi”. A skoro tak, autor bon motu pewnie liczy na to, że ludzie nie wyczują fałszu w nowej akcji społecznej.
Ale to raczej wydawcy spierający się o copyright do patriotyzmu nie widzą własnej śmieszności. Nawet przyjmując założenie, że wszystko można opatentować, na wszystkim zarobić, odrobina przyzwoitości powinna im podpowiadać, że tego typu akcje nie muszą podlegać prawom konkurencji. Można je robić wspólnie, bo są naturalną reakcją na atmosferę panującą dziś w Polsce. Nawet, jeśli została ona skomercjalizowana jak Boże Narodzenie i Pierwsza Komunia.
Ostatnim piętrem groteski, prawdziwą wisienką na torcie jest fakt, że nie jest to spór o to, kto jest większym/lepszym patriotą. (Ta potyczka prowadzona jest przez dwa inne tygodniki). Sprawa prowadzona jest śmiertelnie serio, bo idzie o to, kto zarobi na tym, że „Polska jest fajna”. Zabawne, przecież już od dawna wiadomo kto: UEFA.
Piotr Legutko
6 czerwca 2012
