W czasie Euro 2012 oddajemy się zbiorowej mistyfikacji, bo wydaje nam się, że żyjemy sportem i na sportowo.  Raczej nic z tych rzeczy: siedzimy przed telewizorami, pijemy piwo lub piwsko (częściej), wsuwamy chrupki i chipsy, zdzieramy gardła skandując (jeszcze w sobotę) „Polska, biało-czerwoni”.


A zdrowie nasze? W gardła wasze! Umberto Eco pisał wiele lat temu, że o ile uprawianie sportu oznacza zdrowie, o tyle sport oglądany, to mistyfikacja zdrowia. Piłkarze dostaną za udział w Euro średnio przynajmniej po 37 lub 67 tysięcy euro (pierwszą sumkę podał „Express Ilustrowany”, drugą „Gazeta Wyborcza”), a my za siedzenie przed telewizorem? Co najwyżej bóle kręgosłupa i odbytu, ewentualnie zapalenia spojówek. Więc po co dodatkowo szukać sobie wroga? Pamiętam ekscesy, polegające na pozbywaniu się telewizora rzutem przez okno. W ten sposób pozbywamy się wroga (telewizor), a przy okazji trenujemy nasze mięsnie, rzut do celu i silną wolę, by nie oglądać więcej meczów naszej reprezentacji.

 

Poszukiwanie wrogów czy ich wymyślanie jest kanwą książki Umberto Eco pod tym właśnie tytułem. Gdy wroga nie ma, koniecznie trzeba go stworzyć – pisze Eco.  I jakby na potwierdzenie tej tezy czytam dwa teksty w dwóch przeciwstawnych  tytułach: tekst Rafała Ziemkiewicza w „Uważam Rze” i Jacka Żakowskiego w „Gazecie Wyborczej”. Żakowski uważa, że na szczuciu wyrastają koncerny medialne i ideologiczne fundacje, „okładki tygodników, gazetowe tytuły i telewizyjne histerie przedstawiają sportową rywalizację jako nacjonalistyczną histerię”. W taki sposób opisują sportowe wydarzenia nawet media zaliczane do głównego nurtu. Paradoksalnie głos Żakowskiego współbrzmi w tej ocenie z oświadczeniem Obywatelskiej Komisji Etyki Mediów, w którym wyraziła ona „dezaprobatę dla sposobu informowania przez główne media w ostatnich tygodniach o Euro 2012, szczególnie przed meczem Polska-Rosja”. OKEM zwróciła uwagę na styl mediów zachęcający do przemocy. O szukaniu wroga i podgrzewaniu atmosfery przez media w czasie operacji „Krzyż” na Krakowskim Przedmieściu oraz o etykietowaniu faszyzmem Marszu Niepodległości pisze również w tym tygodniu Rafał Ziemkiewicz. Mam jednak pewność, że Ziemkiewicz i Żakowski wroga upatrują w odmiennych, niechętnych sobie formacjach (odpowiednio: PO i PiS).

Cytat z Umberto Eco: „Posiadanie wroga jest ważne nie tylko w procesie określania naszej tożsamości, ale również dla zapewnienia sobie przeszkody, wobec której moglibyśmy utrwalić nasz system wartości i w konfrontacji z nią pokazać ile jesteśmy warci”. Zatem, nie łudźmy się: gdy wroga nie ma, to trzeba go stworzyć. Nawet ludzie łagodni i miłujący pokój mają taką potrzebę. Kilka lat temu napisałem artykuł o wrogach socjalizmu: bumelancie, spekulancie, księdzu, oportuniście partyjnym, czy bananowej młodzieży. Wspólnym mianownikiem była możliwość ośmieszenia go, wyszydzenia, pokazania, że jest ohydny, że do nas nie należy, nie wyznaje naszych wartości i nie realizuje naszych planów, więc jest bezużyteczny i najlepiej byłoby, gdybyśmy go wyeliminowali z życia społecznego (zapewne fizycznie). Stygmatyzacja przeciwnika, osadzenie go w ramach „wroga” pozwalała na każdą kalumnię i zniewagę. Nieprzyjaciel zawsze cuchnie, jest brzydki, zachowuje się nieobyczajnie, jest pasożytem i odszczepieńcem.

Gdy przyglądam się naszym mediom, połajankom a nie polemikom, swarom a nie dyskusjom, wyzwiskom a nie walkom na argumenty, to mam wrażenie, że dziennikarze nie czytają albo niedokładnie czytają Eco, bo z jednej strony nawet ci, którzy się na niego powołują, bajdurzą o zagrożeniu faszyzmem, a z drugiej strony ich adwersarze czują się osaczeni, zagrożeni i przyparci do muru, i na słowną agresję odpowiadają agresją, bądź sami ją inicjują. Jedni i drudzy chyba zapominają, że przemoc rodzi przemoc, a nakręcanie spirali przemocy podkopuje ład społeczny. I może warto by było, żeby ci najbardziej zaciekli dziennikarze przejrzeli na oczy i pojęli w obliczu Euro 2012 i nieco dalej, że „kto mieczem wojuje, od miecza ginie”.

I na koniec myśl z Eco (a zarazem jakby z Sartre’a), że sprowadzając innego do roli wroga, stwarzamy sobie piekło na ziemi. Może więc warto poczytać Eco…

 



Marek Palczewski

21 czerwca 2012

Ps. A oglądanie Euro jest w sumie najmniej szkodliwą rozprawą z wrogą, o ile oczywiście nie zamienia się w walki uliczne.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl