Felieton ten dedykuje tym wszystkim, którzy ufni w magiczną moc szyldu, wierzą jeszcze w legendę BBC, wzorzec z Sevres dziennikarskiej rzetelności i obiektywizmu. Czasami jednak trzeba zmierzyć się z naszymi mitami, aby dojrzeć i dotrzeć do prawdy.
Po emisji odcinka Panoramy pt. „Stadiony nienawiści” w Polsce rozgorzała dyskusja czy BBC przekroczyła granice rzetelności i obiektywizmu czy też nie. Zdania były różne. Z jednej strony dziennikarze, którzy wskazując na definitywny ton i masę uogólnień i uproszczeń dokumentu, jakoś instynktownie podejrzewali manipulację. Byli tacy, którzy – mimo licznych już dziś dowodów - nie potrafią rozstać się z mitem BBC , najznakomitszego wzorca telewizji publicznej na świecie. Jeszcze inni – informując, że są byłymi pracownikami Polskiej Sekcji BBC, jakby to było gwarancją ich obiektywizmu, żarliwie bronili Korporacji. No i ja, także była współpracownica BBC, od lat 20 obserwująca z bliska wolty i zakręty Giganta, długą drogę, jaką przebyła oraz punkt w jakim się dziś znalazła. A że jak zauważył Heraklit panta rei, wszystko płynie, BBC także się zmieniła, w wielu segmentach produkcyjnych nie do poznania. I standardy, jakie dziś prezentuje w niewielkim stopniu mogą wesprzeć tezę Marka Cajgnera, że „trudno o bardziej rzetelną telewizje niż brytyjska” oraz Wojciecha Lorenza, że „jest to firma o najwyższej rzetelności i poziomie kontroli”. Choć z tym ostatnim, poziomem kontroli, można się zgodzić, jeśli dodamy „kontroli politycznej”. Krytyka nadmiernego upolitycznienia BBC przybrała jeszcze na sile dziś, kiedy kończy się kadencja dyrektora generalnego Marka Thompsona i gorączkowo poszukuje się jego następcy. Steven Glover publicysta Daily Mail pisał niedawno: „trwają poszukiwania nowego dyrektora generalnego , ale wszystkim wiadomo, że nie będzie to konserwatysta. Wskazuje się na aparatczyków BBC, Caroline Thomson, Helen Boaden, George Entwistle czy Tim Davie, ale żaden z nich nawet nie przypomina konserwatysty. Sam Mark Thompson przyznał 1.5 roku temu, że Korporacja zrobiła już w przeszłości ogromny krok w lewo, ale teraz jest bardziej >>otwarta<<. Szkoda tylko, że nie ma na to żadnych dowodów” – kończy akapit Glover. A kilka dni temu prominentny konserwatysta John Whittingale, gdy dowiedział się o kandydaturze Eda Richardsa, byłego doradcy rządu Blaira, apelował publicznie, broniąc niezależności Giganta: „Szef BBC nie może być z politycznego nadania!”
Pierwszy grzech główny: nadmierne upolitycznienie, opcja lewicowo-liberalna. Od czasów Aktu Założycielskiego z 1922 roku, BBC starała się pilnować swojej niezależności od kolejnych rządów, etosu radia, potem telewizji publicznej, rzetelności informacyjnej i standardów zachowań, o których wspomina Akt. Jednak tak się jakoś zawsze działo, ze ideologicznie zwykła prezentować profil lewicowo-liberalny, choćby był to, jak na początku, jedynie anty-imperializm, pacyfizm i antyamerykanizm. Z tym wszystkim trzy razy wikłała się w konflikty z aktualnym rządem, z których wychodziła poraniona, ale nie zwyciężona. Pierwszym był Konflikt Sueski, kiedy Korporacja opowiedziała się nie po stronie Wielkiej Brytanii, lecz Egiptu, co skończyło się rezygnacją premiera Edena. Drugi raz chodziło o konflikt falklandzki: premier Thatcher długo miała BBC za złe, że „nie popiera tej wojny, w końcu wojny obronnej”. Potem mieliśmy konflikt Rady Gubernatorów z Tony Blairem, aferę pod kryptonimem „ Dr David Kelly”, która była kolejną manifestacją sil, mediów publicznych i rządu. Od razu dodam, że jestem przeciw kolonializmowi, a za pacyfizmem, lecz drażni mnie hipokryzja BBC. Np. przez 6 lat wspierała ze wszystkich sił labourszystę Blaira, ale kiedy po ataku na World Trade Center wszedł w koalicję z George’em Bushem, skoczyła mu do gardła i z pewnością przyczyniła się do jego odejścia.
Drugi grzech główny, to komercjalizacja, dumbing down czyli równanie do dołu. Przez 18 lat rządów konserwatystów BBC oskarżała, najpierw premier Thatcher, potem innych premierów o to, że „próbują zmienić telewizję misyjną w imperium Murdocha”. Ale czy sama potrafiła przeciwstawić się komercjalizacyjnym zabiegom swoich pracowników? Otóż nie. Już w połowie lat 90. najpopularniejszy scenarzysta telewizyjny Andrew Davies zarzucił szefom BBC, że „ta telewizja publiczna, utrzymująca się z abonamentów, powiela wszystkie błędy polującego na widza komercyjnego kanału ITV”. W tym samym czasie odbyły się strajki pracowników, zrzeszonych w dwóch związkach BECTU i NUJ, 11 i 16 tys. ludzi, którzy protestowali przeciw „gwałtownej komercjalizacji i schlebianiu najniższym gustom widzów”. A było to 15 lat temu! Bo co mamy w ofercie? Soup opery, chat shows, turnieje taneczne, programy interaktywne z celebrytami, nie kończące się serie o lekarzach z Yorkshire czy policjantach z Midlandów, poradniki kulinarne, dekoratorstwa wnętrz, jak kupić dom na Grenadynach albo zmienić wystrój sypialni w ciągu godziny, i powtórki, powtórki, powtórki. Wciąż znakomite są dzienniki – te wiadomości od korespondentów z najdalszych krańców świata, niepokoi tylko lewicowo-liberalne odchylenie publicystów politycznych, pośród których próżno szukać konserwatystów. Pozostały rewelacyjne adaptacje klasyki literackiej, choć dziś w powieściach Jane Austen czy Dickensa szuka się politycznie poprawnych smaczków jak feminizm, prawa gejów i lesbijek, emancypacja pracowników rolnych, etc. No i mamy rewelacyjne serie przyrodnicze, najlepszy BBC-owski towar eksportowy. Ale cała reszta? Prócz BBC4, czasami 2, dominuje łatwizna telewizyjna, prezentowana przez nową generację celebrytów jak Jonathan Ross czy Brand Russell. Swoje programy w najlepszym czasie antenowym na BBC1 i 2 mają transwestyta Paul O’Grady, geje Graham Norton i Stephen Fry, którzy zabawiają widzów obscenicznymi dowcipami, najchętniej atakując królową i papieża, „konserwatystów” i „bigotów”. Jest program satyryczny Franka Boyle’a, gdzie publicznie kwestionuje się ojcostwo księcia Karola w przypadku księcia Harry’ego czy namawia gości w studiu, aby pokazali jak masturbuje się Sarah Palin. W innym, „That Mitchell and Webb Look”, pokazuje się satyry na bajki dla dzieci z użyciem seksualnych gadżetów. Na kanale1 bardziej niż 2 króluje „celebrity culture” oraz „fuck culture”, luzactwo i chamstwo, wulgarność i tandeta, a wszystko pod znanym i respektowanym szyldem BBC.
W ubiegłym roku Korporacja dysponowała sumą 3.2 mld funtów, za które , jak zażartował jeden z tutejszych dziennikarzy, „można byłoby kupić Islandię lub Węgry”. Stanowi rodzaj państwa w państwie, poza kontrolą rządu (to dobrze) i przy bardzo nikłej odpowiedzialności przed społeczeństwem (źle). No i trudno mówić o pluralizmie, skoro wyraźnie faworyzuje jeden tylko światopogląd, lewicowo-liberalny. BBC jako wzorzec służby publicznej, to już przeszłość. To jeszcze jeden z „mitów mniemanych”, z którymi trzeba się w imię prawdy skonfrontować.
Elżbieta Królikowska-Avis
Londyn, 22 czerwca 2012
