Nasze media znowu mnie zawiodły. Nie doceniły? Przeoczyły? Zignorowały świadomie?  Dopuściły się manipulacji? A może biorą udział w zakulisowych grach politycznych, angażując się po stronie jednej frakcji przeciwko drugiej? Albo, bo i to jest możliwe, po prostu nie rozróżniają rangi poszczególnych zdarzeń, czy posunięć naszych przywódców ?

 

Zadaję sobie od kilku dni ten pierwszy, narzucający się zestaw pytań. Bo nie wierzę w tak dużą ślepotę polskich mediów, że przegapiły najważniejsze wydarzenie krajowe tego tygodnia. Tym o ogromnym znaczeniu wydarzeniem była depesza gratulacyjna, jaką niedoceniony, przepraszam, nieoceniony,  premier Donald Tusk przesłał do papieża Franciszka z okazji – jak napisał – wyboru na Tron Piotrowy. Już choćby dwa ostatnie słowa – pisane z dużej litery – sprawiają, że depesze nabiera wyjątkowego, historycznego znaczenia. Świadczy o wysokim morale naszego premiera i głębokiej znajomości teologii, co wśród obecnych przywódców rządów nie jest znowu takie częste. Ktoś nieżyczliwy premierowi mógłby zbagatelizować rzecz całą i powiedzieć: - To zwykły protokolarny rytuał. – O nie! Nie mogę się zgodzić z tego typu próbą degradacji depeszy gratulacyjnej. Dopiero rozwinięcie depeszy odkrywa pokłady mądrości i wielkości naszego premiera. W depeszy zapewnił, że Polska chce i jest gotowa do „dalszego umacniania więzi i współpracy ze Stolicą Apostolską w obronie kultury chrześcijańskiej w Europie i na świecie”. Początkowo wyglądało to tak, jakby miały drżeć w Sejmie Palikoty i Millery. A Tusk przejść z palarni przed kościołem do prezbiterium przed sam ołtarz i tam zalec krzyżem.

Na szczęście to tylko podstęp naszego premiera. Telegrafował do nowego papieża dla zamydlenia oczu. Depesza ma uśpić czujność jezuity Jorge Mario Bergoglio i wkrótce – stwarzając pozory, że dzieje się to za jego błogosławieństwem -  przepchnąć w Sejmie małżeństwa homoseksualne, wychowywanie dzieci w związkach partnerskich. To na początek. W następnej kolejności mają zostać uchwalone postępowe ustawy parytetowe, wedle których w Sejmie i Senacie musi znaleźć się niemniej niż 20 procent gejów i lesbijek oraz 10 procent transseksualistów. Plany premiera, o których mówię,  poprzedza owa maskująca depesza gratulacyjna. Jakież to bogactwo możliwości, by pogłębić genialne posunięcie naszego premiera. Aktywne media przeprowadziłyby z Donaldem Tuskiem dziesiątki rozmów, w których uzasadniałby konieczność reform obyczajowych, niezbędnych dla uzyskania funduszy europejskich. Opinie komentatorów we wszystkich mediach powinny podkreślać dalekowzroczność naszego premiera, przewyższająca o kilka stopni zaściankową, wsteczną politykę Watykanu.

Zdaje się, że odkryłem  przyczynę, dla której media nie eksponowały dyplomatycznego posunięcia  Donalda Tuska. Nie będą propagować polityka, który wkrótce przestanie się liczyć.    

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl