Władze medialne ogłaszają nowy zaciąg do rad programowych publicznych mediów elektronicznych. Na jesieni kończy się kadencja obecnych dostojnych członków tychże rad i teraz różne organizacje, wyższe uczelnie proszone są o wytypowanie swoich przedstawicieli do – powiedzmy jak najdelikatniej – ciał doradczych Radia (właściwie radii – bo terenowe radia publiczne są samodzielne) i Telewizji (w tym wypadku samodzielności nie ma – i formalnie i praktycznie, a raczej jest uwiąd i regres wynikający ze szczątkowej emisji).


    Władza medialna wykonuje ustawowy obowiązek. Kolejni (bo ta procedura trwa już kilka kadencji) wytypowani – chętni staną w szranki i legitymując się wspaniałymi CV będą czekać na namaszczenie płynące ze Skweru im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego – bo tam rezyduje Rada, ta najważniejsza dla elektronicznych mediów, czyli KRRiTV (trwa tam już od lat, choć mimo adresu pod tak dostojnym patronem broni zaciekle dostępu do anteny właśnie telewizji Trwam).


   Tak więc „duża” Rada dba o to, by „małe” rady wybrane zostały na czas. Na pewno też i o to, by wybrani zostali jak najlepsi kandydaci. Pytanie tylko PO CO? Po co kultywuje się fikcję, ponieważ wiadomo, że Rady Programowe Radia i Telewizji nie mają praktycznie żadnego znaczenia. Gdyby posadzić w „okienku” tych, którzy odchodzą po kadencji i zapytać co właściwie dała ich praca - to poza symbolicznymi dietami nic znaczącego nie mogliby wymienić. A że tak jest, widzimy i słuchamy na co dzień.No powiedzcie – panie i panowie – z ręką na sercu: coście wskórali, uczynili, poprawili?


    Rady – atrapy służą jedynie legitymizacji władzy politycznej, która bezceremonialnie rządzi publicznymi mediami. Rady mogą sobie gaworzyć dowoli. Papier to wszystko przyjmie. Marnowane jego tony cieszą potem zbieraczy makulatury a martwią leśników. Produkuje się oczywiście wnioski bardzo słuszne i słuszne. W tej całej nieskutecznej gadaninie bezzasadnych rad słowotok leci gdzieś w zaświaty i tylko być może szpiegowskie komputery zachowują cały ten bezproduktywny jazgot.


    Z głosem atrapowych rad nikt się nie liczy i nie będzie liczył. To kolejna fikcja. Jeszcze się nie zdarzyło by jakaś rada doprowadziła do usunięcia decydenta-szkodnika. Nie zdarzyło się i nie zdarzy, by polecenia „z góry” przesyłane przez partyjnych czynowników zostały zablokowane, nagłośnione i wyjaśnione.


    Publiczne media nie dopuszczają krytyki na własnych antenach. Są zadowolone z siebie. Pyszne. Są obok społeczeństwa. Trwają poprzez obowiązujący w nich prymat rozrywki: dużo, szybko i śmiesznie – choć często aż płakać się chce. Awansowani na kierownicze stołki zdają sobie sprawę, że to wyróżnienie jest chwilowe. Czas siedzenia w tych fotelach zależy od umiejętności przetrwania. To taki codzienny slalom. Do tego gęby pełne frazesów: misja, najważniejszy jest widz i słuchacz, minimalizujemy koszty etc.


    Epoka rad już ponoć minęła, przynajmniej za Bugiem. Dlaczego u nas panuje myślenie, że nie wystarczy dobry redaktor i dobry menadżer. Oczywiście muszą to być ludzie znający i wykonujący uczciwie swoje zawody, a nie chłopcy na posyłki czepiający się nawet  brzytwy byle trochę jeszcze popływać. Karuzela się kręci: dysponenci, zastraszeni plastelinowi wykonawcy i dla ozdoby naiwne rady! Kończ Waść wstydu oszczędź!




Stefan Truszczyński

9 lipca 2012


P.S. Czytam w „Angorze” (z 8 bm.), rubryka „W głowie się (nie) mieści”: EURO 2012 w liczbach – 50 mln złotych według wyliczeń ma stracić TVP na transmisjach meczów EURO 2012. I obok – 2,3 mld euro przychodów spodziewa się UEFA dzięki EURO 2012.
Ekonomiści, planiści, prezesi i wy biedni, bezradni radni rad programowych – co wy robicie?


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl