We „Włatcach móch”, polskim „South Parku”, była kiedyś taka scena: policjanci przyjeżdżają na wezwanie nocą do parku. W środku banda groźnych dresiarzy dewastuje ławki, tłucze butelki, rozrabia i nic sobie z nie robi z obecności stróżów prawa. Policjanci zatrzymują się w pół drogi wyraźnie zlęknieni wyzwaniem. Nagle dostrzegają śpiącego w drugim końcu parku na ławce pijanego kloszarda. Odważnie rzucają się na niego i tłuką pałami.

Scena ta niestety dobrze opisuje heroizm polskich mediów w tropieniu zbrodni władzy. Ostatnio zaroiło się od odważnych tekstów i okładek piętnujących cały PSL.

Miło, że nagle rozliczni koledzy zauważyli to, o czym wiadomo było od prawie pięciu lat, kiedy to ludowcy - w swoim stylu - poobsadzali kluczowe stanowiska i nawet tego kryli, z bezczelną ironią drwiąc, że są „partią rodzinną”. Ale mamy w Polsce też drugą większą rodzinę, która miała swoja aferę, przy której ta ostatnia, to jak kradzież batonów ze sklepiku szkolnego w porównaniu z napadem na bank. Dużą cześć z obecnych pogromców PSL-u pamiętam jako heroicznie broniących „pana premiera” przed bestialskimi atakami policjantów zarzucających mu poważne przestępstwo. I z powszechną ulgą przyjęli tychże policjantów dymisję, a także fakt, że afera wokoło ich umiłowanego pana przycichła. Ci sami  herosi, teraz kiedy od pana poczuli przyzwolenie, dokonują krwiożerczej rozprawy z jego dawnym partnerem, który zamienia się we wroga. O tym, że Eurazja nie jest już sojusznikiem a wrogiem nie trzeba oficjalnie informować, fachowcy od propagandy sami to wyczuwają.

Problem nie dotyczy tylko polityki. Od kilku lat wiadomo było, że firma Amber Gold, nie jest - mówiąc eufemistycznie - instytucją najwyższego zaufania. Opisał ją, i związane z nią linie lotnicze, dopiero teraz Tokarz w „Pulsie Biznesu”, jednej z niewielu gazet, w których Amber Gold się  nie reklamował (ponoć „Puls” nie chciał przyjąć reklam firmy uchodzącej za niewiarygodną). Koincydencja, że media który brały kasę od Ambera nie pisały o nim jest rzecz jasna przypadkowa.

Baby na targu sporo ostatnio gadają o upadłej już firmie DSS i okolicznościach zdobywania przez nią kontraktów  na autostrady. Ponoć bojąc się nadciągającej katastrofy, chcąc zamieść sprawę pod dywan, pan premier w trosce o standardy dokonywał już pół roku temu jakiś przesunięć po resortach, głownie  typu „Józek pójdzie do samorządu, a Krzysiek sprawdzi się w biznesie”. Tyle plotki. Ale jak okażą się prawda to ciekawe czy lisoidzi wykażą się równym heroizmem.

A na koniec dobra wiadomość. Poziom gastronomi nad Bałtykiem (Łeba) skoczył do góry, a ceny są niższe. Restauratorzy narzekają na „dziennikarskie hieny”, ale bardziej się starają. Chwała dziennikarstwu interwencyjnemu, w tym przypadku. Oby jednak nie okazało się ono największym misiem jakiego na naszą miarę da się uszyć. 
 

Wiktor Świetlik

28 lipca 2012
 
    
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl