Z ostatnich wywiadów na Sdp.pl wynika, że szkoły dziennikarskie kształcą PR-owców i specjalistów od reklamy. Oraz – że można inaczej.
Prof. Grażyna Habrajska, medioznawca z Uniwersytetu Łódzkiego, mówi, że o jedno miejsce na licencjackich studiach dziennikarskich walczy na jej uczelni ponad dziesięć osób.
Chcą być dziennikarzami i marzą o karierze: – Dziewczyny myślą, że każda będzie następną Olejnik albo Pochanke, a chłopcy myślą, że będą Miecugowami – mówi prof. Habrajska. Nie zdają sobie sprawy z tego, jak wygląda rynek pracy. – Sytuacja zmienia się po pierwszym roku, gdy wracają z praktyk w różnych redakcjach. Wtedy już wiedzą i zaczynają trochę inaczej myśleć, a najlepszym dowodem na to jest fakt, że gdy w połowie drugiego roku wybierają specjalizację, to najczęściej jest to PR albo reklama – wyjaśnia prof. Habrajska.
Trafna obserwacja. Zanim pójdziemy na studia, w czasie liceum, kiedy dorastamy, kwestionujemy zastany świat i układamy go w głowie na nowo, mamy wielkie plany i marzenia. Na przykład przyszli dziennikarze marzą, że będą jak Oriana Fallaci albo Ryszard Kapuściński. I jeśli nawet podczas studiów czytają dobrą literaturę, prowadzą bezinteresowne, nieskrępowane i inspirujące rozmowy, to potem, gdy znajdą sobie miejsce na rynku pracy, okazuje się, że robią świetne reklamy, zostają PR-owcami i rzecznikami prasowymi. Nie zawsze i nie wszyscy, ale tak to wygląda, jakby było prawem ogólnym.
Czy jest coś złego w tym, że absolwenci odnajdują się na rynku pracy i są zadowoleni z życia, choć nie pracują w zawodzie? Może i nie, ale ma to przynajmniej trzy złe strony. Po pierwsze, prof. Habrajska mówi, że w trakcie studiów dziennikarskich traci się ideały. Czy to dobrze? To jest utrata energii, optymizmu i źródła inspiracji. Wybierasz kompromisowe rozwiązanie, które jest w zasadzie kapitulacją – już nigdy nie będziesz jak Fallaci ani Kapuściński. Po drugie, przez rezygnację absolwentów z pracy w zawodzie obniża się poziom dziennikarstwa. Kilka lat po studiach widzisz, ilu utalentowanych znajomych wybiera inny zawód niż wyuczony. Żeby nie popaść w patos – po prostu trochę szkoda. Po trzecie, wybieranie innego zawodu źle świadczy o jakości dziennikarskiego kształcenia. Jeśli absolwent kierunku, który ma w nazwie „dziennikarstwo”, okazuje się specem od komunikacji publicznej bardziej niż dziennikarstwa, to może kierunki studiów powinny zmienić nazwy, by nie udawały one, że znaczą coś innego niż w rzeczywistości?
Marcin Wąsiewicz, dziennikarz Polsatu, opowiada o obozach dziennikarskich organizowanych przez Tygodnik Angora dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej. Jeździ na nie, by uczyć praktycznego dziennikarstwa, zwłaszcza radiowego. – Kiedy przyjeżdżam na ten obóz, to cały czas mam poczucie, że jest jakiś sens w pracy dziennikarskiej – mówi Wąsiewicz. I dodaje: – Wiem, jak się edukuje dziennikarzy w Polsce, i wydaje mi się, że to u nas kuleje. Te wszystkie szkoły dziennikarskie bardziej uczą teorii, z praktyką bywa różnie. Moglibyśmy na palcach jednej ręki policzyć, ilu jest praktyków w każdej szkole, więc myślę sobie, że jeśli kogoś zarażę, jeżeli komuś się to spodoba, i będzie dziennikarzem, i przez te 2-3 tygodnie spróbuje tej pracy, to bardzo dobrze, bo gdzie ci ludzie mają się tego zawodu uczyć?
Nie uważam, by kształcenie dziennikarzy w Polsce było na dnie. Po kilku latach od skończenia studiów widać, że w redakcji nie zawsze wystarcza wyczucie, wiedza wyniesiona z ćwiczeń i wykładów jest się pomocna. Oczywiście, kiedy coś takiego powiem przy dziennikarzu, który zawodu nauczył się w praktyce, często słyszę ironiczne uwagi na temat mojego wykształcenia. Trudno, co robić.
Nie wymagam od uczelni, by ograniczały akademicką wiedzę przekazywaną na studiach dziennikarskich na korzyść zajęć praktycznych. Praktyka jest konieczna, ale poza murami uniwersytetu. Dlatego podoba mi się pomysł organizowania obozów, na które jeździ Wąsiewicz (choć to może inny przypadek, one są dla młodszej młodzieży). Dlatego też wraz z przyjaciółmi organizujemy wymianę zainteresowanych dziennikarstwem studentów z Polski i Litwy. Dzięki prowadzonemu wspólnie badaniu medioznawczemu, a potem dwóm tygodniowym spotkaniom w Warszawie i Wilnie, studenci będą mogli wyrobić sobie zdanie o naszych krajach wbrew panującej opinii, że stosunki między Polską a Litwą są najgorsze od 22 lat, czyli od momentu, nawiązania ich przez dwa wolne i demokratyczne państwa.
Nie poprzestańmy na biadoleniu. Redakcje, środowiska dziennikarskie czy organizacje pozarządowe mają świetne narzędzia, by zarażać pasją młodych ludzi.
Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
31 lipca 2012
Jakub Halcewicz-Pleskaczewski, ur. 1984, związany z „Gazetą Wyborczą” i „Przeglądem Powszechnym”, organizator polsko-litewskiego projektu badawczego Idea Spotkania (idea spotkania.org), w SDP od maja 2012.
