Z radością zarejestrowałem odrodzenie polskiego felietonu. Chciałbym przede wszystkim zwrócić uwagę na awangardowe słownictwo. Proszę przyjąć za naturalne, że moje uwagi, nie mające ambicji wskazywania komponentów felietonu,  będą jednak sformułowane w stosowanej dziś ornamentyce intelektualno-frazeologiczno-merytorycznej leksykalności. Ten sposób narracji koegzystuje w koincydencji z paronomazją, tworząc uporządkowaną logicznie koherencję. To zjawisko robi się coraz bardziej powszechne. Zarówno w prasie codziennej jak i periodycznej, ale też w elektronicznych środkach masowej komunikacji. Traktowane jako kanon, otwierający bramę na szlak majstersztyku integralnie zrośniętym z finezją. Tworzący poliwalentny konterfekt osiągnięć i sukcesów naszego w pełni demokratycznego, wpisującego się w nowe czasy, piśmiennictwa felietonowego. Jakże pięknie to kontrastuje z konwencjonalizmem zakompleksionego uprawiania publicystyki obciążonej kompromisem wobec tradycji. Czas się od niego wyzwolić.

 Nie może to dziwić, jeśli spojrzy się na filogenetykę naszej felietonistyki.  Mamy jednak zdolnych dziennikarzy. Nawet bronco dzięki egzegonicznym trendom szybko osiąga dużą sprawność. Sprzyja temu bilateralny układ bronco z działaniami doświadczonych nestorów, których można traktować jako prekursorów dzisiejszych konwersji, wbrew utartym, wyeksploatowanym do znużenia konwencjom.  

W laktacji  tekstów zwykle od samego początku obwersja pozostaje relewantna do obiektu.  Jeśli zaś gdzieś pojawia się relatywizm,  to wyłącznie w postaci zniuansowanej , najlepiej przeplatanej delikatnym odcieniem modulowanego dowcipu. Taka kompresja artystycznych środków wyrazu jest dowodem rzeczywistej integracji z przedstawionym obiektem, jak również integracji z kulturą europejską. Może jedynie złoty medal olimpijski równa się temu osiągnięciu. Taki dorobek  to wynik pracowitości połączonym z nisus formativus.

Trzeba jednak pamiętać, że karnacja interpretacji niektórych interpelacji wymaga subtelnej remonstracji. Szczególne impulsywne napięcia pojawiają się w czasie politycznych flaut, kiedy amplifikacja dotyka, nawet tylko pośrednio wysoko postawione osoby w państwie.  Autorzy felietonów nie zawsze biorą to pod uwagę.  Ich subtelność w neotycznej sferze ociera  się o paradoksy, wywołując u negatywnych bohaterów paroksyzmy dewiacji.  Czasami powodem takiej reakcji są marginalia, wypuszczające swe pędy spoza linearnego porządku. To wynik erupcji talentu autora felietonu, działającego niczym kurara. Moim skromnym zdaniem, ważnym lakmusem dla wartości tekstu, jest brak śladów dyletanckiego prawicowego szowinizmu  oraz nieobecność złośliwości wobec instytucji oraz produkcji artystycznych, przypominających osoby LGBT. Przy czym istotne, że teksty te nie mają nic wspólnego z kompilacją komplementu z kompromisem, przez co udaje się ominąć pułapki komplikacji, kierując całe ostrze ich wymowy na kompetencje i działalność jakiejś persony.

Mimo wielu awangardowych posunięć językowych autorów, wydawcy często zamieniają się w harpie, co wcale nie sprzyja powstawaniu dodatkowych, silnych motywacji. Niezwykle rzadkie są przypadki remuneracji. Nie zniechęca to ambitnych dziennikarzy do śrubowania poziomu.

 

Już najwyższy czas finalizować ten krótki spacer po permutacji językowej, zarejestrowanej w perlustrowanych materiałach. Największą zaletą każdego tekstu jest jego lakoniczność. Pozostańmy przy tym, bo w ten sposób finis coronat opus.   

 

Jerzy Jachowicz

5 sierpnia 2012


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl