Od dłuższego czasu  nie było słychać o „działalności obywatelskiej” Alicji Tysiąc, i tak nie mogło dłużej trwać. Właśnie podano news, że wytoczyła proces  dziennikarzowi Tomaszowi Terlikowskiemu za to, że w którymś z artykułów zarzucił jej „moralną obrzydliwość” i „porównał do Adolfa Eichmanna”. Jeśli dodać, że Terlikowski – publicysta od lat zajmuje się bioetyką (patrz: książka „Nowa kultura życia. Apologia bioetyki katolickiej”) i wypowiada przeciw aborcji, zapłodnieniu in vitro, inżynierii genetycznej,  eksperymentom z komórkami macierzystymi, a Alicja Tysiąc najpierw firmowała swoim nazwiskiem szereg akcji pro-aborcyjnych, aż dosłużyła się posady stołecznej radnej z ramienia SLD, obraz sytuacji staje się klarowniejszy.

    Warto też przestać  patrzeć na każde z tych zagadnień – In vitro, eugenika, klonowanie - oddzielnie, jak mieszczanie z wiersza Tuwima, a wtedy związki miedzy nimi staną się bardziej czytelne.  Bo jest to  pakiet pod jednym i wspólnym tytułem - ingerencja człowieka w naturalne procesy przyrody. Kilka lat temu oglądałam ekranizację klasycznej fantasy HG Wellsa, zresztą  nienajlepszej warsztatowo,  „Wyspa dr Moreau”. Było to dawno temu, ale pewne sceny pamiętam, jakby to było dzisiaj. Film opowiada o szalonym dr Moreau, który na rajskiej wyspie rozpoczyna program eksperymentów z ludzkim i zwierzęcym materiałem genetycznym. Jednak przez cały czas - trzeba autorom przyznać – mamy świadomość, że to szaleniec,  po drugie - film został  jednak  zakwalifikowany jako science fiction horror, czyli całkowita fikcja. Od 1996 upłynęło jedynie 18 lat, a wizja z filmu Frankenheimera  „rzeczywistością się stała”,  a tych, którzy podobne eksperymenty przeprowadzają nie tylko nie nazywa się szaleńcami, lecz otacza  powszechnym szacunkiem. Najwyraźniej my, konserwatyści, czegoś po drodze nie dopatrzyliśmy, coś zaniedbaliśmy. Bo przecież negatywny stosunek do  in vitro, inżynierii genetycznej czy eksperymentów z komórkami macierzystymi,  stanowi podstawę wartości konserwatywnych, które np. w Westminsterze przegłosowuje się w systemie „free voting”,  zgodnie z klauzulą sumienia. Np. wystarczyła chwila nieuwagi w 1967 roku i w Wielkiej Brytanii legalne aborcje dokonuje się do 6 miesiąca ciąży. I dziś, choć  David Cameron w publicznych wystąpieniach wciąż deklaruje, że jego modern compassionate conservatism opiera się na „zdrowej bazie wartości konserwatywnych, która się nie zmienia”, kiedy niedawno przyszło do głosowania za obniżeniem terminu wykonywania aborcji do 5. miesiąca, ustawa nie przeszła, m.in. głosami torysów. Drugą, kiedy w 2008 roku  przegłosowano Human Fertilisation Embryology Act, ustawę zezwalającą na eksperymenty genetyczne z materiałem ludzkim i zwierzęcym, „zawdzięczamy”  laburzystom, którzy mieli wtedy w izbie Gmin sporą większość i głosowali jak chcieli.


       Media bardzo rzadko wspominają o inżynierii genetycznej, klonowaniu czy eksperymentom z komórkami macierzystym , co nie wydaje się przypadkowe. Toteż niedawno brytyjską opinią publiczną wstrząsnęły informacje, zawarte w raporcie, przygotowanym na interpelację lorda Altona dla obu Izb Westminsteru,  że w tutejszych laboratoriach już „wyprodukowano” 155 ludzkich i zwierzęcych hybryd. Embriony były, w wielkim sekrecie, produkowane przez ostatnich kilka lat  w trzech wybranych ośrodkach badawczych, w londyńskim King’s College, Uniwersytecie w Newcastle i Warwick University, które dostały  na te badania licencję. Ale trzeba było aż interpelacji parlamentarnej, żeby te informacje dotarły do opinii publicznej! Drzwi do tych eksperymentów otworzyła właśnie ustawa  Human Fertilisation Embryology Act z 2008 roku. Tym samym zalegalizowano tworzenie: „hybryd” używając do tego zwierzęcych jaj zapłodnionych ludzką spermą,  „cybryd”, gdzie ludzkie jądra implantowane są do komórek zwierzęcych oraz „chimer”, kiedy komórki ludzkie mieszane są z embrionami zwierzęcymi. 


    Po nagłośnieniu raportu przez media, rozpoczęła się wielka dyskusja, w której autor interpelacji lord Alton, powiedział: „Zawsze byłem przeciwny produkowaniu hybryd ludzkich i zwierzęcych, jako zasady.  Teraz po przedstawieniu raportu widać, że żaden z naukowców nie potrafi uzasadnić konieczności takich eksperymentów. Żadnego naprawdę poważnego usprawiedliwienia, etycznego czy naukowego. Za każdym razem, kiedy pytamy o sens takich badań, naukowcy odpowiadają: „jeśli nam tylko zezwolicie, znajdziemy leki na wszystkie choroby, które nękają ludzkość.” To po prostu emocjonalny szantaż! Bo we wszystkich 80 procedurach, w których zastosowano komórki macierzyste,  były one pobrane od ludzi dorosłych, a nie z embrionów”. Zaprotestowały także tutejsze grupy pro – life jak Comment on Reproductive Ethics, która oświadczyła: „Jesteśmy zdumieni, że te eksperymenty są już prowadzone, a my, społeczeństwo, nic o tym nie wiemy. Dlaczego trzyma się je w tajemnicy?”  Odezwała się też  grupa naukowców, która ostrzegła  swoich kolegów przed „eksperymentami w stylu  filmu „Planeta małp”.  Zaś autor raportu prof. Lovell-Badge odpierał  ataki: „Naukowcy nie obawiają się o hybrydy embrionów ludzko-zwierzęcych, bo prawo nakazuje niszczyć je po 14 dniach. Ale  badania trzeba prowadzić, po to, aby lepiej poznać wczesny okres rozwoju człowieka, i jak można je wykorzystać do wynalezienia leków na nieuleczalne choroby, trapiące ludzkość. Jako naukowiec, czuję się do tego moralnie zobowiązany”. Na temat zobowiązań moralnych wobec nienarodzonych dzieci oraz hybryd, cybryd i chimer, prof. Lovell-Badge milczy.  Choć i on, trzeba przyznać, nawołuje do bardziej restrykcyjnej kontroli eksperymentów, gdzie w embriony zwierzęce są wszczepiane pewne ilości ludzkiego materiału genetycznego.


   Przykład Wielkiej Brytanii dowodzi jasno, że jeśli raz  czy drugi zaniedbamy kluczowe momenty, jak w Wielkiej Brytanii 1967 czy 2008 rok, nie damy wsparcia cywilizowanym normom moralnym, potem będzie już tylko „głową w dół ruchem ślizgowym”. Jak zgoda na związki partnerskie gejów, wyświęcanie kobiet na diakonów w kościele anglikańskim czy  zgoda na in vitro. „Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku”. Tu dobrze byłoby przypomnieć, że opowiedzenie się przeciw dostępności aborcji, klonowaniu, inżynierii genetycznej, manipulacjom z komórkami macierzystymi,  to  nie tylko obowiązek dziennikarza - konserwatysty, ale każdego moralnie i społecznie dojrzałego, umiejącego wiązać przyczyny ze skutkami człowieka. Inaczej  któregoś dnia wszyscy obudzimy się na „wyspie dr Moreau”.   

 


Elżbieta Królikowska-Avis

Londyn  11 sierpnia 2012
    
    
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl