Kiedyś w czasie praktyk redakcyjnych siedziałem biurko w biurko z dziennikarzem – Hieną Roku. Nie utożsamiałem się z tą redakcją, choć praca w niej nie byłaby kompromitująca. Po prostu jej linia programowa nie była zbieżna z drogą, którą szedłem. Już podczas pierwszego kolegium redaktorzy to zauważyli i zapytali, co ja tu robię.

Chciałem wtedy spróbować pracy w różnych redakcjach, w prasie, radiu czy internecie. Wiedziałem, gdzie chcę pracować docelowo, ale sądziłem, że przede mną jeszcze długa droga szkoleń. Do pisma, o którym mowa, poszedłem za radą wykładowcy, który pokazał mi ogłoszenie o praktykach studenckich.

Wtedy pierwszy raz usłyszałem o tytule Hieny Roku. Dziwne uczucie – patrzeć na „laureata”. Widzę, że człowiek ciężko pracuje, ma raczej dobre usposobienie, raczej budzi zaufanie; z drugiej strony jako dziennikarz został na zawsze naznaczony niechlubnym tytułem, udziela mi się uczucie pogardy dla jego pracy. Czy niesłusznie został napiętnowany? Z powodu tekstu, który przyniósł mu tytuł Hieny, i tak dla połowy Polaków był już spalony. Zatem tytuł nic nie zmienił.

Nie znaczy to jednak, że antynagrody SDP są nieszkodliwe. Przeciwnie. Są szkodliwe, bo nie zmieniają one świata na lepsze (nagrody powinny promować pozytywne wzory), a jedynie piętnują ludzi. Więcej: zarówno w opisanym przypadku, jak i tym z ostatnich dni, decyzja o nadaniu takiego tytułu wydaje się motywowana politycznie. Dlaczego reprezentacja dziennikarzy robi politykę? Po co szuka sobie miejsca na scenie politycznej, na której przypieczętowuje podział na „my” anioły – „oni” hieny? Polityczne zaangażowanie nie wyjdzie reprezentacji dziennikarzy na dobre – podobnie jak nie wychodzi na dobre Kościołowi. Angażowanie autorytetu instytucji, która stoi na straży dziennikarskiego etosu, w polityczny spór prowadzi do osłabienia tego autorytetu zarówno w środowisku dziennikarskim, jak i w społeczeństwie.

Innym przykładem antynagrody są Złote Maliny przyznawane obok hollywoodzkich Oscarów – dla najgorszych filmów, aktorów itd. Wszyscy traktują to jako zabawę, z przymrużeniem oka. Niektórzy nawet te nagrody odbierają, co świadczy o tym, że mają dystans do samych siebie. Z tytułem Hieny Roku jest inaczej – traktuje się go ze śmiertelną powagą, potwierdza on społeczne podziały, a jego przyznanie nie skutkuje niczym pozytywnym. Nie rozumiem więc, po co jest przyznawany – jeśli pominąć satysfakcję jurorów.

Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

14 sierpnia 2012

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl