Tego właściwie można się było spodziewać… Nominacja do „Hieny Roku” za tekst Cezarego Nazarewicza „Ojciec braci” wywołała falę protestów. Brak zaskoczenia bierze się z dramatycznej przewidywalności zachowań w polskiej przestrzeni publicznej. Przeciw czemu protestują sygnatariusze listów, apeli czy wyjątkowo agresywnych wywiadów i  tekstów? Oczywiście przeciw „upolitycznieniu” SDP. No bo skoro zarząd główny uznał za „godny” nominacji artykuł drążący stosunki małżeńskie Rajmunda i Jadwigi Kaczyńskich, to znaczy, że (nieomal) złożył akces do PiS. Obronę – jakoby niesłusznie - nominowanego autora zastąpił brutalny atak na zarząd SDP. Nie ma bowiem w głosach protestu zbyt wiele o samym tekście (poza stwierdzeniami, że autor dochował staranności i korzystał „nie tylko” z anonimowych źródeł). Jest za to sporo barwnych inwektyw pod adresem stowarzyszenia.

Szanowni Państwo, czy rzeczywiście, stawianie tezy, iż Rajmund Kaczyński zdradzał swoją żonę, nie narusza zasad, jakimi powinni kierować się autorzy opiniotwórczych tytułów w Polsce? Czy dostrzegacie w tego typu „dziennikarskim śledztwie” jakieś dobro? Bez względu na to, kogo to śledztwo dotyczy? Czy uczucia bliskich osoby już nieżyjącej, po publikacji tekstu, mają dla Was w ogóle jakieś znaczenie? Jaki ważny interes publiczny stał za naruszaniem prywatności rodziny tak ciężko doświadczonej w katastrofie smoleńskiej?

Trudno mi uwierzyć, że będę w stanie przeczytać rzeczowe odpowiedzi na powyższe pytania. Dotąd nie przeczytałem. Wydawałoby się, że pewne rzeczy – absolutnie normalne w tabloidach i na plotkarskich portalach – zwyczajnie nie powinny się zdarzać w opiniotwórczym tygodniku. Że w tradycji polskiego dziennikarstwa pewnych tabu się nie narusza. Że jest jeszcze ważna w naszym zawodzie kategoria smaku. Po fali uderzeniowej w obronie „Ojca braci” można by sądzić, że ona już tu nie obowiązuje. Myślę, że tak nie jest. I pewnie przekonalibyśmy się o tym, gdyby podobny tekst powstał o ojcu jakiegokolwiek innego znaczącego polskiego polityka. Ale nie powstał. I miejmy nadzieję, że nie powstanie. W każdym razie temu właśnie ma służyć nominacja do „Hieny Roku”.

Jedyne merytoryczne argumenty w tej sprawie dotyczyły obrony prawa do prześwietlania przeszłości (także powiązań rodzinnych) kluczowych polityków. Myślę, że nikt z głosujących na tekst Cezarego Łazarewicza nie podniósł ręki za tego prawa ograniczaniem. Przeciwnie, wszyscy odczuwamy ogromny deficyt wiedzy na temat biografii osób decydujących o losach kraju. Pytanie od którego SDP nie może uciekać dotyczy jednak tego, gdzie snop światła jest przez dziennikarza kierowany i jakie racje za tym stoją. Tu uznaliśmy, że autor drastycznie naruszył czyjąś prywatność. I trudno znaleźć ku takiej eksploracji sensowne uzasadnienie.

Zarząd SDP „Hieny Roku” nie przyznał przez ostatnie dwa lata. Nie dlatego, że w mediach panowała przez ten czas sielanka i rządziły wysokie standardy. Wręcz przeciwnie. Obradując nad tym tematem raz do roku, dwa kolejne zarządy stowarzyszenia stawały przed jakże smutnym problemem nadmiaru kandydatów. Rodziło to poważny dylemat: dlaczego właśnie pani X, a nie pan Y, skoro oboje z równym lekceważeniem potraktowali zasady dziennikarskiej etyki? Dlatego w tym roku zarząd postanowił co miesiąc lub dwa zgłaszać nominacje do „Hieny”, gdy sprawa jest jeszcze gorąca a kontekst powszechnie znany. Tak było z Figurskim i Wojewódzkim, tak jest z Łazarewiczem.

Można było także w ogóle zrezygnować z tej antynagrody. Na pewno nie psulibyśmy samopoczucia wielu kolegów po piórze. I nikt by nie wyzywał nas od „wydziału propagandy KC PiS”. Ale czy polskie dziennikarstwo stałoby się dzięki temu lepsze?

Piotr Legutko

15 sierpnia, 2012 roku

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl