Przeczytałem uważnie trzy kolejne numery „Forum Dziennikarzy”, jakie wpadły mi w ręce za darmochę - a to, z powodu ich (uroczych) niedoróbek edytorskich.

I doszedłem do jednego generalnego wniosku, nie tylko dzięki lekturze tych kilku numerów Forum – zawód dziennikarski jest w stanie termalnym. Umiera, taki, jaki go znam od lat trzydziestu. I jest to zjawisko, śmiem twierdzić, o skali ogólnoświatowej. Szczególnym smutkiem napawa mnie rozpad angielskiej BBC. Korporacji, której warsztat ubogacał mnie dumą i radością, że jestem ziarnkiem w górze piasku składającej się na medialny górotwór.

 

Zalet umierania dziennikarskiego rzemiosła na razie nie dostrzegam, więc poprzestanę na ciemnych stronach tego zjawiska.

Jeśli zawód dziennikarza zaniknie będziemy mieli do czynienia z zagrożeniem bezpieczeństwa publicznego. Popatrzmy na już istniejące przykłady braku tego bezpieczeństwa. Casus: Amber Gold. Wszyscy, we wszystkich (prawdopodobnie) redakcjach wiedzieli o tym oszustwie, ale o nim nie informowali, z prostej przyczyny – imponderabilia zawodu straciły na znaczeniu. Liczą się dzisiaj tylko pieniądze. A ludzie z Amber Gold sowicie opłacali wszystkie liczące się redakcje. Opłacali zamieszczając reklamy. W efekcie, co dzisiaj widać bardzo boleśnie, korumpowali prasę polską. Na szczęście zdarzył się przysłowiowy wyjątek, czyli „Puls Biznesu”, na którego łamach reklam Amber Gold nie było, więc mógł ten tytuł aferę całą opisać i sprawa się rypła...

A to tylko przykład korupcji przez zwykłych gangsterów czynionej. A jeśli i władza świat mediów korumpuje? Jakież ma łatwe i proste możliwości. Dziennikarzy cechuje przecież próżność, karierowiczostwo, megalomania wreszcie. Wystarczy więc zaspokoić owe zawodowe żądze i mamy gotowy świat żurnalistów uzależnionych od widzimisię polityków.

Są, wreszcie przyczyny bardziej prozaiczne. Przed kilku laty na tych samych łamach, wieszczyłem; „Obserwuję rozterki moich kolegów i zastanawiam się ile z imponderabiliów naszego zawodu w sobie ocalą, a które spalą w ogniu koniunkturalizmu, konieczności walki o przetrwanie, cynizmu wreszcie? Myślę, że wpadliśmy w typowo marksistowską pułapkę, w której byt określa świadomość. Dzisiaj dziennikarz, aby utrzymać się w zawodzie i zarobić godne pieniądze musi nie tylko ścigać się z konkurencją, ale nade wszystko relatywizować własne zdanie wedle życzenia wydawcy. Staje się w konsekwencji twórcą kalekich „materiałów”, w których, jakże często, nie skończony tekst kwituje się formułką: „Pomimo prób redakcji, Jan Kowalski był wczoraj nieuchwytny”.

Myślę, że ostatnim bastionem, swoistym donżonem dziennikarstwa, będzie prasa lokalna, prowincjonalna, gdzie dziennikarz spotykany jest przez czytelnika nie tylko na łamach, ale i na poczcie, w sklepie, czy na wywiadówce w szkole. Konsekwencje tej prowincjonalnej rzeczywistości są jasne i czytelne; dziennikarz nie może grzeszyć zaniechaniem, braniem łapówek czy kłamstwem. W tym ostatnim przypadku znalazłby się w sytuacji szczególnie opłakanej. Na prowincji przeżyją tylko dziennikarze wierni imponderabiliom zawodowym, bo, poza ową wiernością, innego wyboru nie będą mieli.

Tyle o prasie. Ale mamy przecież i telewizję. Właśnie „mamy”. Od ponad 10-ciu lat żyję bez telewizora, a wcale mniej ruchomych obrazków nie oglądam. Jest internet, pozwalający mi układać sobie mój osobisty program „oglądactwa”. A na ten przykład; TVP? Cóż mi oferuje? Jedynie hołupce, na kolorowym klepisku, wycinane.

Skoro wspomniałem o internecie. Jest to niemiłosiernie zarośnięta dżungla, jakiej bez doświadczonego przewodnika pokonać i poznać nie sposób. A przewodnik właśnie dożywa swych dni...

Dożywa, ponieważ jest już dziennikarski softwer, czy jakże nazwać to zjawisko jakim są w USA usługowe programy oferujące całkowicie zautomatyzowaną żurnalistykę. Czyli; zamawiamy news, a odpowiedni program generuje i błyskawicznie przysyła nam informację na zadany temat. Że dziś takowe oprogramowanie jeszcze raczkuje, i z gramatyką, nawet angielską, jest na bakier? Koncern Lincoln u początków, swego istnienia, produkował furmanki...

Radio ma jeszcze znaczenie i przyszłość przed sobą. A wieszczono przed paroma laty, że radio jest passe. A dzisiaj, dzięki swej łatwej dostępności jest wszechobecne. I jest ludziom żywotnie potrzebne, na pewno mnie, bo pomaga wyłączyć się, nie myśleć o tym, jak przeżyć do pierwszego i czym jest świat teraźniejszy.

Choć i tu mamy przykłady rozpadania się prawdziwego, solidnego warsztatu, czyli konfekcyjnej roboty. Słyszę w Polskim Radiu informację w optymistycznym tonie podaną przez spikerkę, iż Narodowy Fundusz Zdrowia zaoszczędził w ubiegłym roku 2 miliardy złotych. Zapewne taką informację przysłało rozgłośni biuro prasowe rzeczonego NFZ-u. A radio jak tuba tę bzdurę bezkrytycznie powtarza. Tymczasem, pomyślmy, jakim kosztem owe 2mld.zł. pozostawione zostały w kasie NFZ-tu? Ilu pacjentów wykitowało przed czasem, ile dzieci cierpieć musiało bez potrzeby, bo ich nie leczono odpowiednio. NFZ znajdował przecież setki formalnych wybiegów, aby Rodaków nie ratować i nie leczyć. Więc jakież to oszczędności? NFZ nie zaoszczędził, a ukradł 2 mld.zł. tysiącom pacjentów, którym odmówił opłacenia leczenia pod jakimś tam pretekstem. Ciekawym, czy PR poinformuje o tym jak owe rzekome oszczędności zostaną rozdysponowane? Pewnie na Wielkanoc jakieś premie się w NFZ-cie posypią. Przecież „oszczędzili”, więc się im nagrody należą! Ot, kolejny przykład zagrożenia bezpieczeństwa społecznego z powodu umierania dziennikarstwa.

I cóż Drogi Czytelniku? Prawdy oczywiste wypisuję? Nasz zawód umiera? Ale jakżesz jest to ciekawa agonia!

 

Konrad Zbrożek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl