Podobno najciekawsze są te rzeczy, których nigdy się nie dowiemy, a tych - mam wrażenie - za sprawą kondycji naszych mediów będzie coraz więcej. W sprawie afery hazardowej na przykład bardzo mnie ciekawiło „jak chodził Wrocław”. A więc jak wyglądały tamtejsze powiązania polityczno - biznesowe. Niestety, od kiedy aferę zaczęto gremialnie zamiatać pod dywan chroniąc skórę naszego nieskalanego pana premiera wiadomo było, że nie dowiemy się już nic więcej.
W przypadku Amber Gold chciałbym wciąż się dowiedzieć choćby tego, jak to jest, że do przeszukania w domu i biurach pana Plichty doszło tak późno, iż średnio sprawny człowiek zdążyłby zniszczyć firmową dokumentację przy pomocy obcinaka do paznokci. Tak wiem, prokuratura była opieszała. Ale bardziej ciekawi mnie, co takiego ją tak „opieszało”? I dlaczego tylu bardzo profesjonalnych pracowników z wieloletnim stażem w największych bankach pracowało w Amber Gold i żaden z nich nie dostrzegał nieprawidłowości. Czy świadczy to o nich, czy może o tych instytucjach? No i przede wszystkim, kim jest pan Plichta? Skąd wziął pieniądze? Bo to co oficjalnie deklaruje jest skrajnie niewiarygodne. Jakich miał w Trójmieście znajomych, z kim chodził do szkoły, w jakich lokalach bywał, czy był sam, czy ktoś za nim stał?
„Jak ci się nie podoba, że media mało albo źle zrobiły w sprawie Amber Gold to czemu sam tego nie zrobisz?” - zaatakował mnie ze złością jeden ze znajomych dziennikarzy. Budująca argumentacja. Nie jestem dziennikarzem śledczym, tym bardziej nie znam się na bankowości. Równie dobrze, można by domagać się, żebym sam przeprowadził sobie leczenie kanałowe zamiast narzekać na ceny usług dentystycznych. Właśnie problem w tym, że sprawami takimi jak Amber Gold zajmuje się zbyt wielu ludzi takich jak ja, publicystycznych specjalistów od wszystkiego, a nie specjalistów. Problem w tym, że pokaźną część tych specjalistów w redakcjach zredukowano w ramach rozmaitych „optymalizacji struktur zatrudnienia”, tak samo jak lokalnych reporterów śledczych, takich którzy mogli coś zrobić. Kilka lat temu uczestniczyłem w pracy takich gości z „Dziennika Bałtyckiego” w sprawie afery sopockiej. To było naprawdę przyzwoite śledztwo. Dziś żadna z tamtych osób już w gazecie tej nie pracuje, bo pracodawca ich „zoptymalizował”.
Kilka miesięcy temu CMWP SDP opublikowało raport poświęcony upadkowi mediów regionalnych w Polsce. W maju ogłosiliśmy raport w Krakowie. Jesienią chcemy zorganizować podobną konferencję w Warszawie. Są zagrożenia potencjalne (meteor, nawrót czarnej dżumy, napaść Szwedów na Polskę) i nieuchronne. Nieuchronnym jest to, że bez dziennikarstwa śledczego i regionalnego będą rosły korupcja, przestępczość, nepotyzm. By dokończyć językiem kibiców Chwała Wam za to Dzielni Wydawcy.
Wiktor Świetlik
19 sierpnia 2012
-
