- Zabiję syna - wrzeszczał kiedyś poseł w sejmowej sali. Do sądów ślą pozwy czytelnicy na redaktorów, redaktorzy na kolegów, prowokatorzy na prowokatorów, pieniacze na pieniaczy. I jeszcze złodzieje - bo choć wszyscy wiedzą, że nakradli - nazywać ich po imieniu nie wolno. Nic dziwnego, że sądy mają aż tyle roboty i RZECZYWIŚCIE WAŻNE SPRAWY umykają uwadze.
Środowisko dziennikarskie walczy - i słusznie - o utrzymanie wolności słowa,bo to podstawa demokracji z trudem wywalczona. Są jednak sprawy sporne. I odtego jest polemika.
Mogą być i nagrody i kary. Jest duży wybór działań: sprostowania nieprawdziwych informacji, dezaprobata, ostry sprzeciw, ale i nazwanie kogoś o złym guście, prostackich manierach lub pospolitym chamstwie - tak jak zasługuje.
Kilka miesięcy temu, gdy po burzliwej dyskusji wybieraliśmy społeczne władze
STOWARZYSZENIA DZIENNIKARZY POLSKICH kilka koleżanek-nestorek ze środowiska warszawskiego niezadowolonych z wyników wyborów (których wspólnie dokonali delegaci z całej Polski, w tym oczywiście i z Warszawy, bo oprócz stołecznego mamy jeszcze 16-cie okręgów) - uznały wybory za sfałszowane i skierowały sprawę do sądu. Pomówienia sąd odrzucił. Niestety, chęć rozbicia środowiska trwa.
Teraz zgłoszono i nagłośniono protest wobec przyznania przez ZG SDP tytułu HIENY MIESIĄCA. To ta sama grupka i jeszcze jeden 76 latek, który nazywa SDP geriatrykami zajmującymi się wyłącznie własnymi sprawami i po raz kolejny straszy, że rzuci legitymacją. Tak więc znowu być może czeka nas sąd, oskarżenia, byle tylko dowalić wydumanemu przeciwnikowi politycznemu, niech odbywa się publiczne pranie - bielizny i mózgów.
Starzenie się to biologia. Zamiera stopniowo to i owo. Jedni przyjmują to ze spokojem i godnością, inni śmiesznie podskakują... póki się nie zmęczą.
Do Stowarzyszenia każdego miesiąca zapisują się nowi dziennikarze. A przybywać ich będzie jeszcze więcej. Ponieważ jesteśmy jedyną organizacją zawodową, która przy współpracy innych, mniejszych branżowych stowarzyszeń (na co bardzo liczymy) jest w stanie bronić zagrożonych spraw dziennikarskiej braci. I mogłoby to, znakomicie, odbywać się bez PIENIACZY, KRZYKACZY, ludzi, którzy „na złość mamie" zrobią nawet w spodnie (własne!).
Szkoda. Tyle lat szliśmy razem po wyboistej drodze.
Planujemy pod koniec października wielkie spotkanie reprezentantów całego Stowarzyszenia. Możemy tam się nawet kłócić. Ale róbmy to we własnym gronie. „Obca dłoń rachunków krzywd" na pewno nie przekreśli. A i wybory w SDP będą już niedługo (to tylko dwa lata!), a więc SPOKO! Jest jeszcze o co zawalczyć. Ci, których wybraliśmy wspólnie mieli - jako Zarząd Główny – nadal mają prawo przyznawania ANTYNAGRODY HIENY. Tak to razem już kilka lat temu ustaliliśmy. I tak też było ostatnio. Podjęto decyzję jednomyślnie - 13
osób.
Owszem rozmawiajmy o zasadach piętnowania HIENĄ - NIERZETELNYCH
DZIENNIKARZY, PSEUDO-KOMENTATORÓW PODWIĄZANYCH POLITYCZNIE, PARTYJNYCH NACZELNYCH I DUFNYCH ZAROZUMIALCÓW KORZYSTAJĄCYCH CHWILOWO Z POKLASKU OGŁUPIAŁEJ GAWIEDZI. To nie dziennikarze!
I jeszcze jedno. Jeśli ktoś sam zgłasza się - a mamy taki przypadek – i stwierdza, że chętnie przyjmie śmierdzącą HIENĘ - to może przecież wypożyczyć ją z Zoo i trzymać nawet pod łóżkiem. Nie dziwne, że swój ciągnie do swego.
Stefan Truszczyński
20.08.2012
