Kontrolowana przez Kreml Rosijskaja Gazieta opublikowała rysunek z Davidem Cameronem czytającym w pociągu gazetę z nagłówkiem „ocenzurowano”. Rzeczywiście, trzeba przyznać, że Władimir Putin, a wraz z nim Aleksander Łukaszenka mogą do Londynu słać depesze gratulacyjne. Trzy największe brytyjskie ugrupowania polityczne zdecydowały się zrobić wielki prezent skorumpowanym politykom, dostarczyć argumentów wszelkim zamordystom świata, a zarazem pod kątem wolności słowa przybliżyć nieco swój kraj do Europy Środkowej i Wschodniej. W ten poniedziałek przedstawiciele brytyjskich mediów będą toczyli rozmowy ostatniej szansy z komisją lorda Briana Levesona, sędziego Naczelnego Sądu Apelacyjnego, która zajmuje się przygotowywaniem nowego prawa medialnego dla Wysp. Jego twórcy muszą być z siebie naprawdę dumni, bo to co uchwalili prowadzi do złamania zasady panującej trzysta lat z okładem, że państwo nie wtrąca się do prasy i nie próbuje je regulować.

 

W myśl nowego prawa brytyjska wolność prasy miałaby otrzymać „państwowe wsparcie” - czyż to nie brzmi cudownie? Będzie polegało ono na tym, że prasa zostanie wsparta przez nowego , „niezależnego”, „regulatora”, który zastąpi w wielu sprawach dotychczasowy samorząd medialny, a w wielu zyska nieznane w anglosaskim świecie kompetencje. Chodzi o osobno powołane ciało, które będzie decydowało choćby o tym, czy gazeta ma, i gdzie, opublikować sprostowanie, a także będzie mogło nakładać na wydawców kary w wysokości do 1.5 miliona funtów. Jak widać nowy organ będzie miał nieco kompetencji sądu, a nieco naszej KRRiT, tyle, że w odniesieniu do prasy. Co prawda licencji na wydawanie jeszcze nie będzie rozdawał, ale cóż, być może to początek i z czasem i do tego dojdzie. Być może Wielka Brytania jest na początku długiego marszu w odwrotnym kierunku niż maszerowała dotychczas. Państwo, które dla liberałów (w klasycznym rozumieniu tego słowa) było wzorcem gwarancji wolności osobistych i obywatelskich, godnym spadkobiercą spuścizny Locke'a i Milla, stawianym za wzór nie tylko krajom postkomunistycznym, ale i zbiurokratyzowanej kontynentalnej Europie, za parę lat może okazać się pionierem „państwowego wsparcia” dla wszelkiej maści wolności obywatelskich.

Przeciwko nowym, genialnym regulacjom zaprotestowała cała konserwatywna prasa, a także mali wydawcy i portale internetowe przerażeni perspektywą tego, że wkrótce zaknebluje ich strach przed horrendalnymi karami. Protestowano też dlatego, że przedstawiciele mediów nie zostali nawet dopuszczeni do konsultacji projektu w trakcie jego pisania, a jego szczegóły były trzymane w tajemnicy. Na pomyśle suchej nitki nie zostawiła amerykańska prasa z New York Timesem na czele. Jednak z czołową brytyjską prasą lewicową i publicznym BBC było już dużo gorzej. Pomimo pewnych zastrzeżeń, projekt poparły The Guardian i Independent. Wrogo do nowych pomysłów odniósł się za to bardzo lewicowy New Statesman - co charakterystyczne, magazyn, w którym publikował George Orwell. Wyjątkowo smutną rolę odegrał w tym wszystkim premier David Cameron. Początkowo sprzeciwiał się, albo udawał, że się sprzeciwia, działaniom komisji. Ale ostatecznie zaakceptował on nowe prawo w zamian za pozorne ustępstwo, że nie będzie ono wprowadzone jako ustawa, a królewski ukaz. Czyli inaczej mówiąc, podpisu pod tym co napiszą parlamentarzyści nie złoży premier, a królowa. Niby sprawia to, że nowe prawo będzie trudniej zaostrzyć, ale oznacza to też, że trudniej będzie je uchylić. A chętni w przyszłych parlamentach do dalszego kneblowania patrzącej im na ręce prasy na pewno się znajdą w ilości odpowiedniej do wprowadzenia kolejnych zmian.

Twórcy dziwnego cielska, które będzie regulować ruchami ciał prasowych, podkreślają z dumą jeszcze jedno – przystąpienie do niego, czyli znalezienie się pod jego jurysdykcją miałoby następować dobrowolnie. Ale dla tych, którzy do niego nie przystąpią, szykuje się drastyczne podwyższenia kar orzekanych w brytyjskich sądach w sprawach o zniesławienie itp. Poza tym może być kwestią czasu kiedy pod system podłączy się obowiązkowo wszystkich. Zresztą lord Brian Leveson już mówi, że chciałby by wszystkie organizacje zrzeszające wydawców się zapisały do jego nowego, wspaniałego świata. 

Oczywiście cała zmiana jest efektem afery z nieistniejącym już pismem Ruperta Murdocha The News of The World. Jak pamiętamy, dziennikarze łamali wszelkie możliwe normy podczas zbierania informacji do swoich materiałów. Tyle tylko, że całą aferę ujawnili nie żadni „państwowi regulatorzy”, a inne media, włączając w to należący do tego samego właściciela Wall Street Journal. W brytyjskim prawie karnym już istnieją przepisy pozwalające ścigać za wszystkie niecne czyny, których dopuścili się oskarżeni w tamtej aferze, z zakładaniem nielegalnych podsłuchów i łapownictwem na czele.

Ale cóż takie detale obchodzą coraz głupsze masy odbiorców, które domagają się rozprawy z wolną prasą, a także polityków, którzy wykorzystują koniunkturę, by przykneblować patrzącą im na ręce prasę? Kiedy w starożytnym Rzymie lud domagał się krwi, na arenę wypuszczano chrześcijan i wygłodniałe lwy. Dziś uchwala się nowe przepisy, które albo nie mają znaczenia, albo prowadzą do ograniczania wolności. Teraz chyba jeszcze pora na to, by Brytyjczycy zaimportowali od nas artykuł 212 kodeksu karnego. 

 

Wiktor Świetlik

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl