Po komentarzu w jednym z dzienników przenikliwego dziennikarza, w istocie będącego zdegradowanym redaktorem naczelnym, nie mylić ze zdegenerowanym, szybko pobiegłem do okulisty, żeby sprawdzić, co z moimi oczami. Publicysta ten napisał, że wszyscy obecni członkowie SDP widzą tylko na jedno oko. Prawe.

Zasugerował przy tym, że jest to wada dyskwalifikująca. Perspektywa świata oglądana przez prawe oko jest nie tylko zakłócona, czy wypaczona. Świat widziany przez prawo oko jest fałszywy. Ludzie obarczeni tą wadą popełniają mnóstwo najróżniejszych błędów. Prawe oko prowadzi ich na manowce, wykrzywia charaktery. Obniża możliwość prawidłowej percepcji dóbr świata humanistyki i prasy tygodniowej. Konsekwencją tych szkodliwych zmian jest to,  że nie kupują tygodnika, który zawiera najwięcej ciekawych tekstów, uczy mądrości, miłości do ludzi,  szacunku do rządu, podpowiada jak gotować, w co się ubierać i na kogo głosować podczas wyborów krajowych i gminnych. Niedostrzeganie wartości tego pisma, ba, w niektórych wypadkach jego lekceważenie, spowodowało duży spadek nakładu, co doprowadziło w końcu do wyrzucenia z dnia na dzień redaktora naczelnego.

Obserwacja autora, wyjawiona w tym komentarzu wstrząsnęła mną. Jeśli moje ograniczenie (nie lubię słowa debilizm), nie pozwoliły mi  docenić zalet tego tygodnika, spowodowało bolesny wstrząs życiowy dla redaktora naczelnego, to całą winę za jego dymisję z funkcji naczelnego, muszę wziąć na siebie. Nie ucieknę od odpowiedzialności. Dlaczego? Bo nic nie  jest w stanie usprawiedliwić odwracania głowy na widok wspomnianego tygodnika za szybami lub na ladach kiosków. W konsekwencji brutalnego kroku włodarzy tygodnika, niedawny naczelny w mgnieniu oka utracił społeczny prestiż, co dla wrażliwego człowieka jest przeżyciem pozostawiającym trwały ślad na psychice. Przestały dopływać też do domowego budżetu wysokie, comiesięczne dochody, pozwalające na dostatnie życie całej rodziny. Równie ważne było to, że sytuacja finansowa naczelnego a dziś publicysty,  pozwalała mu  na regularne płacenie abonamentu za radio i telewizję, co sprawiało, że mógł się czuć pełnoprawnym obywatelem Europy.

Okulista zgasił w gabinecie światło. Do lewego oka przystawił mi okular optyczny i zapytał, co widzę? Musiała upłynąć dobra chwila, zanim oko przyzwyczaiło się do nowej sytuacji życiowej.

Niespodziewanie stałem się członkiem trzech rad nadzorczych; Banku Operacyjnego, zasilającego fundusze ABW, Centralnej Spółki Produkcji Broni i Filmów Dokumentalnych oraz Centrali Handlu Zabawkami dla Zaawansowanej Młodzieży, studiującej w Moskwie. Etat mam na Uniwersytecie, gdzie kierują katedrą „Zbiorowe żywienie w systemie parlamentarnym”.

W drugim obrazie, który dostrzegło lewe oko,  Leszek Miller zaprosił mnie na policyjną strzelnicę w Legionowie. Zamiast broni wysocy oficerowie policji przebrani za kelnerów podali suty lunch. Były premier zaproponował, żebym zaczął przy nim ćwiczyć strzelanie do Palikota.  Honorarium za jeden celny strzał, powodujący kontuzję, wymagająca szpitalnego leczenia, wynosił tysiąc euro. Za strzał śmiertelny, sprawiający, że stajnia Palikota nie będzie miała w Sejmie reprezentacji – 10 tys. euro plus premia uznaniowa od kierownictwa SLD.

W trzecim fragmencie byłem rzecznikiem prasowym Platformy Obywatelskiej, który wyjaśniał dziennikarzom, że na siedem wyroków w zawieszeniu, jakie dostał właściciel spółki Szybki Zysk, sześć zapadło w okresie sprawowania władzy przez PIS.  
 - Musi pan wiedzieć, że w obecnej sytuacji to tylko wyobrażenie. W świecie realnym  nieosiągalne dla pana -  poinformował mnie okulista. - Ale mogę prawe oko zoperować. Wielu poddało się tej kuracji. Jakieś dwa lata temu, nawet redaktor naczelny tygodnika.    
 

Jerzy Jachowicz

1 września 2012     
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl