Kiedy w polskich mediach słyszę o fejkniusach, nie czytam dalej i nie słucham. Mam bowiem niemal całkowitą pewność, że nie chodzi tu o rzeczywiste fałszywki informacyjne (to określenie, które wymyśliłem jakiś czas temu na opisanie celowo fałszowanych informacji w najściślejszym sensie tego słowa – takich na przykład, jakich używa rosyjska propaganda), ale po prostu o to, że jakiemuś politykowi, publicyście czy dziennikarzowi nie podoba się, co napisał inny. Najczęściej nie podoba mu się dlatego, że uderza w jego obóz polityczny lub politycznych mocodawców. Dlatego wywija fejkniusową pałką jak cepem.

   To sprawia, że na informacyjne fałszywki w ścisłym znaczeniu, będące elementem regularnej propagandowej wojny, nikt już nie zwraca uwagi, bo odbiorcy i sami dziennikarze przyzwyczaili się do tego, że skoro „fejk”, to pewnie znów medium prorządowe napisało coś niemiłego o opozycji albo antyrządowe o rządzących.

   Najgłośniejsza „fejkniusowa” (właśnie tak, w cudzysłowie) afera ostatnich miesięcy rozpętała się wokół tekstu Andrzeja Stankiewicza i Andrzeja Gajcego w Onecie, opowiadającego o tym, że polska ustawa o IPN spowodowała zamrożenie kontaktów między politykami amerykańskimi a polskimi na najwyższym szczeblu. Nad głowami autorów zaczęto od razu wywijać pałką fejkniusa, zanim jeszcze ktokolwiek cokolwiek sprawdził. „Der Onet”, „targowica”, „kłamcy” i tak dalej – pojawił się standardowy w takich sytuacjach zbiór określeń.

   W szczególności skupiano się na tytule, który mówił o sankcjach. Takie postępowanie Janusz Korwin-Mikke trafnie określił na początku lat 90. podczas jednej z sejmowych debat „rżnięciem głupa” (zwracając się do Jerzego Osiatyńskiego, ówczesnego ministra finansów). Po pierwsze – wszyscy dziennikarze świetnie wiedzą, że tytułu nie nadaje na ogół autor tekstu. Po drugie – wiedzą doskonale, że tytuł ma przyciągać uwagę. Tekst Stankiewicza i Gajcego zawzięcie mieszali z błotem między innymi dziennikarze portalu, który w co drugim tytule ma słowa „hańba”, „skandal”, „ohyda” i tak dalej. Po trzecie – słowo „sankcja” może być sensu stricto lub sensu largo. W ścisłym sensie należy je rozumieć formalnie, jako zatwierdzone przez dany rząd lub międzynarodowy organ restrykcje. W sensie szerszym jednak nie muszą to być restrykcje formalnie zatwierdzone – i to, o czym pisali autorzy tekstu, takie właśnie szersze znaczenie wyczerpywało.

   Atakując dziennikarzy, powoływano się też na wypowiedzi przedstawicieli administracji USA. Przy czym było to całkiem zabawne, ponieważ ich rzekome dementi, czytane dokładnie, w istocie nie zaprzeczały niczemu, co napisali autorzy tekstu. Była tam przecież wyraźnie mowa o kontaktach na najwyższym szczeblu – a więc na przykład spotkaniu prezydentów, nie zaś o zwykłych kontaktach roboczych, które trwały i nie zostały zawieszone. 

   Mimo to, owszem, można było dyskutować o adekwatności tytułu lub trafności niektórych sformułowań. Lecz potępianie autorów za „fejkniusa” nie miało innej niż czysto polityczna motywacja i nie znajdowało żadnej podstawy w zawartości tekstu, szczególnie w informacjach o faktycznym istnieniu notatek polskich dyplomatów, na które powoływali się Stankiewicz i Gajcy.

   Dziś, po kilku miesiącach, gdy znana jest data spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem, wszystko ułożyło się w całość, dodatkowo wspierającą tezy tekstu Onetu. Polska dyplomacja walczyła o to, żeby zmieścić spotkanie obu prezydentów w kalendarzu na ten rok. Żeby się to udało, trzeba było – taki był amerykański warunek – załagodzić napięcie z Izraelem, wycofując się z niefortunnych przepisów ustawy. Tak się stało i dopiero po tym ruchu można było, rzutem na taśmę i w ostatniej chwili, walczyć o termin.

   Wypadałoby zatem może, aby kilka osób Stankiewicza i Gajcego przeprosiło. Ale złudzeń nie mam – nic takiego nie nastąpi. Mamy czas walenia się po głowach maczugami, a nie przepraszania.

Łukasz Warzecha

Od redakcji: Łukasz Warzecha będzie stałym felietonistą portalu SDP.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl