Partia oznacza część, wydzieloną grupę, zaangażowaną w jakąś działalność. Zatem partyjne media prezentowałyby część zamiast całości. Jeśli sobie wyobrazimy jakąś całość, to ona będzie miała środek i obrzeża, lewą i prawą stronę. Media w Polsce tak właśnie się dzielą.
W rozmowie z Błażejem Torańskim, opublikowanej na naszym portalu prof. medioznawstwa Iwona Hofman mówi: „W mediach głównego nurtu mamy widoczne wyraźne opcje polityczne, a w prasie partyjnej obraz zależny od programu, widocznego w expose przywódców.” Jest prasa partyjna zatem, są media głównego nurtu, które reprezentują „wyraźnie opcje partyjne”, ale są również tak zwane media alternatywne, media obywatelskie, które często bardzo wyraźnie prezentują swoje poglądy polityczne.
Z badań przeprowadzonych kilka lat temu przez prof. Dobek-Ostrowską oraz niedawno przez studentów dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego jasno wynikają podziały polityczne na media o charakterze prawicowo-konserwatywnym i lewicowo-liberalnym. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych, ale są tam jeszcze, prócz wyżej określonych, media lokalne, obiektywne i neutralne. U nas też są, ale nie mają większego znaczenia.
Jaki stąd wniosek dla nas, dla dziennikarzy, którzy chcieliby zachować coś, co się po staropolsku nazywa niezależnością, obiektywizmem, a co jest podobno dziś już jest niemodne, passe? Gdzie mają się podziać ci dziennikarze, którzy nie chcą brać udziału w wojnie polsko-polskiej, propagować takich czy innych ideologii, lecz chcą dostarczać aideologiczne informacje, bronić interesów przeciętnego Polaka i dokonywać rzetelnych, pozbawionych stronniczości i ideologii analiz politycznych?
Dariusz Rosiak, dziennikarz „Rzeczpospolitej” i Polskiego Radia w rozmowie dla portalu sdp.pl powiedział: „Kiedy opowiadam jakąś historię, to nie dbam o to, żeby wyszło korzystniej dla tej czy drugiej strony, tylko staram się, żeby przekazać ją w najlepszej i w najprawdziwszej formie, na jaką mnie stać.” I na koniec: „ Przez długi czas broniłem się, żeby nie uczestniczyć w dziennikarstwie plemienno-stadnym i nie mam zamiaru zmieniać zdania w tej sprawie.” Zdania zmieniać nie ma zamiaru, ale redakcję musi, bo „Rzeczpospolita” zrezygnowała z jego usług i od października pożegna się z tą redakcją. Czyżby dla Rzepy był za mało wyrazisty, za bardzo obiektywny, a może za bardzo niezależny? Hm, są dziennikarze, którzy tytułują się niezależnymi, a potem okazuje się, że walczą o polityczne stołki albo zasiadają w rozmaitych fundacjach, pośrednio lub bezpośrednio zależnych od partii politycznych.
Ale może jest jeszcze ratunek? Może taką ostoją powinny być media publiczne, odessane z polityków, gruntownie przebudowane według wzorców neutralności i profesjonalizmu. Publiczne radio najbardziej przypomina mi ten wzorzec, choć i w nim dochodziło do czystek, który wyrzuciły na bruk wielu dobrych dziennikarzy o konserwatywnych poglądach. Trzeba by w którymś momencie uznać, że mamy oto godzinę zero i wszystko zaczyna się od początku. Jeśli nie stworzymy nowego ładu medialnego, który pozwoliłby przeżyć w mediach tego kraju obiektywnym, rzetelnym, nie wychodzącym ze swoimi poglądami politycznymi na scenę, dziennikarzom, to czekają nas lata świetlne medialnej wojny polsko-polskiej bez żadnej alternatywy. Za to z cepami młócącymi z lewej i z prawej strony.
Marek Palczewski
6 września 2012
