Bywają wywiady nudne jak wykład z ekonomii politycznej, bywają ciekawe, ale też  ciekawe i zarazem stymulujące. Ten z Dariuszem Rosiakiem zaliczyłabym do  trzeciej kategorii. Przede wszystkim dlatego, że patronuje mu – jak myślę – duch pisarstwa Stanisława Cata-Mackiewicza, opowiadającego się za „dziennikarstwem we własnym imieniu i na własny rachunek”. Idąc dalej wedle tej logiki -  nie akceptującego żurnalistyki usługowej,  tuby propagandowej partii politycznej czy też  „kolporterskiej”, zajmującej się powtarzaniem cudzych myśli, odtwórczej, zawsze mało oryginalnej. Jak dotąd, pełna zgoda. Kiedy jednak Rosiak podejmuje kolejny wątek, dziennikarstwa „zaangażowanego”, bonum publicum, tu nasze drogi się rozchodzą. Bo w istocie nie ma innego rodzaju dziennikarstwa niż „zaangażowane”, choćby w dochodzeniu do i głoszeniu prawdy. Ale tu kolejna zagwozdka, bo i sama prawda – choć jest  wartością samą w sobie –  występuje zwykle w pakiecie z innymi wartościami jak wolność, solidarność, sprawiedliwość, współczucie - a więc służy jakiejś sprawie. Jej celem jest wyjaśnienie sytuacji, zjawiska, fenomenu, po to aby sprowokować czytelników czy widzów  do jakiejś reakcji. Zwykle – oczekiwanej reakcji, choć nie zawsze.  

    A teraz – co do terminu dziennikarstwo „tożsamościowe”, a co bohater wywiadu nazywa także „klanowym”, „szczepowym”. W moim odczuciu jest to spojrzenie bardzo „nadwiślańskie”, polskie.  Bo np. w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, spotyka się głównie  „dziennikarstwo tożsamościowe”! To najstarszy podział pod słońcem, i w dodatku motywowany w sposób najbardziej oczywisty z możliwych.  Np. w Anglii media lewicowo-liberalne to dzisiaj BBC,  „The Guardian”, „Independent”, który już dawno przestał być niezależny, czy post-komunistyczna „Morning Star”, a konserwatywne, to z kolei „The Times”, „Daily Telegraph” i tabloidy „Daily Mai”l i „Sun”. I żaden z nich nie ukrywa, bo po co, swoich „barw plemiennych”. Bo „barwy plemienne”, to tylko prosta konsekwencja poglądów gazety,  jej wydawców i pracujących tam dziennikarzy oraz systemu wartości, za jakimi się opowiadają. Mieć poglądy, to nie choroba! Tyle, że cywilizowana, pluralistyczna scena medialna daje szansę uczestnictwa w dialogu publicznym wszystkim stronom sporu,  i konserwatystom i liberalnej lewicy. Pluralizm mediów, to część  światowego dorobku demokratycznego i rzecz polega nie na tym, żeby  „w imię obiektywizmu i prawdy” swoich poglądów się pozbyć (ciekawe jak by to miało wyglądać?), lecz właśnie na posiadaniu tych poglądów oraz możliwości uczestnictwa w  dialogu społecznym, którego warunki ma zapewnić państwo oraz umiejętności uczestniczenia w takim dialogu (którą to edukacją ma także zająć się państwo). Przecież dopiero wtedy pojawia się  światły obywatel, świadomy swoich praw, potrafiący tych praw bronić, a w konsekwencji – społeczeństwo obywatelskie. Wnioski? Głęboka przepaść  poprzez scenę medialną jest  konsekwencją posiadania przez dziennikarzy poglądów, skutkiem, a nie przyczyną takiego stanu.  I  zabieranie się  z „systemu” czy wędrówka „pod prąd systemu”, jak proponuje Rosiak,  w krajach które troszczą się o demokratyczne standardy, po prostu nie ma sensu.  Właściwą postawą byłoby raczej współuczestnictwo dziennikarzy w odzyskiwaniu zdrowych, pluralistycznych mediów. Przynajmniej każde z nas zyska szansę na dochodzenie do swojej prawdy, jaka by ona nie była.

   Wprawdzie „dżentelmeni nie dyskutują o faktach”, ale dziennikarz właśnie od tego zaczyna! Od przywołania faktu/ów zaczyna się  jego długa i żmudna droga do prawdy. Ale tu znów łatwo się potknąć, bo nawet definicja prawdy zależy od tego jakie poglądy czyli systemy wartości dziennikarz wyznaje. Łatwiej  poradzi sobie konserwatysta. Dla niego – wedle klasycznej definicji - jest to po prostu „zgodność sądów z rzeczywistym stanem rzeczy”.  Ale co ma zrobić dziennikarz lewicowo-liberalny, który z góry zakłada że jedna prawda nie istnieje, że mamy wiele prawd, być może 6 mld czyli tyle, ilu jest mieszkańców Ziemi? To oczywiście żart, ale czy zupełnie pozbawiony sensu? Czego taki nieborak ma szukać, w którą stronę się udać, jaki przyjąć azymut? Bowiem u podstaw analizy i oceny świata dziennikarza, zresztą  jak to elegancko określił Rosiak, „każdego głupiego”, od zawsze tkwi, i nigdy nie przestanie, światopogląd. Inny w przypadku konserwatysty, inny lewicowego liberała. Jego stosunek do prawa naturalnego, własnej tożsamości narodowej, historii i tradycji, do formuły państwa, demokracji, także do prawdy. Oczywiście, istnieje tu nieskończona ilość „wariacji na temat”, ale z grubsza biorąc pakiet wartości pozostaje w ramach  „podgrupy” ten sam. Więc bez względu czy  nam się to podoba czy nie, nie uciekniemy od pewnego subiektywizmu - choćby takich  determinant jak  kraj, w którym się urodziliśmy, epoka, środowisko rodzinne, możliwości kształcenia, nie mówiąc już o uwarunkowaniach genetycznych. Nie uciekniemy od tego, jak  duch nie może wyrwać się  z  ciała, nim zrobi to raz,  i na zawsze. Hasło Dariusza Rosiaka „lepsza hipokryzja niż cynizm”, to prawdziwy strzał  w …. ósemkę. Bo strzałem w dziesiątkę jest inne: „lepsza uczciwość niż cynizm”. Ten rodzaj uczciwości, który jest wyznaniem wiary w to, że prawda, choćby niezwykle skomplikowana, istnieje. I że nasza pisanina może się komuś lub czemuś przydać. Oczywiście – pisanina „we własnym imieniu, i na własny rachunek”. 

 

Elżbieta Królikowska-Avis

Londyn, 7 września 2012.


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl