Czy możliwa jest całkowita dziennikarska niezależność? I wolność słowa, które to słowo jest-ma być przetworzeniem-niezależnych myśli dziennikarza?
Czyli pisze, to co naprawdę chce! I nie jest uzależniony od nikogo? Także od...kapitału jego redakcji? Czy kierownictwa redakcji, które...daje mu wskazówki po pierwsze: co ma pisać, o czym i po drugie: w jaki sposób ma pisać, jak ma interpretować fakty?! To takie „zakładanie ramy” na wytwór pracy dziennikarza. Czyli:
-Możesz pisać jak chcesz i co chcesz, ale...wiesz jaki ma być wydźwięk twojej publikacji-w ilu redakcjach w Polsce może usłyszeć wielu dziennikarzy?
Ostatnio zapytałem byłą korespondentkę polskiej prasy w Wlk. Brytanii:
-Tyle Pani mówi o prasie liberalno-lewicowej, o jednoczeniu się kapitału i dążeń w ten sposób do monopolizowania rynku dziennikarskiego. Czy to oznacza, że tenże kapitał liberalno-lewicowy ma bezpośredni wpływ na pracę dziennikarzy w danej redakcji?-chciałem wiedzieć.
Odpowiedzi wprost nie otrzymałem.
Ale są przykłady z rynku brytyjskiego. Gazeta The Observer niezależna i na pewno nie lewicowa, czy lewicująca została przejęta przez Guardian Media Group, owned by the Scott Trust, gdzie jedną z ról odgrywa właśnie „The Guardian”. Czyli konkurencja tego tego „The Observer” sprzed wchłonięcia jej. „The Guardian” jest oczywiście liberalno-lewicowy. Oczywiście? Teraz słyszę od zorientowanej-bądź co bądź-dziennikarki, iż „pochłonięte” pismo było inne przedtem, a przy innym już kapitale „The Observer” jest właśnie...liberalno-lewicowy.
Czyli co? To kapitał o tym zadecydował? Ten kto ma w ręku gazetę, trzyma w garści dziennikarzy? A dokładnie „prowadzi ich na pasku”? I dziennikarze się na to zgadzają? A co z ich wolnością? Czy zniewolone słowo ma taką samą wartość, jak to nie uzależnione od jakichkolwiek wpływów? Czy ta „kapitałowa propaganda” nie zanadto narusza wszelkie granice? Jeśli do facetów trzymających „władzę kapitałową” dołoży się polityków, grupy nacisków, także o zapatrywaniach liberalno-lewicowych, mamy nawet nie propagandę, a liberalno-lewicowy zamęt. Wciskają nam do głów, co chcą. I w ten sposób mają wpływ na opinię publiczną. I kształtowanie się opinii w społeczeństwie. Po co to wszystko? Czy my „urobione ciemniaki” nie będziemy głosowali tak, jak chce kapitał? Zniewolone media, to zniewoleni odbiorcy.
Nie tak dawno sam mogłem się przekonać w jaki sposób działa kapitał by lepić nas na swój obraz. Występowałem na cmentarzu komunalnym w Olsztynie. Ponieważ były to lutowe Dni Seweryna Pieniężnego (organizowane przez Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich), nieustraszonego redaktora przedwojennej „Gazety Olsztyńskiej” (został rozstrzelany przez Niemców bez sądu, bez wyroku 24 lutego 1940 r., w przeddzień swoich 50-tych urodzin). Tylko dlatego, że w byłych Prusach Wschodnich chciał i krzewił niezależne, wolne polskie słowo. I pisał odważnie. Nigdy się nie bał. Nawet wtedy, gdyż już było wiadomo, że nadchodzi wojna, że niedługo spotkają go okrutne represje. To na domu, siedzibie redakcji i pisma do września 1939 r., przy ul. Młyńskiej 2, w centrum ówczesnego Allenstein widniał czerwony napis: „Gazeta Olsztyńska”, na białym tle. Też kolejny symbol nieustraszonej Rzeczypospolitej, oddający w ten sposób nasze barwy narodowe.
I by oddać idee jakie wyznawała mniejszość polska w Niemczech, mówiłem o 5 Prawdach Polaków. Uchwalonych 5 marca 1938 r.
, dokładnie 80 lat temu, w Volkes Theater w centrum Berlina.
Te Prawdy nie są zbyt upowszechniane (a tym bardziej znane) i warto je przytoczyć kolejny raz, ze względu na ich aktualność:
Prawda pierwsza: jesteśmy Polakami!
Czy teraz nie tworzymy albo inaczej: czy nie powinniśmy dążyć do łączenia nas we wspólnej pracy dla Polski?
Prawda druga: Wiara Ojców naszych jest wiara naszych dzieci! Miała faktycznie od pokoleń narodową treść-wiary w przyszłość Polski. Ale również Jej Niepodległość i Suwerenność.
Bo nie są to dobra dane raz na zawsze.
Prawdę trzecią: Polak Polakowi bratem! i czwartą: Co dzień Polak narodowi służy! realizowano dokładnie każdego dnia. Oznaczała nie tylko wspieranie polskości, ale także nawzajem każdego Polaka przez każdego Polaka.
A Prawda piąta: Polska Matką naszą-nie wolno mówić o Matce źle! Dlaczego aż tylu, niby świadomych: polityków, ale i dziennikarzy mówi o Polsce źle. I to mając „na myśli dobro ojczyzny”?!
W sprawozdaniu „Gazety Olsztyńskiej” z tej uroczystości, owszem podano jak przebiegała, kto był! Ale ani słowa o 5 Prawdach Polaków! Nic, absolutnie nic! Przeoczenie autorki tekstu? Czy autorka jednak o tym napisała, ale kierownictwo „zdjęło” ten fragment tekstu? Chyba jednak to pierwsze „odpowiednie wyćwiczenie dziennikarzy” obecnej „Gazety Olsztyńskiej”. Należy ona bowiem do niemieckiego wydawcy.
Verlagsgruppe Passau (określana również jako Passauer Neue Presse, w Polsce występuje obecnie pod nazwą Polska Press), Axel Springer i Bauer – te niemieckie firmy mają największy wpływ na przekaz informacji na polskim rynku prasowym. Zliczając nakłady dzienników regionalnych, okazuje się, że 92 procent wydrukowanych egzemplarzy należy do tytułów kontrolowanych przez Niemców. Cichy rewizjonizm W 1994 r. Franz Xavier Hirtreiter, ówczesny szef Passauer Neue Presse, na łamach „Spiegla” tłumaczył, iż dokonane przez Niemców przejęcia mediów w Europie Środkowo-Wschodniej – w tym w Polsce – to nie tylko efekt konieczności dziejowej, ale wręcz wyraz dobroduszności w ratowaniu podupadających po latach komunizmu tytułów. A obiekcje wobec niemieckiego kapitału motywował stereotypowym i emocjonalnym reagowaniem na Niemców.
To on także kupił obecnie wydawaną „Gazetę Olsztyńską”. Dla niemieckiego kapitału pisanie o polskim redaktorze może być jeszcze do wytrzymania. Ale o Prawdach Polaków? Nie po to Niemiec kupił gazetę by przynosiła mu tylko krociowe zyski! I to nie zyski z pisania o tym kim są Polacy. I jak siebie postrzegają jako naród między Bugiem, a Odrą. Oszczercza rola niby wolnego słowa (?) pokazała swoje oblicze.
Tak samo jak dziennikarz ZDF-Zweites Deutsches Fernsehen, drugiego programu niemieckiej telewizji publicznej (z siedzibą w Moguncji-Mainz) Malte Borowiack. Gdy go zapytałem na sali Sądu Rejonowego w Moguncji (Amtsgericht w Mainz) jak szybko zdjęli oszczerczy wpis o „polskich obozach zagłady w Auschwitz i Majdanku”, powiedział, że od razu po interwencji rzecznika prasowego polskiej ambasady w Niemczech. Ale już nie przyznał, że-zanim ta ingerencja nastąpiła-tekst „wisiał” kilka dni na stronie internetowej ZDF. I nie dodał, że żaden Niemiec, nikt, kto tworzy niemiecką opinię publiczną nie protestował? Niestety, to prawda. A na pytanie skąd się wzięło to zdanie M. Borowiack odpowiedział: dostaliśmy je z francuskiej agencji „ARTE”. Skłamał. Bo prowadzi ona działalność na podstawie kapitału niemiecko-francuskiego (w tym właśnie ZDF). Dlaczego to ukrywał? Dlaczego nie chciał się przyznać na sali niemieckiego sądu, ale przy udziale polskich radców prawnych z Kancelarii „Lecha Obary i Współpracowników” z Olsztyna, że taki teksty rozpowszechnia, w jakimś tam procencie, niemiecka agencja prasowa?
Kłamać-jak widać-jest bardzo łatwo. I nadużywać słowa także. Bo bardzo łatwo staje się ono oszczerczym oskarżeniem. A nie wolnością realizowaną przez niezależnego (także od kapitału) dziennikarza.
Andrzej Dramiński
