Za brzydka dla telewizji – felieton Elżbiety Królikowskiej-Avis „Prosto z Piccadilly”
„Przepraszam, ale niektóre kobiety są zbyt brzydkie, żeby pokazywać je w telewizji” – powiedział niedawno krytyk telewizyjny A.A. Gill. Stało się to przy okazji programu BBC 2 „Meet the Romans” („Spotkania z Rzymianami”), prowadzonego przez świetnego eksperta ds. antyku, starszą, siwą, fertyczną panią, Mary Beard. Gill nie musiał długo czekać na jej odpowiedź.
W następnym numerze „Daily Maila” Mrs Beard pisała, chyba nie bez racji: „Zbyt brzydka dla telewizji? Nie. Zbyt inteligentna dla mężczyzn, którzy boją się mądrych kobiet”. Bo nikt rozsądny nie mógłby zakwestionować ani jej intelektu, ani znajomości przedmiotu, o którym w swojej serii opowiada. Jednak „coś wisi w powietrzu”, skoro zaraz potem odezwała się była producentka BBC Samantha Brick (nota bene ładna blondynka) i przyznała, że co do tej wymiany zdań, „ma uczucia bardzo mieszane”. I że jej zdaniem, choć Mary Beard jest bardzo kompetentna, nie ma najmniejszych szans, aby zostać gwiazda prime time’u kilku najbardziej liczących się kanałów telewizyjnych. Jako wieloletnia producentka programów potwierdziła, że „Mary Beard jest zbyt brzydka, żeby prowadzić autorski program w telewizji” i doradziła jej tzw. makeover - oddać się w ręce specjalistów od wizerunku jak słynne duo Trinny i Susannah – szaleństwo które dziś ogarnęło wszystkich, ludzi telewizji i gospodynie domowe, uczennice i staruszki.
Była producentka BBC pytała: „Jeśli wszyscy prezenterzy muszą przechodzić kurs obcowania z kamerą, uczyć się umiejętności zachowania w studiu i w plenerze, dlaczego by nie dodać im specjalistów od makijażu, projektantów garderoby i fryzjerów? Myślę, że szefowie BBC 2 zrobili błąd, że nie zaoferowali Mary Beard takich ekspertów”. I opowiedziała o swoim doświadczeniu sprzed paru lat, kiedy przygotowywała nowy talk show z inteligentną i ciekawą prezenterką. Pochodzenie społeczne – robotnicze, 48 lat czyli „po tej gorszej stronie czterdziestki”, duża nadwaga, a więc ktoś, kto może być niezłym gospodarzem programu telewizji porannej czy wczesno – popołudniowej .Jednak po obejrzeniu pilota nowej serii, szef kanału miał wątpliwości: „To jest program z potencjałem, ale ja mam na moim kanale dość otyłych blondynek w średnim wieku i nie mogę ryzykować jeszcze jednej”. I teraz można zadać pytanie: czy to okrucieństwo szefa, manifestacja seksizmu, czy tylko akceptowanie bezwzględnych wymagań telewizyjnego potwora? Faktem jest, że wiele prezenterek i aktorek telewizyjnych w jakimś momencie poddaje się bardziej lub mniej dyskretnie zabiegowi kosmetycznemu, próbuje zrzucić nadwagę i odzyskać utracony „świeży” wygląd, a tym samym pozostać dłużej w zawodzie. Ale czy ta sama „próba kamery” obowiązuje także prezenterów?
W tej burzliwej dyskusji odezwała się też, a jakże, inna prezenterka, Miriam O’Reilly, która niedawno wygrała batalie z BBC o dyskryminacje z powodu wieku (przywrócenie do pracy oraz 150 tys. funtów odszkodowania), która przytoczyła wyniki oglądalności programu „Meet the Romans”: 1.9 mln we wtorkowe wieczory, to przecież wynik całkiem niezły. I dorzuciła garść wyników ostatnich badań opinii publicznej, zrobione przez Cultural Diversity Network, które pokazują, że telewidzowie chcą oglądać nie tylko młode i ładne, które biorą udział w programach typu „Strictly Come Dancing” („Tylko taniec”), ale i panie starsze, z wybitnymi osiągnięciami, wzorzec osobowy dla młodych kobiet. Na to znowu Samantha Brick, była producent programów rozrywkowych: „Rzecz w tym, że widzowie co innego mówią, a co innego robią. A dokładne zapisy oglądalności mówią, że młoda ładna kobieta na małym ekranie to prawdziwy magnes. Wchodzi Barbie – nos przylepiony do ekranu. Barbie z ekranu – zmiana kanału”.
Cała wymiana zdań była o tyle ciekawa, że zderzyła mnóstwo różnych kryteriów oceny sprawy – tzw. specyfikę telewizyjną, wiedzę o społecznych stereotypach i wizerunku publicznym, wyniki badań opinii publicznej oraz … zdrowy rozsądek, kryterium także nie do pogardzenia. Bo oczywiście, telewizja jest medium, gdzie liczy się wizerunek – często na tym kończy się zainteresowanie widza. Ale w wielu przypadkach – wcale nie! Do dziś pamiętam serie z lat 70. naturalisty – brzydala prof. Bronowsky’ego, a spójrzmy na programy przyrodnicze Davida Attenborough, któremu daleko przecież do Mister Universum! A dziś – na gospodarzy politycznych programów studyjnych: bardzo niewysokiego Jonathana Dimbleby, paskudnego Andrew Neilla z „tupecikiem”, mocno naznaczonych upływem czasu Jeremy Paxmana z BBC 2, czy Jona Snowa z Kanału 4 albo 80-letniegop starca Michaela Parkinsona, który do dziś uchodzi za gigi amoroso. I nikt nie sprawdza ich metryk, nie posyła na „makeover”, choć przydałby się im wszystkim po kolei. Zastanawiam się więc czy cała rzecz nie sprowadza się do punktowania jedynie kobiet? Nie jestem feministką i mam nadzieję, że nigdy nie będę, ale tu nie chodzi o feminizm, lecz o zasadę fair play. Która, tego akurat jestem pewna, powinna obowiązywać obie płci, po równo.
Elżbieta Królikowska-Avis
Londyn 15 września 2012.
