O niezależności, jakości i odpowiedzialności mediów w czasach przełomu politycznego i technologicznego dyskutowało w Sofii blisko 300 dziennikarzy, medioznawców oraz właścicieli i dyrektorów instytucji masowego przekazu podczas największej konferencji medialnej w Europie Południowo-Wschodniej. Forum jest przygotowywane co roku przez South East Europe Media Organisation (SEEMO)–instytucję wspierającą wolność i niezależność mediów w krajach bałkańskich: Albanii, Bośni i Hercegowinie, Bułgarii, Chorwacji, Kosowie, Macedonii, Czarnogórze, Mołdawii, Rumunii i Serbii.Stałymi współorganizatorami konferencji są Konrad-Adenauer-Stiftung (KAS) i Central EuropeanInitiative (CEI).Wśród tegorocznych uczestników byli też goście z innych części Europy, w tym z Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii, Danii, Czech, Ukrainy i Polski.

Transformacja po bałkańsku

Podobnie jak w gospodarce, po upadku komunizmu brakowało modelu demokratyzacji systemu medialnego. Kraje wychodzące z kręgu sowieckiej propagandy na własną rękę szukały wzorców w Europie Zachodniej (np. prasa bułgarska powieliła model austriacki).

W pierwszym etapie przekształcenia zapowiadały się obiecująco. We wszystkich konstytucjach zagwarantowano wolność słowa. Państwa dawnego obozu wschodniego podpisały najważniejsze deklaracje dotyczące ochrony wolności wyrażania opinii, w tym Europejską Konwencję Praw Człowieka i Powszechną Deklarację Praw Człowieka ONZ. Wprowadzono dywersyfikację mediów i formalnie zniesiono ich bezpośrednią zależność od państwa. 

Niemniej, w ocenie dyrektora Programu Medialnego dla Europy Południowo-Wschodniej Christiana Spahr’az Fundacji Konrada Adenauera (KAS), w ciągu ostatniej dekady daje się zauważyć postępujące ograniczanie wolności mediów.

Według ekspertów KAS głównym problemem środków masowego przekazu na Bałkanach jest niejasna struktura własnościowa. Często nie wiadomo, kto naprawdę ukrywa się za oficjalnym udziałowcem. Pozorny pluralizm mediów, w postaci dużej liczby tytułów i kanałów, bywa przykrywką dla rzeczywistej koncentracji kapitału.Charakterystyczną cechą tego rejonu Europy jest fakt, że niektórzy właściciele mediów nie są tak naprawdę związani z branżą dziennikarską. Częściowo jest to spadek po minionej epoce – mamy tu do czynienia z siatką byłych funkcjonariuszy komunistycznych służb bezpieczeństwa, którzy, w ramach prywatyzacji, przekształcili się w sektor prywatny. Ich celem nie jest informowanie społeczeństwa, ale manipulacja opinią publiczną dla osiągnięcia zysku. Chodzi o instrumentalne potraktowanie mediów w celach polityczno-biznesowych.

Warto też odnotować osobiste oceny przedstawione przez regionalnych dziennikarzy w czasie konferencji. Co ważne, o ile nie były one artykułowane przez udziałowców lub osoby zarządzające mediami, były nadzwyczaj zgodne. Powtarzała się opinia, że 80% bułgarskich mediów jest zdominowane przez układ powiązań polityczno-gospodarczych. Uczestnicy wskazywali na bardzo słabą pozycję dziennikarzy na Bałkanach. Bardziej dociekliwi reporterzy śledczy są zastraszani, zaś małe media, pozostające poza strukturą oligarchiczną, mają bardzo słabą sytuację ekonomiczną. Stoją przed wyborem zachowania niezależności albo uzależnienia finansowego od najsilniejszych polityczno-biznesowych graczy. 

Przy słabości finansowej instytucji zajmujących się rozpowszechnianiem informacji, obawy wzbudza też silny wpływ organów państwowych, które finansują przekaz dziennikarski przy pomocy funduszy europejskich, przydzielanych według kryteriów uznaniowych. Efektem jest podporządkowanie mediów, kupowanie ich dyspozycyjności, manipulacja oraz generowanie ukrytej cenzury lub autocenzury.

Bułgarzy nie wierzą mediom

Efektem uwikłania mediów regionu w nieprzejrzysty układ oligarchiczno-polityczno-biznesowo-rządowy jest ogromny spadek zaufania do środków masowego przekazu. Na przykładzie Bułgarii widać, że ich społeczny odbiór jest fatalny. Z zaprezentowanej na konferencji sondy wynika, że, według odbiorców, media zależne są głównie od swoich właścicieli i polityków. Tylko niektóre informacje są przekazywane społeczeństwu, zaś resztę należy postrzegać jako działanie lobbystów lub wewnętrzną cenzurę. W wiarygodność telewizji i prasy zdają się wierzyć wyłącznie niektórzy przedstawiciele najstarszego pokolenie, wychowanego na propagandzie komunistycznej.

Według przeprowadzonej ostatnio przez „AlphaResearch” Institute z Sofii i Kondrad-Adenauer-Stiftung ankiety, tylko 10% Bułgarów wierzy w niezależność mediów w swoim kraju. Zaledwie 11% uważa, że politycy informują społeczeństwo we właściwy sposób.  W dodatku sytuacja się pogarsza. Aż 67% Bułgarów zaprzecza niezależności mediów w swoim państwie. Zdaniem eksperta KAS Christiana Spahr’a, przyczyn tego stanu można szukać w monopolach oligarchów, współzależności między mediami i politykami, dramatycznej sytuacji ekonomicznej nadawców i wydawców, a także niedostatkach prawnych i słabej samoregulacji. Co trzeci dziennikarz przyznaje, że nie może publikować materiałów o wybranych politykach, firmach lub na wybrane tematy.

Podsumowaniem obrazu bułgarskich mediów jest 109 miejsce (na 180 krajów) w międzynarodowym rankingu wolności prasy opracowanym przez Reporterów bez Granic. Jest to najgorszy wynik w całej Unii Europejskiej i, co ciekawe, obecność Bułgarii w UE wcale jej nie pomogła w zachowaniu niezależności. Jej pozycja w rankingu systematycznie spada o ok. 10 miejsc rocznie.

(Nie)wolność słowa

Przykład bałkański stał się punktem wyjścia do znacznie szerszej dyskusji na temat zagwarantowania wolności mediów, zgodnie ze wspólnymi standardami przyjętymi przez członków i kandydatów do Unii Europejskiej.

Jak podkreśla Boriana  Dimitrova, socjolog z „AlphaResearch”  Institute, sposób w jaki ludzie odbierają media w swoim kraju, odzwierciedla sposób w jaki odbierają demokrację.Według jej obserwacji, Europa jest podzielona, jeśli chodzi o społeczny odbiór mediów. Na północy naszego kontynentumieszkańcy rzadko narzekają na przekaz dziennikarski, podczas gdy obywatele pozostałych krajów UE oczekiwaliby znacznie większej niezależności.

Według Frane Maroeviča, dyrektora Biura Przedstawiciela ds. Wolności Mediów OBWE,„dziennikarstwo istnieje po to, żeby ujawniać działania tych, którzy są u władzy”, przez co wymaga szczególnej ochrony. Dziennikarzom można grozić różnymi metodami: od wykorzystania środków prawnych (np. procesy za pozorne wykroczenia, niezapłacone podatki), poprzez cenzurę, dyskredytację przy użyciu „fake news”, aż do zagrożenia śmiercią.

Zdaniem Henrika Kaufholza, Prezesa Europejskiego Centrum Wolności Prasy I Mediów, inny niebezpieczny mechanizm we współczesnej demokracji polega na stopniowym „odkrawaniu” praw.   Należy znaleźć sposób na skuteczne mobilizowanie opinii publicznej, aby przeciwstawić się systematycznemu redukowaniu prawa do wolnego wyrażania opinii.

Obecnie, według panelistów, niepokój budzi sytuacja mediów na Węgrzech, w Polsce, w Chorwacji, Serbii i Bośni. W wypadku Polski i Węgier, chodzi głównie o nadmierny wpływ władz państwowych na media publiczne oraz osłabianiei presję ekonomiczną na media prywatne. Natomiast system informacyjny w trzech krajach byłej Jugosławii zagrożony jest falą nacjonalizmu. W opinii uczestników debaty, najskuteczniejszą metodą walki o wolność wyrażania opinii jest działanie wyprzedzające – solidarny nacisk międzynarodowy na władze państwowe. Radka Betcheva, zajmująca się Europą Wschodnią z ramienia Europejskiej Unii Nadawców, ocenia, że w wypadku Polski i Chorwacji wspólna akcja prewencyjna przynosi efekty. Z rezerwą natomiast paneliści odnieśli się do postulatów(przedstawianych m.in. przez dziennikarzy bułgarskich) o międzynarodowe wsparcie finansowe dla słabych ekonomicznie mediów niezależnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Przeważa obawa, że mogłoby to zostać potraktowane jako próba mieszania się i bezpośredniego wpływu na politykę informacyjną danego państwa.

Fałszerze nierzeczywistości

Za największe zagrożenie dla demokracji w skali światowej, związane z przekazem informacji, uznaje się obecnie nowe oblicze propagandy. Propaganda istniała od zawsze, ale rewolucja technologiczna zwiększyła liczbę kanałów rozprzestrzeniania fałszywych informacji i przyspieszyła ich docieranie do masowego odbiorcy. Sygnałem alarmowym stały się podejrzenia o ingerencję Rosji w ostatnie wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych.

Jak podkreśla Beata Biały z Centrum Eksperckiego NATO ds. Komunikacji Strategicznej w Rydze,media społecznościowe i dziennikarstwo obywatelskie znacznie zmieniły sposób komunikacji. W 2016 r. mówiono o zagrożeniu „post-prawdą”, w 2017 r. króluje „fake news”. Należy przy tym rozróżnić „misinformation” – rozpowszechnianie błędnych informacji, od „disinformation” – świadomej i celowej dezinformacji. Dezinformacja AD 2017 ma swoje charakterystyczne cechy: jest masowa (bardziej ilościowa niż jakościowa), nakierowana na docelowego odbiorcę, rozpowszechniana przez wybrane kanały przekazu (np. do dziennikarzy najłatwiej dociera się przez Twittera, gdyż redaktorzy posiadają aż 24% kont tego serwisu), wykorzystuje roboty (tzw. „boty”), wyróżnia się atrakcyjną treścią i formą wizualną oraz gra na emocjach. Głównym zadaniem dzisiejszych akcji dezinformacyjnych nie jest przekonywanie odbiorców do określonych idei, ale doprowadzenie do zachwiania wiary społecznej we wszelki przekaz i wartości poprzez podważanie zaufania, zasianie wątpliwości i wzbudzenie lęku.

Znanym przykładem skutecznej dezinformacji przeprowadzonej przez rosyjski wywiad jestpopularnyw Ameryce profil na Twitterze z fałszywą tożsamością „Jenny Abrams”, która okazała się rosyjskim botem. W czasie amerykańskich wyborów 2016, „Jenny” i jej komentarze polityczne miały ponad 70000 obserwatorów, wśród których byli dziennikarze i ważni politycy.

Walka z niekontrolowanym zalewem treści internetowych jest obecnie bardzo trudna. Dementowanie fałszywych informacji jest ważne, ale niewystarczające, ponieważ trafia do wąskich kręgów i często przypomina przekonywanie przekonanych.Według Centrum Eksperckiego NATO istotnym środkiem zaradczym jest edukacja społeczna, polegająca na podnoszeniu świadomości zagrożeń i uczeniu rozumienia i oceny informacji.  Ważny jest też dialog z branżą przemysłową. Tworzenie platform internetowych powinno wiązać się z odpowiedzialnością. Niezbędne są też odpowiednie regulacje, które zapewniłyby odbiorcom ochronę i bezpieczeństwo wsieci, przy czymprzepisy zabezpieczające nie mogą nakładać cenzury. W szerszej perspektywie, nie do przecenienia jest inwestowanie w wolne i niezależne media.

Zdaniem Dragana Sekulovskiego z Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Macedonii, tarczą ochronną przeciw dezinformacji powinny być wiarygodne środki masowego przekazu.Szczególną rolę mogłyby tu odegrać rzetelne media publiczne. Brak profesjonalizmu ze strony dziennikarzy powoduje, że często stają się oni narzędziami do rozpowszechniania  fałszywych informacji. Dlatego tak istotne jest rozwijanie umiejętności korzystania z mediów (tzw. „media literacy”) zarówno wśród odbiorców jak i redaktorów.

Dziennikarz w cyberprzestrzeni

Gwałtowny rozwój nowych technologii przekazu i konsolidacja siły w rękach dwóch potęg internetowych (Google i Facebook), zmuszają do przedefiniowania tradycyjnego modelu dziennikarstwa.

Zdaniem Sumaiyi Omar z Hashtag Our Stories z Londynu,rewolucja cyfrowa prowadzi do coraz większej demokratyzacji mediów. Na przykład, dzięki Snapchat’owi, przekazywanie informacji jest szybsze i tańsze. Praktycznie każdy może być nadawcą, podczas gdy tradycyjni dziennikarze nie nadążają za nowymi technologiami (np. 4K, 5G, AI, AR). Rozwijanie sztucznej inteligencji (AI) ma sprawić, że to co może być zautomatyzowane, zostanie zautomatyzowane. Przyszłość mediów będzie oparta na różnorodności przekazu, umożliwiając jednoczesną wizję i ocenę wydarzeń z różnych perspektyw i punktów widzenia.

W opinii Ivana Lovreček’a, redaktora naczelnego RTL w Chorwacji, nowy krajobraz medialny stwarza nowe szanse dla dziennikarstwa. Zwyczaje i potrzeby odbiorców ulegają zmianie i dotarcie do nich z własnym przekazem stanowi poważne wyzwanie dla tradycyjnych redakcji. Jednak, w jego ocenie, nie ma obawy, że maszyny zastąpią człowieka. Automat pomoże sprawdzić fakty, ale dziennikarz opracuje treść.

Uczestnicy konferencji byli zgodni, że w tak trudnym dla mediów czasie, należy wspierać dziennikarstwo wysokiej jakości. Jak przypomina prof. Johannes Weberling z Europejskiego Instytutu Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, nadal obowiązują fundamentalne zasady dobrego dziennikarstwa, takie jak skrupulatne weryfikowanie faktów i publikowanie wyłącznie sprawdzonych informacji.I żadna nowa technologia tego nie zmieni.

Złota era?

Refleksja nad krytycznym okresem dla instytucji medialnych, naznaczonym zmaganiem z presją polityczną, słabością ekonomiczną, ogromną konkurencją na rynku, inwazją przekazu cyfrowego, zalewem „fakenews’ów” i naporem dezinformacji, sprowokowała pytanie o „złotą erę dziennikarstwa”. Doświadczeni ludzie mediów z sentymentem wspominali wolne i stabilne lata dziewięćdziesiąte. Według Jety Xharra z Bałkańskiej Sieci Reporterów Śledczych z Kosowa, najlepszy okres dla dziennikarzy jest dziś, kiedy najcenniejszą walutą jest prawdą. Tymczasem dla młodych dziennikarzy „złota era” właśnie nadchodzi, wraz z możliwościami jakie niesie technologia przyszłości.

Upiory pamięci

Finałem konferencji w Sofii było wręczenie, podczas spotkania Komisji Polityki Medialnej (29.11.2017 r.), szczególnej wagi wyróżnienia– Dr Erhard Busek SEEMO Award. Nagrodę za 2017 r. otrzymała Marina Constantinoiu z Bukaresztu w Rumunii, redaktor naczelna portalu miscareaderezistenta.ro., za serię 50 artykułów śledczych opartych na archiwach komunistycznych służb bezpieczeństwa Rumunii i NRD: Securitate i Stasi. Dziennikarka odkryła dowody na liczne zabójstwa uchodźców z krajów Europy Wschodniej, którzy usiłowali wydostać się z obozu sowieckiego przez granicę rumuńską na Dunaju. Wśród zabitych przez służby byli także Polacy.

Iwona Sznajderska

 

XI. South East Europe Media Forum (SEEMF), Sofia, Bułgaria (27-28.11.2017r.).

Program konferencji – najważniejsze zagadnienia:

  1. Media i polityka w Bułgarii
  2. Ochrona wolności mediów – Strategie pomocy

Jak sprawić, żeby członkowie i kandydaci do UE postępowali według wspólnych norm?

  1. Dziennikarstwo jako pole bitwy – „Fake news” i propaganda

Jak daleko zaszła dezinformacja i jakie są potencjalne środki zaradcze?

  1. Europejska sfera publiczna – Odpowiedzialność i umiejętność korzystania z mediów

Co powinni zrobić dziennikarze i elity polityczne, aby osiągnąć wysoką jakość debaty?

  1. Dziennikarstwo 2020 – Czynniki sukcesu w trudnych warunkach

Nowe pojęcia i szanse związane z cyfryzacją w czasach presji ekonomicznej i politycznej

  1. „Fake news” – W jaki sposób Europa powinna zwalczać fałszywe informacje?
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl