Brak uczciwości. Tak myślałem występując w sądach jako radca prawny w sprawach o „polskie obozy koncentracyjne”, jako jeden z prawników Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy” z Olsztyna oraz Stowarzyszenia „Patria Nostra” w Olsztynie. I w Niemczech i w Polsce. Po słowach niemieckiej strony, że wiedzą jakie cierpienia spowodowali Niemcy innym narodom podczas II wojny światowej, następowały jakieś niezbyt wiarygodne tłumaczenia. A to niemiecki dziennikarz nagle zaczyna przyznawać, że tekst pochodzi z francuskiej agencji prasowej ARTE, a oni uważali ją za wiarygodną (bo zamieszczają mnóstwo tekstów z jej puli). I przed zamieszczeniem na stronie internetowej 2. programu niemieckiej telewizji publicznej ZDF (Zweites Deutches Fernsehen) nikt tego tekstu nie czytał. Nikt nie czytał! Czyli „walą” tekst pod swoim logo i nikt w redakcji nie wie, co tam jest napisane? Kto w takie rzeczy uwierzy? Jaka redakcja w ogóle tak pracuje? A w ogóle ta należy zadać pytanie: co dziennikarze (no właśnie, dziennikarze!!!), robią w takiej redakcji? Czy nie wystarczy zatrudnić techników od klikania (z całym i pełnym szacunkiem dla owych techników) i już?! A ile oszczędności na dziennikarskich etatach? Taka „głupia karawana” (bo jak inaczej to nazwać?) idzie dalej? Niemieccy dziennikarze pod publikę i podlizując się sądowi (który i tak w to nie wierzył) mówili, co chcieli. Po co? Czy wydaje im się, że tak wyrównają swoje kompleksy z II wojny światowej.
A inny sąd nakazuje tej samej ZDF przeproszenie na pierwszej stronie w internecie. Jeśli sama niemiecka strona przyznawała wcześniej, że to taka ważna sprawa, to dlaczego zapowiada (właśnie, tylko zapowiada!) owe przeprosiny na pierwszej stronie, a dalej jak się na to trafi albo, to już sprawa czytelnika. Zarządzenia sądu (Sądu Apelacyjnego w Krakowie sygn akt I ACa 1080/16) należy wykonywać dokładnie tak, jak to zapisał sąd. A nie tłumaczyć się potem „technicznymi trudnościami”, „zawodnością techniki”, „techniczną niemożnością wykonania”. Proszę państwa! To wtedy zawiadamia się sąd, że „z takiego, a nie innego powodu” wykonanie tego polecenia nie jest możliwe? A co robi ZDF? Udaje dalej głupa i odwołuje się do niemieckiego sądu w tej sprawie. Już jeden z niemieckich sądów w Moguncji (Mainz) uznał, że to polski sąd ma rację! Niemiecka telewizja odwołała się dalej i postępowanie trwa. Na pewno do niego wrócę na sdp.pl.
I jeszcze dziennikarska hipokryzja. Wewnętrzne przepisy niemieckich redakcji o nazwie „Burda Statuten” mówią wyraźnie o tym, że obowiązkiem dziennikarzy jest: ”kategoryczne powstrzymywanie się od publikowania treści o charakterze rasistowskim, czy znieważającym inne narody”. To skąd „polskie obozy koncentracyjne”? Nawet mimo najlepszej woli (w dalszym ciągu mamy ją do niemieckich dziennikarzy) jest to całkowicie niezrozumiałe.
Tym bardziej, że jak pisał „Die Zeit” owe „polskie obozy koncentracyjne”, takie określenia pojawiają się w każdym roku od 110 do 130 razy na całym świecie!
I teraz mamy znowu to samo. Tym razem niemiecka rozgłośnia radiowa Deutschlandfunk. Jaki obraz jest tu przekazywany? Zapytał jej dziennikarza. O co chodziło? O "Niezwyciężonych"-animowany film Instytutu Pamięci Narodowej. Bije rekordy popularności w Polsce i na świecie. Animacja, która swoją premierę miała 17 września 2017 r. pokazuje walkę Polaków o wolność od pierwszego dnia II wojny światowej aż do upadku komunizmu w 1989 roku. Film nie umknął uwadze.
Po lewej stronie swastyka, po prawej sierp i młot, a po środku bohaterski polski żołnierz. Dzięki tej przebojowej animacji Instytut Pamięci Narodowej w Warszawie chce przybliżyć polską historię szerszej publiczności.
Odpowiedzi, i to chętnie, udzieliła profesor Gertrud Pickhan, historyk z Instytutu Europy Wschodniej Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego i stwierdziła:
-„Nie mam nic przeciwko popularnemu, wręcz sensacyjnemu stylowi animacji, ale jego treść jest problematyczna. My, Polska i wy, inni: to nie takie proste.
Zdaniem niemieckiej profesor "z pewnością należy wskazać odwagę Polek i Polaków, którzy pomagali prześladowanym Żydom, ale równie ważne jest, aby pokazać, że istniała też druga strona". I dalej „Byli Polacy, którzy pomagali Żydom za pieniądze. A zwłaszcza przykład Jedwabnego pokazuje, że byli też tacy, którzy uczestniczyli w eksterminacji polskich Żydów-tym razem atakowała.
Jak jest jej konkluzja? Jej zdaniem film przygotowany przez IPN "mówi o zwycięskich Polakach, a nie o Polakach jako nieudanych bohaterach".
-„Nieszczęśliwy to kraj, który potrzebuje bohaterów”-oświadczyła wręcz.
Dlatego należy przypomnieć, że premiera filmu odbyła się w 78. rocznicą agresji ZSRS na Polskę i pokazuje kluczowe momenty 50-letniej walki Polaków o wolność. Wysiłki te prezentowane są przez bohatera, który z jednej strony jest symbolem zmagań, z drugiej strony w każdej scenie odsyła do historycznych postaci jak rtm. Witold Pilecki, Irena Sendler czy Witold Urbanowicz. Niektórzy z bohaterów pojawiają się w filmowej formie po raz pierwszy: gen. Stanisław Maczek, Jan Karski czy Marian Rejewski.
Jeśli chodzi o bohaterów, to tych, patrząc na II wojnę światową potrzebują przede wszystkim Niemcy. Czy sprowadzenie aż tylu emigrantów (bo przecież nie wszyscy są uchodźcami, akurat w znacznie przeważającej liczbie młodzi i silni mężczyźni, którzy nawet nie pytani chcą tylko do Germanii? Czy nie przyjeżdżają po niemieckie zasiłki, by i tak dalej się nie integrować i nie pracować i stąd ta „Germania”?) to nie przejaw poczucia winy u Niemców za II wojnę światową? Czy zależy im na takiej wdzięczności, że Syryjczycy nazwali swoje dziecko „Angela Merkel Muhammad”?
Czy Niemcy nie próbują nam znowu narzucić swojej narracji, swoich poglądów? I wciąż będą przerzucać swoją winę przede wszystkim na Polaków?
Jak długo jeszcze Europa ma cierpieć i ponosić olbrzymie koszty (próba relokacji wyżej wymienionych emigrantów!) za poprzednie winy, a obecne kompleksy Niemców?
Andrzej Dramiński
