Trudno nie być oburzonym.  Z  tym, co znowu „wymyślili” i napisali zachodni dziennikarze. To prawdziwy skandal. Brytyjski dziennik bulwarowy „Daily Mirror”, pisząc o Hansie Franku, określił go, że był „polskim mordercą”. Napisano w oryginale: „Polish mass murderer Hans Frank”. Jak widać, już nie tylko obozy zagłady - według zagranicznych mediów, nie tylko zachodnich, bo także rosyjskich - były „polskie”. Teraz także rdzennie niemieccy naziści stają się „Polakami”.

Ale bardzo szokujące  jest też to, że to określenie pada w takim kontekście: „Polski masowy morderca Hans Frank jest na liście wraz z Joachimem Von Ribbentropem, ministrem spraw zagranicznych Trzeciej Rzeszy, który został stracony za swój udział w rozpoczęciu się II Wojny Światowej”.

Daleki jestem od złego oceniania kolegów pracujących na Zachodzie, ale  coś tu jest nie tak.  Albo ten kto pisał i ten kto zatwierdzał do druku (co najmniej 2 dziennikarzy, jeśli nie więcej) nie doczytał  tekstu właściwie i do końca?  Albo?  Sam  autor  tekstu i czytający ten tekst później  sami ulegli propagandzie szerzonej na Zachodzie o „polskich  obozach koncentracyjnych”.  I  jam to wielokrotnie tłumaczą  chodzi im o  „geograficzny wzgląd”, czyli, że  to wszystko  działa się na (uwaga!) na ziemiach polskich?! I w  dziwny sposób pomijają, że  w czasie  okupacji niemieckiej Polski, bo o to cały czas  chodzi, nie  było  „ziem polskich”, ale  zniewolone przez Niemców  Polskie terytorium.  Czy  jest różnica  między  stwierdzeniem „polskie obozy koncentracyjne”, a  „niemieckie obozy koncentracyjne na okupowanych ziemiach polskich”?  Czy w  tym drugim nie mamy  i  owego  „względu  geograficznego”, skoro już tak się  upierają nasi zachodni koledzy?  Ale przede wszystkim czystej prawdy historycznej. A  nie udawaniu, że  było inaczej, niż  to  zapisała zgodnie z nieubłaganymi faktami historia.  Napisałem „czystej”  prawdy  historycznej, by  nikt nie posądził nas Polaków o uprawianie w  tym momencie  „polskiej polityki historycznej”. Czyli  takiej, która  ma przedstawiać  fakty historyczne inaczej, niż było to naprawdę. Nie, nic z tego.  Bo  były  to „niemieckie obozy koncentracyjne na okupowanych ziemiach polskich”? Koniec. Kropka.  Szanowni Panowie koledzy zza  Odry i dalej w  Europie, ba na całym świecie (nawet na Tajwanie to kłamstwo ukazało się w tamtejszej prasie!).  Trudno  aż  uwierzyć, że  jesteście  aż  tak naiwni!  I sami wierzycie, co piszecie.  Przecież  z  zestawienia  nazwisk w  tym króciutkim tekście  wyraźnie widać, że „Hans Frank” i „Joachim von Ribbentrop” to Niemcy, a nie Polak i Niemiec. Czy to tak trudno zauważyć?  Chyba, że  się  tego nie chce  i  samemu  chce się uprawiać brytyjską, niemiecką  politykę historyczną, etc., czyli kłamliwą  politykę  historyczną.  Czyli taką, która odpowiedzialność  za  zbrodnie Niemców podczas II  wojny światowej, ma w różny pokrętny sposób  przerzucać na...Polaków.  Bo  albo  niejaki „Hans Frank” był Polakiem (?), albo na ziemiach krwawo  zajętych przez Niemców we  wrześniu 1939 r. i bezwzględnym i bezsensownym i celowym mordowaniem ludności cywilnej powstały „polskie obozy koncentracyjne”? I to chcą  twierdzić odpowiedzialni dziennikarze? Panowie dziennikarze!  Kogo chcecie oszukać?  Czy nie własne społeczeństwa?  Albo co gorsza, kto wami steruje „w  Waszym dziele”?

Tekst o którym mowa można było przeczytać na stronie internetowej dziennika „Daily Mirror” (tekst dotyczył książki adresowej Adolfa Hitlera). Natychmiast interweniowało Muzeum Auschwitz, żądając zmiany tekstu:

„Daily Mirror, proszę poprawić ten błąd! Wydaje się, że chcieliście napisać „masowy morderca Polaków” pisząc o Hansie Franku.

A co zrobili brytyjscy dziennikarze?

„Daily Mirror” poprawiło błąd na swojej stronie, usuwając przedrostek „Polish” (polski) sprzed nazwiska Franka. Nie dopisało jednak, że był on mordercą Polaków.

Każdy, kto czyta tekst ze  zrozumieniem nie będzie się musiał specjalnie wysilać, że  nazwisko „Hans Frank” jako masowy morderca obok „Joachim von Ribbentrop” to są  dwa nazwiska niemieckie.  I  „wciskanie”, że któryś był Polakiem jest pozbawiane najmniejszego sensu!

 OK.  jakby ktoś powiedział w Londynie! To dlaczego  doszło do tego ponownie? Jak przyznają sami Niemcy na łamach „Die Zeit” takich przypadków jak podawanie nazwy „polskie obozy koncentracyjne” na całym świecie jest ponad  100 aż do 130 każdego roku.  Bardzo łatwo policzyć, że  co trzeci dzień pojawia się ono w prasie, radiu, telewizji, czy internecie.  Tak oto kłamstwo ma  za  sprawą  karygodnych praktyk dziennikarskich stać się prawdą?

Byłem na  sali sądowej w Moguncji jako drugi radca prawny, obok Mec. Lecha Obary z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy” z  Olsztyna podczas przesłuchania  redaktora Malte Borowiack’a z  serwisu internetowego II  programu niemieckiej telewizji publicznej-Zweites Deutsches Fernsehen. Po pierwsze  od  razu przyznał, że  napisanie „polskie obozy koncentracyjne” na stronie  internetowej ZDF  było  oczywistym (uwaga! oczywistym) błędem.  Skoro  „oczywistym”  tak jak do niego doszło w  ocenie niemieckiego dziennikarza?  Tekst, który  zamieścił ZDF uzyskano poprzez Deutsche Mailbox.  A  tenże  artykuł pochodził z  francuskiej agencji ARTE.  Kiedy przyciskałem go pytaniami „dlaczego nikt nie zauważył  oczywistego błędu, który on teraz  bezapelacyjnie przyznaje” M. Borowiack odpowiedział: „otrzymujemy wiele tekstów od ARTE, dla nas  jest ona wiarygodna! I w  związku z tym wrzucamy je jak leci”.  Coś niesamowitego!  „Jak leci”!  Panowie  dziennikarze w Niemczech.  Czyżbyście chcieli nam w  Polsce powiedzieć, że u was w redakcjach nikt nie czyta tekstów, które mają się ukazać  i  tak ochoczo „wrzucacie”  każdy śmieć jak „polskie  obozy koncentracyjne”? nie wiem skąd  M. Borowiack  wziął to tłumaczenie, ale robił minę jakby sam rozumiał, że  opowiada „niestworzone rzeczy”.

A  jeśli o standardach mowa.  Należy w  tym miejscu wskazać, że w Niemczech obowiązują „Burda Statuten”  nakazują  szczególną staranność  dziennikarską we  wszystkich przypadkach, gdyby miało dojść do naruszenia godności kogokolwiek: „stanowią o staranności wykonywania zawodu dziennikarza oraz określają główne linie wydawnictwa, do których należy kategoryczne powstrzymywanie się od publikowania treści o charakterze rasistowskim, czy znieważającym inne narody”.  Uwaga!  Napisano „kategoryczne”!

Trzeba koniecznie przypomnieć, że w dorobku prawnym Unii Europejskiej jest decyzja Ramowa Rady z dnia 28.11.2008 r. w sprawie zwalczania przejawów rasizmu i ksenofobii, która stwierdza, że publiczne aprobowanie, negowanie lub umniejszanie znaczenia zbrodni III Rzeszy powinno być penalizowane.

I najwyższy już  czas  na  apel w  tej sprawie  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich!

 

                                                                       Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl