Coraz częściej w polskich mediach natykamy się na newsy o kolejnych ekstrawagancjach dwóch trybunałów europejskich, Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Jeszcze nie umilkły echa decyzji tego pierwszego o „natychmiastowe wstrzymanie wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej”, a już widać protest MSZ przeciw innemu werdyktowi, nakazującemu Polsce przyjmowanie kwoty tysięcy imigrantów spoza Europy, która ciągnie się latami, i będzie jeszcze bardzo długo. We wzmiance Ministerstwa Spraw Zagranicznych czytamy: ”Polska wniosła o umorzenie przez Komisję Europejską toczącego się postępowania o naruszenie prawa Unii Europejskiej”. Zdaniem resortu obecne mechanizmy systemu nie są wystarczające, aby zweryfikować tożsamość i zamiary osób, przybywających do Europy, i gotów jest bronić swoich racji przed Trybunałem Sprawiedliwości. To słuszna i rozsądna decyzja, zgodna z interesem Polaków. Obawiam się jednak, że jeśli nawet uda nam się doprowadzić swoje racje do Luksemburga, nie będziemy zadowoleni z werdyktu. Bo Trybunał Sprawiedliwości, to „prawne ramię” Unii Europejskiej, z którą dzieli polityczne poglądy, lewicowo – liberalne, a jak mówi staropolskie przysłowie, ”kruk krukowi oka nie wykole”.
Kolejna informacja, z Gazety Wyborczej, odnosi się do innego europejskiego trybunału, Praw Człowieka w Strasburgu. Oto prezes polskiego Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, w piśmie skierowanym do ministra spraw zagranicznych, informuje, że „TK podjął decyzję o zakończeniu realizacji postanowień Porozumienia w sprawie tłumaczenia i udostępniania orzeczeń TPCz”. Czyli, mówiąc po polsku, nie będzie ani tłumaczyć, ani kolportować nonsensownych i stronniczych wyroków trybunału ze Strasburga, które wnoszą do polskiej debaty politycznej jedynie irytację i zamieszanie.
Czym w istocie jest i jak działa Trybunał Sprawiedliwości, niedawno pisałam. Dziś chciałabym poświęcić chwilę instytucji równie mało użytecznej i równie szkodliwej dla państw członkowskich, Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka. Dał nam się już we znaki przy okazji dwóch medialnie nagłośnionych spraw. Alicji Tysiąc, która – w obecności córki, dziś już nastolatki – skarżyła się do Strasburga, że odmówiono jej aborcji. To znaczy, że nie udało jej się wyskrobać swojej córki, i mądry Trybunał przyznał jej rację. Drugi casus dotyczył dwóch islamskich terrorystów, Palestyńczyka Abu Zubayda i Saudyjczyka Abd al.-Rahima al.-Nashiri, którzy poskarżyli się, że podobno w latach 2003-4, podczas pobytu w tajnym więzieniu CIA w Starych Kiejkutach, byli torturowani. Trybunał Praw Człowieka, jak zwykle mając w nosie prawa ofiar terrorystów, zasądził wtedy na ich rzecz rekompensatę w wysokości 230 tys. euro. Choć zaraz potem wylądowali w Guantanamo, i choć do tej pory nie udowodniono czy w Starych Kiejkutach było tajne więzienie CIA, i czy obaj bandyci byli torturowani.
Cóż to za instytucja ten strasburski sąd, i czym się tak ludziom naraził, skoro jednym z zasadniczych argumentów za Brexitem, było właśnie „wyłączenie Wielkiej Brytanii z jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości i Trybunału Praw Człowieka. Wiele się na ten temat mówiło i na Downing Street i w Pałacu Westminsterskim czyli w parlamencie. Jeszcze 23 sierpnia b. roku brytyjski rząd opublikował analizę, zgodnie z którą po wyjściu z Unii, Zjednoczone Królestwo zostanie wyłączone z jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości. Jednak po paru dniach dostrzegłam notatkę, iż rząd „nie wyklucza jednak zachowania pośredniej roli TS”. Co to właściwie znaczy i czy nie oznacza to zdrady milionów obywateli, którzy zagłosowali za Brexitem, ani słowa komentarza. Jedyna nadzieja w tym, że w istocie anty-brexitowska premier Theresa May zostanie 1 października na konwencji torysów wymieniona na pro-brexitowca, i wtedy rozwód pójdzie piorunem. Bo TPCz to instytucja lewicowo-liberalna, rutynowo działająca przeciw sądom narodowym i z zasady odrzucająca ich wyroki. Nie jest strukturalnie powiązana z Unią i działa na podstawie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. A jak wielka jest jej władza, niech świadczy fakt, że stanowi ostatnią instancję odwoławczą, po sądach narodowych. W 2014 roku prezes belgijskiego Trybunału Konstytucyjnego Marc Bossuyt zbeształ TPCz za to, „że kieruje się nie prawem, lecz politycznymi i personalnymi uprzedzeniami”. Takich opinii jest znacznie więcej.
Większość Brytyjczyków nie znosi Trybunału Praw Człowieka. I nie bez przyczyny. Do dziś pamiętam ich głośny protest po orzeczeniu, że „pozbawienie czynnego prawa wyborczego trzykrotnego mordercy Johna Hirsta było bezprawne”. I teraz epidemia się rozszerza, bo od czasu do czasu słychać w Izbie Gmin jak jakiś postępowy poseł stara się zmienić prawo na rzecz takich jak Hirst. David Cameron długo walczył o to, żeby dożywocie dla 53 morderców, skazanych prawomocnym wyrokiem, naprawdę znaczyło dożywocie. Bo w 2013 roku Trybunał postanowił oto, że „nie udzielenie zasądzonym nadziei na uwolnienie jest sprzeczne z Europejską Konwencją Praw Człowieka”. Ale brytyjskie sądy powoli zaczęły się jednak od tego postanowienia emancypować, aby najbardziej okrutni mordercy trafiali jednak do więzienia na resztę życia. Wielką bolączką wyspiarzy jest także brak możliwości deportacji bandytów i zbrodniarzy – imigrantów. Nawet łagodny w sformułowaniach Cameron powiedział kiedyś w Brukseli : „zrobimy wszystko, żebyśmy mogli wyrzucać ludzi, którzy są zagrożeniem dla naszego społeczeństwa”. Ale Wielka Brytania , to demokracja, w 2009 roku powstało AIRE, biuro porad w obronie praw ludzkich, finansowane z budżetu państwa, które zajmuje się głównie sprawami imigrantów. I wygrywa w TPCz jedną sprawę po drugiej. Np. dwóch kryminalistów z Somalii, Abdisamada Sufiego i Abdaziza Elma, których sąd brytyjski polecił deportować z kraju. Strasburg orzekł, że po ekstradycji do Somalii mogą być narażeni na złe traktowanie, i kryminaliści nadal mają prawo przebywać na Wyspach. A z tego casusu skorzystało 200 innych somalijskich bandytów, którzy także pozostali w gościnnym państwie nad Tamizą. Ekstradycja innych, np. nigeryjskiego gwałciciela, partnera jakiejś pani z brytyjskim paszportem, także została zatrzymana, ponieważ „odesłanie go do Nigerii naruszałoby jego prawa do życia rodzinnego”.
Theresa May od roku powtarza, że „straciła cierpliwość do wyroków Trybunału Praw Człowieka”. Twierdzi, że Europejska Konwencja Praw Człowieka „niszczy brytyjskie prawo, oparte na brytyjskiej tradycji i obyczajach”. Ciekawe, co ostatecznie stanie się z wolą narodu podczas długich negocjacji rozwodowych? Ale także, kiedy Polacy obudzą się i zaczną tracić cierpliwość do nonsensownych i stronniczych werdyktów obu trybunałów, tego z Luksemburga i tego ze Strasburga?
Elżbieta Królikowska-Avis
27 sierpnia 2017
