Media publiczne zbudowane są z trzonu zespołów dziennikarskich i kadry kierowniczej, która  jest od lat nietykalna. Ta sytuacja jest kontynuowana od czasów przełomu lat 80/90, kiedy następowały zmiany właścicielskie mediów w Polsce. Prawem kaduka, stara kadra związana z PZPR i SB pozostawała w łaskach lewicowych i prawicowych (pseudo prawicowych) właścicieli mediów lub kojarzonych z tymi opcjami zarządców. Brak zdecydowanych zmian kadrowych w tamtym czasie, spowodował dzisiejszą sytuację w mediach publicznych i powszechne przekonanie, że nie można dokonać pozytywnych zmian.

Stara postkomunistyczna kadra – przekonująca wszystkich on tym, że jedynie oni są tymi profesjonalnymi i niezastąpionymi  - wychowała nowe pokolenie kontynuatorów (resortowych dzieci) takiego przekonania.

Każda nowa osoba pojawiająca się w redakcji przeważnie była traktowana jako wróg wymagający podważenia jego kompetencji i umiejętności. Im ktoś był w zawodzie lepszy, tym był gorszy. Stosowano wobec niego wszelkie metody dyskryminacji – od donoszenia do szefostwa wyimaginowanych grzechów takiej osoby, po podkładanie nóg na każdym etapie tworzenia materiałów i ich publikacji czy emisji.

To tradycja, w której większość rzetelnych dziennikarzy jest od lat marginalizowana w redakcjach.  Są oni tolerowani przez wpływowych „przyjaciół szefa” do chwili, gdy potulnie wykonują za nich najgorszą pracę. To nic, że zmieniają się polityczne opcje i dyrektorzy. „Przyjaciele szefa” pozostają nimi nadal, wciskając kolejnemu naiwnemu  kit o swoim profesjonalizmie i niezastąpionej roli.

Rozmawiałem kiedyś z nowo powołanym szefem jednej z regionalnych rozgłośni Polskiego Radia. I usłyszałem takie oto wyznanie: - Wiem, że powinienem zwolnić połowę obecnej kadry, bo to nie są dziennikarze a lewicowi marketingowcy polityczni. Nie zwolnię jednak nikogo bo zaczęłyby się procesy sądowe. - Zdumiały mnie te słowa, bowiem dyrektorzy z nadania SLD, PO czy PSL wywalali z pracy tych, którzy nie chcieli być partyjnymi funkcjonariuszami w mediach. Zdumiały mnie te słowa tym bardziej, że wewnątrz redakcji nadal funkcjonują prawdziwi dziennikarze, zmarginalizowani przez cwanych „przyjaciół kolejnego prezesa”. Zdziwiło mnie to, bowiem wielu dziennikarzy jest nadal na zawodowym aucie, tylko dlatego, że kolejne polityczne zmiany utrzymują przy życiu systemy zaczerpnięte z komunizmu. I nie mam na myśli tylko i wyłącznie sposobu funkcjonowania mediów, ale wielu innych państwowych instytucji.

Najbardziej zdziwiło mnie jednak to, że dyrektor, który objął stanowisko aby dokonać pozytywnych zmian – jak głoszono wszem i wobec – postanowił zastosować metodę konserwacji starego układu . A wielkimi zmianami okrzyknął drobną kosmetyką kadrową.

Zachowanie archaiczne, jak za czasów Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR działającej przy każdej redakcji!

Jednym z archaicznych zbytków są też dzisiejsze komitety i rady programowe mediów, złożone przeważnie z polityków, którym przydziela się w tych radach parytety.  Zamiast zmian w mediach doczekaliśmy się kolejnego zakonserwowania w redakcjach centralnych i regionalnych metod i osób spełniających rolę polityczną a nie dziennikarską. Zakonserwowano też składy redakcyjne, które w ubiegłych latach wiernie realizowały linię polityczną byłych partii władzy.

Opisywany na stronie SDP przypadek zwolnienia z TVP red. Marzeny Paczulskiej oraz opis wzajemnych relacji, przedstawiony przez red Marzenę Stychlerz-Kłucińską, jest tak naprawdę opisem obyczajów i metod tolerowanych i stosowanych wobec dziennikarzy w mediach publicznych od wielu lat. Zarządzanie mediami, będące kontynuacją zastanej tradycji, oraz czasem zwykły brak kindersztuby, będą przyczyną niekończącej się serii takich zdarzeń.

Zawołanie Stefana Truszczyńskiego, wierzącego w przyszły, telewizyjny sukces Marcina Wolskiego – Wolski dawaj czadu! - będzie tylko kolejnym pobożnym życzeniem, jeśli w mediach publicznych nie nastąpią prawdziwe i głębokie zmiany, a nie drobna kosmetyka z jaką mamy do czynienia. Często będąca naśladowaniem tego, z czym mieliśmy do czynienia za czasów poprzednich ekip politycznych.

Co z tego, że Marcin Wolski został szefem jednego z programów TVP (z czego się cieszę), jeśli nie słychać o pozytywnych zmianach kadrowych w przestrzeni, którą zarządza. W redakcjach jemu podległych są ludzie od lat marginalizowani, bynajmniej nie z powodu braku profesjonalizmu...! Nie mogąc dokonać zmian kadrowych, każdy, nie tylko dyrektor Wolski, będzie skazany na porażkę. Nie tylko dlatego, że „przyjaciele kolejnego prezesa” będą wcześniej czy później nielojalni, ale również dlatego, że oczekujący na zmiany, rzetelni dziennikarze, będą coraz bardziej rozczarowani brakiem spełnienia deklarowanych obietnic. Tym dziennikarzom nie wystarczą prywatne sukcesy dyrektorów redakcji, którzy nie dokonują zmian. Te zmiany są konieczne, aby media publiczne stały się rzetelne i atrakcyjne. Dzisiejsza atrakcyjność opiera się czasem na powtórkach programów, które pamiętam z lat dzieciństwa (a minąłem już półwiecze). Te zmiany są konieczne, aby media publiczne stały się wzorcem dla innych. Te zmiany są wreszcie konieczne aby przywrócić dziennikarstwu status zawodu zaufania społecznego.

Andrzej Klimczak

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl