Kto był choć raz w Barcelonie, ten wie, że trudno się w tym mieście nie zakochać. Kto był drugi raz, ten wie, że przyjedzie jeszcze nie raz. SagradaFamilia, La Rambla, Plac de Catalunya, Park Gaudiego, BarriGotic, Katedra, Casa Batilo, itd. Mnóstwo zabytkowych kamienic, setki kafejek, tłumy turystów na La Rambla od pomnika Krzysztofa Kolumba do Placu Katalońskiego. Przepiękny deptak, z aleją drzew, obowiązkowe miejsce wieczornych spacerów tysięcy odwiedzających to magiczne miasto. Po bokach ulicy ekskluzywne sklepy, po środku budki z gazetami, stragany z pamiątkami i setki stolików, przy których turyści jedzą i piją w letnie wieczory.

Wczoraj w spacerowiczów wjechał furgonetką islamski terrorysta, zabijając 13 osób, raniąc około 100. Potem dowiedzieliśmy się jeszcze o kolejnym zamachu w hiszpańskim Cambrils. A przecież prawie codziennie dochodzi też do ataków terrorystycznych na Bliskim Wschodzie, w Azji, Pakistanie, Afganistanie... Europa nie jest wyjątkiem. Terroryzm nie jest przejściową chorobą cywilizacji. Istniał zawsze, w Europie też był, choćby w latach 80. i 90. XX wieku. Różnica jest taka, że dziś terroryści to przede wszystkim islamiści, że mogą być wszędzie, i że stosują nieznane wczesniej metody.

Reakcja na te wydarzenia mieszała ze sobą solidarność z oburzeniem. Prezydent Andrzej Duda wyraził żal i współczucie poszkodowanym. Hiszpania była krajem spokojnym przez kilkanaście lat. Bezpiecznym i chętnie odwiedzanym przez turystów. Domorośli eksperci chwalą się dziś, że przewidzieli atak. Inni znowu przyczynę widzą w kulturze multi-kulti. Inni jeszcze wykorzystują – jak zwykle – kolejny atak do zaistnienia w polityce. Wykorzystują tę ludzką tragedię do własnej kariery i piszą, dla mnie obrzydliwie instrumentalne komentarze, jak ten posła Kukiz’15 Andruszkiewicza na Facebooku - „Również PO czy Nowoczesna nie będą nam sprowadzać tutaj morderców. Prędzej my zrobimy porządek z wami, niż zgodzimy się na wasze idiotyczne pomysły. Zapamiętajcie to sobie raz, na zawsze!!!". Brawo panie pośle, tylko pańskie zaklęcia, że „Polska pozostanie bezpiecznym państwem i koniec” na niewiele się zdadzą, jeżeli nasz kraj nie będzie współpracował z innymi krajami UE, by zwiększyć bezpieczeństwo w całej Europie. Domorosłym politykom wydaje się, że Polska jest wyizolowaną wyspą, spokojną i bezpieczną, bo nie mamy muzułmanów i grup terrorystycznych. A gadanie pseudo-ekspertów, że Europa tylko śpi jest funta kłaków warte.  Z takimi poradami nie powinni wyściubiać nosa ze swoich skorup.

Potrzeba rzetelnej analizy konkretnych przyczyn, które umożliwiły przeprowadzenia ataków, i możliwości działań prewencyjnych. Z uwagą wysłuchałem mądrych opinii ekspertów, takich jak dr Wojciech Szewko i Jarosław Guzy, którzy w mediach mówili o walce z islamskim terroryzmem z poczuciem odpowiedzialności i rozsądku. Dziennikarz TVP zadał pytanie, do ilu jeszcze ataków musi dojść, żeby zachodnioeuropejscy politycy zaczęli coś robić. Widocznie nie jest zorientowany, ile ataków zostało udaremnionych, nic nie wie o świetnej pracy, przez wiele lat, służb bezpieczeństwa także w Hiszpanii, o setkach więzionych terrorystów w Austrii, o delegalizacji organizacji islamskich w Niemczech, itd. Oczywiście, te wszystkie działania nie wystarczają, ale czy ktokolwiek jest w stanie powstrzymać wjazd jakiegoś samochodu w tłum ludzi? Czy nie pamiętamy choćby rajdu psychopaty po sopockim molo? Czy tak trudno byłoby wjechać w tłumy spacerujących po deptakach w wielu polskich miastach? W takich sytuacjach policja powinna mieć prawo do zabicia agresora.

Nie bądźmy jednak przemądrzali i nie pouczajmy Europy, tylko współpracujmy z nią dla naszego wspólnego dobra. A jest bardzo wiele do zrobienia. Jarosław Guzy, diagnozując obecną sytuację na Zachodzie, zwrócił uwagę na getta imigranckie, na niechęć imigrantów do asymilacji (szczególnie drugiego i trzeciego pokolenia), na potrzebę debaty o środkach prewencji. W Europie brakuje dyskusji na ten temat.

Uspokajanie, że my w Polsce jesteśmy bezpieczni ma swój wymiar psychologiczny, ale to nie wystarczy. Powinniśmy – jak w Izraelu – już od najmłodszych lat uczyć, jak zachowywać się w sytuacjach zagrożenia terrorystycznego, jak współpracować prewencyjnie z policją czy innymi służbami. Uczyć samoobrony i myślenia w kategoriach bezpieczeństwa, bo nie wiadomo, kiedy ta wiedza będzie przydatna. Zamykanie granic, pomysł jakiś szalony, korzyści nikomu z nas nie przyniesie. Nie możemy zamknąć się na cztery spusty, bo w którymś momencie trzeba jednak będzie z domu, mieszkania, czy z kraju wyjść czy wyjechać. Rozsądni eksperci mówią, że nawet przez najbardziej szczelne granice imigranci będą jednak przenikać. Niestety, z poczuciem zagrożenia musimy nauczyć się żyć i w pewnych miejscach czy sytuacjach powinniśmy mieć oczy i uszy dookoła głowy. Patrzę w monitor telewizora, na którym widzę na żywo obraz z deptaku La Rambla w Barcelonie. Deptak dzieli się na trzy części: środkową aleję z drzewami i dwie boczne z chodnikami. Kiedy we wrześniu 2016 roku spacerowałem po „ramblasach”, pamiętając o wcześniejszych atakach samochodowych, szedłem bocznymi alejkami, blisko sklepów, by w każdej móc się gdzieś schronić. Nie możemy jednak całe życie się bać. Nie możemy dać się zastraszyć. Współczujmy Barcelonie i Cambrils. I bądźmy z nimi solidarni w bólu i w pomocy. Nie poddamy się. Ale recept trzeba szukać na gwałt!

Marek Palczewski

18 sierpnia 2017

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl