Donald Tusk, a także jego otoczenie, często głosiło to, że Polacy powinni nauczyć się lepiej wykorzystywać swoje indywidualne talenty i szanse. Dostosowywać do zmieniających warunków, nauczyć zmieniać pracę, a czasem nawet miejsce zamieszkania. Wszystko to ma służyć nie tylko przetrwaniu, ale i lepszej samorealizacji. Chyba najwyższy czas by rządzący osobiście dali przykład i zmienili pracę.
Utwierdziła mnie w tym niedawna konferencja premiera, podczas której zagrzewał on organa ścigania do tropienia dziennikarza, który pokazał jak niezależne sądy w Polsce. Przynajmniej ja tak interpretuję premierowskie spekulacje o tym, że „trzeba sprawdzić, czy nie zaszło przestępstwo”.
Jako premier Tusk nie powinien tego robić absolutnie. Szczególnie, że zaraz po jego wypowiedzi zaktywizowały się w tej sprawie prokuratura i podległe mu ABW. Podobnie jak wcześniej premier nie powinien publicznie wygrażać mediom, które chciały pisać krytyczne teksty o jego rzeczniku, bo kiedy szef rządu tak mówi, to działa to jak nieformalna cenzura prewencyjna. Od pana premiera przykład przenosi się w dół; panowie Libicki, Arabski, Niesiołowski, mecenas zatrudniony przez rodzinę premiera, gromią media, snują insynuacje, wygrażają dziennikarzom, wyrzucają ich z Sejmu, przynosząc wstyd Polsce, bo pokazują, że stosunek władzy do mediów mamy raczej wschodnioeuropejski niż zachodni.
Panowie ci idąc do polityki popełnili błąd. Nie przewidzieli, że udział we władzy wiąże się z oczywistym kosztem, jakim jest powściągnięcie swojego języka i temperamentu. Kiedy angielski król Henryk II wykrzyknął w złości „czy ktoś wreszcie uwolni mnie od tego klechy”, biskup Canterbury został z miejsca zamordowany. Podwładni intencje szefów próbują często odczytać szybciej niż ich wolę.
By nie być takim Henrykiem II, premier po prostu powinien zmienić pracę. W mediach będzie się lepiej realizował. Niewątpliwie jako felietonista błyskawicznie znajdzie pracę, w którymś z wielbiących dziś jego chwałę tytułów . A tam - za swoim naczelnym - będzie mógł potępiać antyrządowych dziennikarzy, zagrzewać prokuratorów i bezpieczniaków do woli, niepopadając w nadmierne konflikty interesu. Będzie za to mógł toczyć spory na łamach z innym facetem, który powinien zająć się publicystyką w miejsce polityki. Ze swoim poprzednikiem, chętnie podczas konferencji prasowych odpowiadającym na pytania dziennikarzy dociekaniami czy pytający są dostatecznie dobrymi Polakami lub czy reprezentują polskie interesy.
Premier Tusk jako dziennikarz nie będzie również musiał popadać w niewątpliwie niekomfortowy dysonans między tym, co robi a tym, co kiedyś twierdził. Obecnie rządząca ekipa kiedyś mówiła o sobie, że jest „liberalna”. Premier Tusk był nawet szefem formacji z „liberalnym” w nazwie, a on i jego koledzy chętnie odwoływali się do rozmaitych liberalnych klasyków. Niestety podejście pana premiera i jego kolegów do społeczeństwa, państwa, administracji, spółek skarbu państwa, ale przede wszystkim do wolności słowa, pokazuje, że jedyną zasadą, którą dobrze sobie przyswoili jest „egoizm jednostki”. I to pojmowany potocznie.
A kto powinien zastąpić pana premiera na stanowisku? Spokojnie, ja nie jestem zainteresowany. Mnie wystarczy obecna posada Aleksandra Grada. A przynajmniej jego pensja.
Wiktor Świetlik
24 września 2012
