Pani rzeczniczka prasowa Prawa i Sprawiedliwości powiedziała, że rozumie tych, którzy skopali członka KOD-u, choć sama – „zdecydowanie potępiła wydarzenia w Radomiu”. Ale emocje wzięły górę, zarówno u kopiących narodowców, jak i w odpowiedzi na wypowiedź pani rzecznik, i stało się. Wrzawa medialna w Polsce i poza granicami. Pytanie, czy jest o co wrzawę podnosić?

Polski język do łatwych nie należy, zwłaszcza dla obcokrajowców, a słowo „rozumieć” ma wiele znaczeń. W Słowniku Poprawnej Polszczyzny (pod red. A. Markowskiego, PWN 2003) to: (1) pojmowanie treści informacji, (2) zdawanie sobie sprawy z czegoś, (3) wnioskowanie o czymś na podstawie, (4) znajomość jakiegoś języka, (5) wczuwanie się w treść czyichś pragnień, motywów postępowania, wykazywanie zrozumienia dla kogoś (s. 881). W jakim sensie, w jakim znaczeniu użyła określenia „rozumiem” pani rzecznik - nie wiem, jednak przypisuje się jej użycie tego słowa w piątym znaczeniu, aczkolwiek równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że rzeczniczka PiS pojmowała treść informacji o wydarzeniu (?), zdawała sobie sprawę z tego, co mówi (?), wnioskowała, że emocje były uprawnione (?), i wreszcie, że zna język polski - tu wątpliwości być nie może, bo przecież nie zostałby rzecznikiem PiS ktoś, kto nie zna języka polskiego (!?).

Aby do końca wyjaśnić wątpliwości, zajrzyjmy jeszcze do Słownika wyrazów bliskoznacznych (PWN, 2006), gdzie jako słowa bliskoznaczne pod „rozumieć” znajdujemy: chwytać, kojarzyć, pojmować, jarzyć, kapować, kontaktować, kumać, załapywać, wczuwać się w kogoś, w czyjąś sytuację (s. 491). Można więc domniemywać, że pani rzecznik choć się wczuła, to i zajarzyła o co kaman, ale słowa „zakapowała” w odniesieniu do tej całej sytuacji bym nie użył.

Jaki wniosek stąd płynie, o co cała ta dyskusja wokół tego, co Beata Mazurek powiedziała, innymi słowy: o co się rozchodzi? A rozchodzi się – odpowiem – o użycie słowa „rozumiem”, o jego „rozumienie” czy ewentualnie brak zrozumienia. Podzielę się dykteryjką z użyciem słowa „bynajmniej”. Niedawno byłem w pięknej okolicy, w Górach Świętokrzyskich i w pewnym miasteczku zachciało mi się pójść do muzeum. Spytałem w kasie o bilety, czy są na godzinę 12-tą, na co usłyszałem: „bynajmniej”. Stropiony i strapiony już chciałem się wycofać, ale zacna kasjerka w tym momencie podała mi bilet. Cóż, po prostu tak niektórzy rozumieją słowo „bynajmniej” i nie ma się co dziwić, że już Wojciech Młynarski napisał wspaniały tekst piosenki o pewnej pani i pewnym panu, co się spotkali w pociągu dalekobieżnym (czy ktoś jeszcze pamięta takie pociągi?!) i pani wyszydziła użycie przez niego słowa „bynajmniej”. Ja bynajmniej szydzić nie będę. Chciałbym jednak zapytać, czy pani rzecznik wypowiadając słowo „rozumiem” w kontekście opisywanej sytuacji w pełni rozumiała jego złożone i wieloznaczne znaczenie? Rozumiem bowiem, że słowo „rozumiem” słowem zrozumiałym bynajmniej jest.

Marek Palczewski

29 czerwca 2017

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl