Anglicy na zmywaki, a Polacy do Ojczyzny. Wielka Brytania jeszcze zatęskni za „polish”, gdy się zaczerni i zaszariaci.
Polscy uczeni rozszyfrowali w czasie drugiej wojny światowej niemieckie kody, dzięki czemu angielskie służby odczytały tajne meldunki Luftwaffe i Kriegsmarine. Za to potem odwdzięczyli się nie zaproszeniem polskich żołnierzy na paradę zwycięstwa. Nawet skuteczność i bohaterstwo polskich lotników nie zdeterminowało Churchila, by postawić się Rooseveltowi i Stalinowi. Premier Anglii zabiegał o sprawy Polaków, ale tylko trochę i niezbyt długo.
Po latach wpuszczono tysiące naszych do Great Britain. Gdy Polskę „polacy” zaczęli sprzedawać i rozdrapywać udostępniono naszym przede wszystkim zmywaki: „radźcie sobie”! i jednak nieźle sobie poradzili.
Teraz sami Anglicy zaczynają sobie gorzej radzić. Theresa May to jednak nie Margaret Tchatcher, a socjaliści u bram. Nie ma powodu, by Polacy nadal pchali się na wyspę, gdy tam coraz gorzej. W dodatku widać, że gospodarze nie rozróżniają pracowitości i kultury naszych od zarobkowej emigracji z Afryki i wschodu. Na zlewozmywakach będą wolne miejsca, a ilu Polaków wróci- na razie nie wiadomo. Sto a może i dwieście tysięcy. Na szczęście z otrzymaniem pracy jest u nas coraz lepiej. Ale nie będzie lepiej gdy ci, którzy pracę ludziom dają- najbardziej wartościowa część społeczeństwa- pracodawcy- będą atakowani bezpardonowo i ekstremalnie.
W przedsiębiorstwach trwają intensywne kontrole, by wycisnąć jak najwięcej. Takie jest zadanie kontrolerów. To normalna praktyka gospodarcza, o ile działalność ta nie wymyka się spod kontroli państwa. Kontrolujący nie mogą podchodzić do ciężko pracujących ludzi, którzy poświęcili na inwestowanie swoje pieniądze i wiele lat intensywnej pracy- jak do złodziei i przekrętaczy. Duszą, ale gdy zaduszą to liczba stanowisk pracy się zmniejszy. Po prostu pracy nie będzie. Nasi powracający z zagranicy, nawet z pewną ilością zarobionych pieniędzy, zostaną… „z ręką w nocniku”.
Jeśli pracodawca przez lata płacił milion i więcej podatku rocznie- to jednak jest bardzo pożytecznym, potrzebnym członkiem społeczeństwa. Czy kontrola fiskusa dążąca do uzyskania maksymalnych podatkowych wpływów bierze pod uwagę bilans zysków i strat? Kto właściwie kontroluje fiskusa? Czy nie nadużywa się uprawnień? Kto właściwie zleca kontrole? I jaki ma być stosunek kontrolującego do kontrolowanego?
Małpa z brzytwą prędzej zarżnie klienta niż ogoli. U góry w naszym państwie zmieniło się sporo i zmienia. Ale średni szczebel zarządzania pozostał ten sam. A nie daj Boże, że urzędnicy asekurując się i chcąc przypodobać nowej władzy zaostrzą styl i sposób egzekwowania kontrolnych uprawnień.
Kontrole nie wytwarzają wartości dodatkowej. Jedynie liczą wartości. Niech liczą sprawiedliwie, niech nie upatrują w każdym przedsiębiorczym i pracowitym, w każdym działającym z sukcesem- cwaniaka i malwersanta. Jeśli zaradny, dobrze przygotowany ma być od razu podejrzanym- to aż prosi się by utworzyć urząd ochrony producenta. Organizacje i zrzeszenia, które rzekomo działają w imieniu pracodawców dawno już stały się salonowymi reprezentantami- od orderów i gali. Postawmy na przykład w wielkim telewizyjnym studio te dwie grupy naprzeciw siebie- ludzi fiskusa i przedsiębiorców. Niech zostanie publicznie wyartykułowane to, co boli wytwórców, jakie mają uwagi wobec kontrolujących, wobec organizacji rzekomo troszczących się o biznes- mały, średni, duży.
Bochniarz, Goliszewski, Malinowski stańcie oko w oko z „Kowalskim, Piotrowskim i Zielińskim”. Posłuchajcie przy otwartej kurtynie telewizyjnej co pracodawcy mają do powiedzenia. Posłuchajcie na przykład samorzutnie powoływanych organizacji, do których wstępują ludzie broniący się przed gilotyną fiskusa. Jedną z nich jest ogólnopolskie Stowarzyszenie Niepokonani 2012, w którym działa Krzysztof Jędrasik, też przedsiębiorca.
Społecznicy pracują za darmo, bo walczą o przetrwanie swoich firm. Chodzi im o ratowanie dorobku życia. Kontroler bierze pensję, ma delegację służbową. Jeśli nawet posądził niesłusznie i zahamował lub w ogóle zniszczył produkcję- poprzez latami ciągnące się dochodzenia- w ogóle się tym nie przejmuje, nie odpowiada za błąd, za pochopne podejrzenia i oskarżenia. Wszyscy jesteśmy rozliczani. Kto rozlicza fiskalnego śledczego?
W tak zwanej Europie nie ma bezkarności i nierozliczania kontrolujących. U nas jest. Jeśli kontrolujący kontroluje knajpę- małe piwo. Ale jeśli zatrzyma produkcję na przykład guzików i komuś potem… spadają spodnie- to już sprawa poważniejsza, ale tylko dla właściciela, producenta. To on straci własne pieniądze.
Mamy ludzi rozsianych po świecie. Wyjeżdżali za chlebem. W Gdyni, w wielkim, dawnym Dworcu Morskim zrobiono teraz Muzeum Emigracji. Dużo tam wolnych ścian i niezagospodarowanej przestrzeni. Starczy miejsca na zdjęcia (choćby legitymacyjne) nawet dla milionów naszych uchodźców. Warto je tam umieścić, by zdać sobie sprawę do czego ostatnimi laty u nas doprowadzono.
Rozwija się śledztwo Sejmowej Komisji do spraw Amber Gold. Zeznaje tuskowa latorośl. Jeszcze trochę to wszystko potrwa. Na razie z rozwagą, spokojnie uprzytamnia się społeczeństwu co się u nas działo. To kubeł zimnej wody. Po niemiecku woda to wasser. Leje ją nie „man”, ale kobieta. I dobrze to robi.
27.06.2017
