
Tadeusz Strzępek
Aktualnie obchodzimy ROK RZEKI WISŁY. Jakoś mało o tym w mediach i lokalnych przekazach. Tak, jakby komuś na tym zależało żeby zapomnieć o tym, że Królowa naszych rzek -Wisła zawsze odgrywała rolę wiodącą w gospodarce Polski.
Tratwy, szkuty, galary, pychówki, dubasy, kozy i byki to niektóre tylko nazwy jednostek wiślanych. O Wiśle i wiślanych jednostkach pływających po niej, służących do handlu, można by pisać w nieskończoność. Dostępnych materiałów jest mnóstwo.
…Ruch na Wiśle był niesamowity. Barki, tratwy, szkuty, galary. Na jesieni pięknie to wyglądało: na tratwach płynęli flisacy, ognisko na tratwie palili, śpiewali, może coś wypili? Pieśni różne dolatywały od tych flisaków! Bardzo ładne mieli głosy…
Przez całe tysiąclecia Wisłą spławiano towary w dół aż do Gdańska – Kodanu. Wszystko co wyrodziła ziemia Lechitów, naszych przodków, a potem mieszkańców Rzeczpospolitej transportowano do portów rzecznych rozlokowanych wzdłuż Wisły.
Towarów różnych, które wysyłano dalej w Europę było mnóstwo. Lista tych towarów i ich opis zajęłyby nam tutaj kilka kolejnych stron.
Wspomnę tylko o kilku ważniejszych: sól z kopalni wielickiej i bocheńskiej –białe polskie złoto, żelazo z dymarek kieleckich i narzędzia kute przez naszych znakomitych kowali, dziegieć i smoła z lasów małopolskich, miód w beczkach, (które też były znakomitym towarem eksportowym), koła, wykonywane przez naszych kołodziei, len i konopie służące do wyrobu żagli oraz lin okrętowych. Wreszcie zboża, bez których niemożliwa byłaby rewolucja przemysłowa w wiecznie głodnej, nie tylko północnej Europie. Okręt Admirała Nelsona „Victory” został prawie w całości wykonany z polskiej dębiny. Najdłuższy port rzeczny na Wiśle, funkcjonujący kilkaset lat w wiekach XV –XVII, zlokalizowany był w Kazimierzu Dolnym. Stąd spławiano głównie zboża, ale też drewno, wędzone śliwki, dziegieć i miód.
W okresie najlepszej koniunktury dla handlu zbożem, w XVI- XVII w istniało w Kazimierzu Dolnym 40-50 spichrzów. Usytuowane były wzdłuż brzegu rzeki na długości ok 4 km, tworząc najdłuższy port śródlądowy w Polsce i zapewne w Europie.
Po podpisaniu z Zakonem Krzyżackim II Pokoju Toruńskiego (w roku 1466) Wisła przez kolejne ponad 200 lat (praktycznie do rozbiorów) stała się/była najważniejszym szlakiem handlowym ŚWIATA.
Wisła generowała dochód porównywalny z dochodem dzisiejszych Chin (oczywiście w odpowiednich proporcjach).
Wisła była również „końcówką” Jedwabnego Szlaku - docierali nad nią od tysięcy lat kupcy z Azji przywożąc ze sobą towary z najodleglejszych krańców Świata.
Polska zawsze była krainą mlekiem i miodem płynąca.

Fot. St. Magierski
Grupa zapaleńców pod przewodnictwem Marka Strzelichowskiego http://www.marekstrzelichowski.com/omnie.html zorganizowała w tym roku spływ Wisłą od źródeł (z „0”) Wisły aż do jej ujścia.
Akcja ta została nazwana Flisem Narodów i ma na celu zwrócenie uwagi, że rzeka Wisła zawsze pełniła rolę wiodącą w gospodarce Polski. Spływ (FLIS) ma również wydźwięk patriotyczny, niosący przesłanie, że jesteśmy prastarym narodem o ciągłości historycznej trwającej wiele tysięcy lat.
Pan Marek Strzelichowski - niezwykły globtroter, płetwonurek i podróżnik, laureat nagrody „Błękitnego Spinakera 2015”, za przepłynięcie „mini -szkutką” od źródeł (z umownego „0” Wisły, czyli z miejsca gdzie rzeka jest już żeglowna. Umowne „0” Wisły znajduje się w miejscu gdzie do Wisły wpływa/wpada PRZEMSZA, a kawałek dalej SOŁA) Wisły do francuskiego Orleanu (3.200 km!), na Festiwalu Loary 2015, zaprasza wszystkich zainteresowanych do wzięcia udziału w tegorocznym Flisie Narodów, czyli w letnim spływaniu Królową Naszych rzek WISŁĄ.
Flis odbędzie się w ramach uroczyście obchodzonego ROKU RZEKI WISŁY.
Sporo przydatnych informacji znajdziecie tutaj -http://flis.info/
W Kazimierzu flisacy będą 9-go lipca 2017 wieczorem i tutaj będą obozować. Zapraszamy wszystkich mieszkańców i gości miasteczka do odwiedzenia miejsca ich postoju. Prosimy jednocześnie władze miasta, oraz lokalny samorząd do wsparcia tej pięknej akcji.
W spływie wezmą udział repliki drewnianych statków jakimi przez wieki posługiwali się nasi przodkowie.
Do dyspozycji będzie 7-mio metrowy galar, na którym może wygodnie płynąć 6-7 osobowa załoga.
Bardzo możliwe, że kilka dodatkowych osób znajdzie miejsce na 12-sto metrowym galarze krakowskim który będzie prowadzony przez Wacława Witkowskiego właściciela tartaku w Rychłowicach.
http://www.tartakjww.pl/pl/produkty/szkutnictwo_tradycyjne/
We FLISIE NARODÓW weźmie również udział ćwierć szkutka pana Marka „PaniKa”.
Start z umownego „0” Wisły, czyli z rejonu Oświęcimia i Chełmka, blisko miejsca gdzie do Wisły wpadają rzeki Przemsza i Soła - dokładny (w miarę!) terminarz znajduje się w załączniku.
Pan Marek krótko informuje o zasadach udziału w spływie:
„Oczywiście dokładne trzymanie się „rozkładu jazdy” nie będzie do końca możliwe -może być, jak to na rzece, różnie.
Flisacy płynąc będą we własnych, przez siebie wykonanych „przyodziewkach”, według historycznych wskazań -aby nawiązać do naszego dziedzictwa.
Każdy wykonuje taką „przyodziewę” w jakiej będzie występował na rzece - oczywiście możemy nosić stroje jakie tylko chcemy, nie ma przymusu, ale…
Na rzekę zabieramy ze sobą sprzęt biwakowy - namiot, karimatę, śpiwór - nocujemy na brzegu w obozowisku które każdorazowo rozbijamy "pod koniec" dnia.
Zabieramy stosowne do pory roku ubranie, buty/kalosze, niezbędne leki i kosmetyki, miskę, kubek, sztućce, latarkę i co tam jeszcze będziemy uważali za stosowne.
Weźmy pod uwagę i to, że wieczorami mogą odwiedzać nas komary, a w ciągu dnia kleszcze i inna „zaraza”. Tak więc i na te spotkania powinniśmy być przygotowani.
Przede wszystkim zabieramy (jednak!) dobry humor i ile się tylko da pozytywnej energii na dodatek w takich ilościach, żeby wystarczyło jej (przynajmniej) na cały okres pobytu na wodzie.
Niezależnie od pogody, niezależnie od warunków, na rzece zachowujemy "spokój i opanowanie".
Mile widziane jest aktywne uczestnictwo w wieczornych posiadach - opowiadanie, granie i śpiewanie jak najbardziej wskazane.
Jedzenie przygotowujemy wspólnie, do dyspozycji będą odpowiedniej wielkości kociołki i inne niezbędne sprzęty kuchenne.
W zależności od składu załogi niektóre posiłki będą (mogą być!) posiłkami wegetariańskimi.
Napoje „niezamarzające” i inne substancje „rozluźniające” nasze strudzone organizmy każdy z uczestników kupuje na własną rękę!
Oczywiście nie musi (wręcz nie powinien) konsumować ich w samotności.
Każdy z uczestników partycypuje w kosztach wyżywienia, w kosztach paliwa, smarów i olejów.
Każdy uczestnik partycypuje także w kosztach związanych z transportem statków (dowiezienie ich na rzekę i odwiezienie na „suche”) , z ubezpieczeniem i ewentualnymi kosztami cumowania w portach, do których po drodze będziemy zawijać.
Uczestnicy pokrywają również koszty związane ze śluzowaniem.
Zakładamy tygodniowe pobyty uczestników.
Zazwyczaj koszt tygodniowego pływania oscyluje w granicach 250zł, maksymalnie 300zł na osobę.
Oczywiście bardzo mile widziane będzie wsparcie finansowe od życzliwych nam darczyńców, zarówno osób prywatnych, jak i firm".
Marek Strzelichowski

Fot. Wiesław Seidler
