Obejrzałem film „Ostatni w Aleppo” o konflikcie w Syrii i sytuacji mieszkańców tego miasta, a właściwie o działaniach wolontariuszy Białych Hełmów, przeszukujących zgliszcza i ruiny, by wydobywać z nich zwłoki i uwięzionych tam ludzi. Przeczytałem książkę amerykańskiej reporterki Janine di Giovanni „Tamtego poranka, kiedy po nas przyszli” (wyd. Wołowiec 2017) o życiu codziennym Syryjczyków w koszmarze wojny. Wysłuchałem dyskusji w Saloniku Politycznym Rafała Ziemkiewicza w TV Republika o polityce polskiego rządu wobec uchodźców. Zapoznałem się z komentarzem Bogusława Chraboty w „Rzeczpospolitej” na ten sam temat. I co z tego wynika? To, że jest problem, a wielu udaje, że go nie ma.
Mariusz Gierej w TVR powiedział, że to jest nasz problem. Podobnie twierdzi Andrzej Stankiewicz, podobnie myśli Bogusław Chrabota. I wydaje się, że również Rafał Ziemkiewicz, skoro podjął ten temat w swoim programie. Chrabota pisze: „Bez przygotowania wspólnej polityki migracyjnej, nowoczesnych procedur, ale i bez uruchomienia mechanizmu solidarności w tej kwestii sobie nie poradzimy. Jak na razie widzę po stronie rządzących stupor i podkręcanie polskiej ksenofobii”. Na szczęście poniedziałkowa wypowiedź dla „Rzeczpospolitej” ministra Mariusza Błaszczaka pokazuje, że tego problemu nie da się zamieść pod dywan przez powtarzanie, że Polacy nie chcą przyjmować uchodźców. Bo jeśli sytuacja na świecie, a zwłaszcza w Afryce i na Bliskim Wschodzie nadal będzie rozwijać się ku coraz bardziej długotrwałym i coraz bardziej okrutnym konfliktom zbrojnym i etnicznym, powiązanym z brakiem żywności i wody, to wcześniej czy później nie tylko uchodźcy, ale również zwykli imigranci staną na naszych granicach. A naszymi granicami musimy też uznawać granice Europy! Problem z falą uchodźców i emigrantów to nie jest problem jakiejś Europy, bo Europa to MY. To Polska, Węgry, Niemcy, Francja, itd. Przerzucanie odpowiedzialności tylko na Brukselę jest zabawą na poziomie piaskownicy i nie sądzę, żeby polski rząd chciał to robić. Nie zapominajmy też, że te mechanizmy czy zjawiska polityczne dziś zagrażające Europie (terroryzm, ISIS, wojna w Syrii) zostały uruchomione przez Zachód, choćby przez I i II wojnę z Zatoce Perskiej, w której byliśmy sojusznikami Stanów Zjednoczonych.
Prosta sprawa: jeśli jest problem, to trzeba go rozwiązać, bo on ani sam się nie rozwiąże, ani jakaś Europa (której przecież jesteśmy częścią) za nas tego nie zrobi.
O tym, że trzeba przemyśleć sprawę pod względem ruchów migracyjnych, zagrożeń, procedur przyjmowania (ile, jak, kiedy, kogo, na podstawie jakich kryteriów, itd.), skutków pozytywnych i negatywnych, powinien wiedzieć każdy odpowiedzialny polityk. Po to ich wybieramy i za to im płacimy. Zespoły doradcze mogą im tylko w tym pomagać. Możemy wyobrazić sobie taką sytuację, że weryfikacja uchodźców z terenu Syrii będzie prowadzona rzetelnie i że garstka (7-10 tysięcy ludzi, czyli 1 na 4 tys. mieszkańców) nie zagrozi naszemu bezpieczeństwu narodowemu. Oczywiście, procedury sprawdzania i przyjmowania powinny być dokładne i sumienne.
To wszystko jednak nie będzie możliwe, jeżeli naszą wiedzę o obcych będziemy opierać wyłącznie na tzw. alternatywnych faktach i fejkowych źródłach informacji. Bo tylko lepsza edukacja otworzy nam oczy na świat. Dziś naprawdę możemy czytać książki i artykuły z całego świata. Warto więc, by nasze młode pokolenie otrzymało lepszą edukację językową, żeby swobodnie korzystać ze źródeł w języku angielskim, hiszpańskim czy niemieckim. Otwarcie na świat, to również czytanie reportaży i oglądanie filmów dokumentalnych o wojnie w Syrii, a tych na You Tube naprawdę nie brakuje. Polecam.
Na zakończenie krótki cytat z książki Janine di Giovanni. Celowo wybrałem jeden z łagodniejszych, by nie epatować gwałtami, obciętymi głowami, zwłokami wyciąganymi spod gruzów…
„Zrobiła nam herbatę (mieszkanka Aleppo Umm Hamid– M.P.) i opowiedziała o dzieciach.
- Gdy budzą się w nocy i wołają o szklankę wody, nie jestem w stanie im jej dać – powiedziała siedząc w kucki na podłodze i nalewając herbatę do brudnych szklanek. – Gdy budzą się w nocy i chcą iść do łazienki, nie mają jak. Gdy budzą się w nocy i proszą mnie, żebym zatrzymała bomby, nic nie mogę zrobić”.
Marek Palczewski
31 maja 2017
