Kazimierscy rolnicy i sadownicy narzekają, że plony owoców będą w tym roku znacznie skromniejsze. Wymarzły kwiaty porzeczek, malin, śliw i wielu innych roślin, które są podstawą okolicznych upraw.
Prawdziwych turystów brak. Owszem, ludzie zwalają się do Kazimierza całymi wielotysięcznymi tabunami w majowe weekendy, ale są to zwykle tylko niedzielni spacerowicze z kanapkami i termosami. Żądni stadnego instynktu przebywania w tłumie. No bo jak można inaczej usprawiedliwić wielogodzinny dojazd w korkach do Kazimierza. Potem poszukiwanie parkingu i wreszcie oczekiwanie na miejsce w jakiejś podrzędnej kazimierskiej knajpce. Ten swoisty najazd Hunów na miasteczko odbywa się cyklicznie w miesiącach letnich. Korzyści żadnych z tych najazdów mieszkańcy nijak się dopatrzyć nie mogą. Profity zbierają wyłącznie sprzedawcy lodów i właściciele restauracji. Miasteczko jest za to coraz brudniejsze, zaniedbane i jeszcze bardziej zadłużone. Budowa szkoły pochłania kolejne miliony. Cudzoziemcy z rzadka odwiedzający Kazimierz nijak zrozumieć nie mogą jak to możliwe, że miasteczko, które odwiedza rocznie półtora miliona turystów jest zadłużone i biedne.
Tymczasem w Kazimierzu Dolnym trwa teraz polityczna cisza, jakby przed burzą.
Owszem w miasteczku dzieje się dużo, są to jednak pozorne działania.
Jakieś intensywne spotkania dotyczące rozdziału funduszy europejskich, jakieś narady nad tym jak wydać ostatnią złotówkę, albo kogo wpuścić na Górę Trzech Krzyży... Podobne narady odbywają się w całym naszym kraju. Skupieni jesteśmy na sprawach mniej istotnych, na pryncypia nie ma już czasu. Trwa duraczenie Polaków.
Przypomnę więc; wybuch gazu kilka lat temu zniszczył szkołę w Kazimierzu Dolnym.
Na szczęście ofiar nie było.
Runęło jedno skrzydło wielkiego budynku zbudowanego wysiłkiem całej gminy jeszcze przed II-gą wojną i potem kolejno po wojnie. Pozostałości po szkole rozebrano, mimo, że nadawały się do odbudowy. Poprzedni burmistrz nie licząc się
z możliwościami gminy zlecił projekt nowej szkoły. Budowa ruszyła w końcu 2014-go roku. Schodzący ze stanowiska burmistrz Grzegorz Dunia, na dwa tygodnie przed opuszczeniem stanowiska podpisał umowę z hiszpańską firmą Coprosa, która wygrała przetarg na budowę wielkiej szkoły na 700 uczniów, ale bez pływalni, bez boiska sportowego i bez zaplecza kuchennego, oraz mieszkalnego dla nauczycieli (w poprzedniej szkole zlokalizowanych było kilka mieszkań). Budowa szkoły dla 170 uczniów, (bo tylko tyle jest w miasteczku), mimo państwowych subwencji, wycieńczyła gminę finansowo. Następny burmistrz, p. Andrzej Pisula, zadłużył gminę na kolejne miliony żeby dopiąć budżet gminy. Na chodniki, bruki i kazimierską infrastrukturę nie ma już nic. Tak więc miasteczko popada w coraz większą ruinę, zapyziałość i prowincjonalizm.
Mimo to wciąż znajdują się architekci, dla których Kazimierz Dolny stanowi pole realizacji swoich ambicji. Wprowadzają oni do miasteczka pseudonowoczesność w postaci betonu, szkła oraz form architektonicznych, które całkowicie nie przystają do charakteru tego pięknego, zabytkowego miasteczka. Sprzyjają temu indywidualne przekształcenia działek niebudowlanych w budowlane, których od 2000 roku dokonano blisko 65 w miejscach które nigdy nie powinny być zabudowane. Niedawno, kilka miesięcy temu, zakończyła się batalia ze spółką „Zana House”, która dotyczyła kontrowersyjnego projektu budowy kompleksu SPA przy kamieniołomach, zaprojektowanego przez architekta Bolesława Stelmacha. Niestety wygląda na to, że na tym nie skończą się zakusy różnych podmiotów związane ze zmianami w zabudowie Kazimierza…

