Jak koleżanka Teresa Kaczorowska, doktor nauk humanistycznych, prezes naszego esdepowskiego Klubu Publicystyki Kulturalnej, znajduje czas i skąd czerpie energię na tworzenie tylu rzeczy pięknych i dobrych? Pisze przecież i wydaje niemal co roku książki publicystyczne, ostatnio na przykład napisała o obławie w lasach augustowskich, natomiast objechawszy świat, stworzyła książkę o potomkach pomordowanych oficerów polskich w Katyniu, zupełnie zaś niedawno zdała pisemną relację o katyńskim międzynarodowym rajdzie motocyklowym z Warszawy do Tobolska, dołączając mnóstwo zdjęć. Opublikowała też kilka tomików wierszy lirycznych, których jej zazdroszczę, tak są piękne…    

            I wreszcie przewodzi utworzonej z własnej inwencji i dzięki niespożytej energii twórczej organizacji Academia Europaea Sarbieviana. Jest to międzynarodowe stowarzyszenie rozsławiające twórczość Horacego chrześcijańskiego (czasami nazywanego też Horacym sarmackim) – jezuity Macieja  Kazimierza Sarbiewskiego (1595-1640).

            Pisałem tutaj o nim, chcę się ustrzec powtórzeń, a jednak muszę przypomnieć najważniejsze dwie wiadomości: 1. że papież Urban VIII  wyróżnił laurem twórczość literacką Sarbiewskiego, dlatego naszego poetę i teoretyka literatury znała cała Europa, i to nie jedynie rzymskokatolicka, wszak w jego wierszach łacińskich rozczytywała się także elita angielska. 2. Okładkę czwartego tomu liryków Sarbiewskiego z 1634 r. ozdobił winietą Piotr Paweł Rubens; książka ta miała podobno w XVII w. sześćdziesiąt wydań. Publikuję tu zdjęcie tej słynnej obwoluty.

Jak do niej dotarłem? Nie, nie byłem w bibliotece KUL, gdzie jest jeden egzemplarz tego zbioru wierszy, natomiast uczestniczyłem w XIII Międzynarodowym Festiwalu ks. Macieja Kazimierza Sarbiewskiego „Chrześcijański Horacy z Mazowsza” pod patronatem marszałka Sejmu, marszałka Województwa Mazowieckiego i biskupa płockiego zorganizowanego w dniach 12 - 14 maja br. z inicjatywy wspomnianego stowarzyszenia Academia Europaea Sarbieviana, czyli de facto przez kol. Teresę Kaczorowską. I w mojej przytomności - jak mawiali nasi  przodkowie – członek stowarzyszenia przybyły na festiwal z Florydy wręczył jej ten pożółkły zbiór wierszy łacińskich wielkości sporawej książeczki do nabożeństwa. Ma więc Akademia Sarbiewskiego  prawdziwy skarb...

             Teraz powinienem wyjawić, gdzie odbywał się ów festiwal.  Ba – wszędzie tam, gdzie dzięki Kaczorowskiej trwa, czy trwać powinna,   ż y w a   pamięć o tym wybitnym Polaku: w północno-środkowym rejonie Mazowsza – w Baboszewie, Dłużniewie Płońsku, Opinogórze, Ciechanowie i oczywiście Sarbiewie, rodzinnej miejscowości największego w Europie nowożytnej poety łacińskiego, ściślej polskołacińskiego; polsko, bo był Polakiem, a łacińskiego, gdyż wyłącznie w języku starożytnych Rzymian wyrażał uniwersalne doznania religijne wywołane indywidualnymi przeżyciami piękna natury i przemyśleniami istoty sztuki słowa.   

Nawet serdeczny przyjaciel i wielbiciel jego poezji, biskup płocki S. Łubieński miał mu trochę za złe ten uniwersalizm. Pisał doń na przykład: „Mnie by się zdawało, że święci: Wojciech, Stanisław, Zygmunt i tylu innych, którzy  albo z narodu naszego pochodzili, albo od dawna za patronów naszych uznani zostali, powinni  byli stać na czele twoich pieśni. Pułtusk, gdzie naprzód Muzom  złożyłeś przysięgę, niewspomniany przez ciebie ani jednam słowem. Rzek  królowa Narew, Bug nasz, Wisła lepsza od złotodajnego Tagu, pominięte zostały, jakby tobie nieznane. O Mazurach, z których  wyprowadzasz ród swój szlachetny, milczysz. Gdybyś pisał licho, gdyby świat nie podziwiał twojej świętej poezji, gdybyś nie urodził się w Polsce i nic nie był winien  ojczyźnie, obojętnie bym patrzył na to, że w pieśniach swoich mówisz przeważnie o obcych (…) niewymownie mi żal, że Mazurzy o swoim zapominają pochodzeniu”.

Można by tedy rzec, że tę żałość hierarchy sprzed prawie półtysiąclecia koi dzisiaj Teresa Kaczorowska - przywraca Sarbiewskiemu Mazowsze...

Da się przypuszczać, że pod wpływem uwag biskupa Łubieńskiego Sarbiewski napisał prozą „Lechiadę”, gdzie wychodząc od legendarnych początków państwa polskiego wyraził wcale ważkie spostrzeżenia o swych rodakach. Aż zdumienie (a może i smutek) ogarnia, że niektóre cechy Polaków mu współczesnych charakteryzują również nas, mających ustawiczne kłopoty z sobą, ponieważ „Wbrew naturalnemu porządkowi rzeczy chwalimy to, czego nie robimy sami ani nawet nie chcemy robić”. Albo: „…Polacy przeciętnie dobre rzeczy u innych podziwiają, ale własnymi  niezgorszymi albo lepszymi gardzą. Chcieliby zawsze być czymś więcej niż są, nigdy nie są z siebie zadowoleni. Czy też: „Wtedy najlepszy jest u nich porządek, kiedy najwięcej wyrzekają na brak porządku”. A jednak Sarbiewski jest dumny ze swych rodaków, że zbudowali państwo, gdzie jedynie oni „…korzystają z dwu najpiękniejszych skarbów (…): z wolności wymowy, która jest identyczna ze swobodą słowa”. I że „Oni jedni wstydzą się żyć z cudzego” Poeta zauważa też, iż „co sto lat niemal, jeśli dobrze przypatrzyć się naszym dziejom, na skutek skłonności do zmieniania praw – Polska jakby istny feniks na nowo zmartwychwstawała z popiołów. A za każdym prawie razem szczęśliwsza i silniejsza”. Oby prawdziwość owej opinii sprawdziła się jeszcze za naszego życia i Rzeczpospolita odrodziła się szczęśliwsza i silniejsza niż dzisiaj.

Przepraszam, poniosło mnie pióro. Miałem pisać nie o Sarbiewskim, a XIII Międzynarodowym  Festiwalu ks. M. K. Sarbiewskiego. Przybyli nań Polacy ze Stanów Zjednoczonych (Chicago i Florydy), Turcji, Litwy. Był, rzekłbym, wypełniony po brzegi konkursami, koncertami, recytacjami, referatami. Pierwszego dnia wręczono nagrody zwycięzcom XIII Ogólnopolskiego Konkursu „O Laur Sarbiewskiego”. Najbardziej jednak wzruszały rozstrzygnięcia konkursów krasomówczych i recytatorskich młodzieży szkolnej w Sarbiewie uwieńczone wspólnym uczestnictwem we  mszy św. w intencji poety tu urodzonego. Na Podniesienie pochyliły się sztandary szkolne…

Najpoważniejszym zaś akordem była sesja naukowa „Między Barokiem a

Romantyzmem polskim” w pałacu opinogórskim, gdzie wiało duchem Wieszcza, może dlatego kol. Kaczorowska wybrała to miejsce na uczone dysputy. Były wygłaszane referaty m. in. o trwającej w archiwach rzymskich kwerendzie dzieł i śladów pobytu Sarbiewskiego, wkładzie Mazowsza w wzbogacanie pamięci o sławnym krajanie, motywach maryjnych w jego poezji Był też zaplanowany wykład o Syrokomli jako tłumaczu (dodaję: kongenialnym) Sarbiewskiego, lecz z przyczyn niezależnych doń nie doszło.

Natomiast pozostałe tematy odnosiły się tylko pośrednio do głównego bohatera festiwalu - i dobrze, albowiem tematyka konferencji stawała się bardziej erudycyjna. W tym więc szerokim kontekście przywoływany był Słowacki i Sienkiewicz. Sądzę, że nie bez racji.  Między siedemnastowiecznym jezuitą a dziewiętnastowiecznym Wieszczem romantycznym zachodzą bowiem. istotne podobieństwa, co sugeruje właśnie tytuł konferencji.

Wszelako wydaje mi się, że zabrakło, powiedziałbym, kanwy, w efekcie zagubiła się ostateczna konkluzja, swoista puenta, o jakiej Sarbiewski pisał w swych rozprawach teoretycznych. Nie wyakcentowano na przykład, że barok polski to nie tylko styl literacki, ale najdłuższa epoka kultury polskiej. Wedle Wiktora Weintrauba, działającego po II wojnie światowej na emigracji, trwająca 300 lat – od Mikołaja Sępa Szarzyńskiego (1550-1581) do Słowackiego. W owym trzechsetleciu poczesne miejsce zajmuje właśnie poeta-jezuita. Jego łacińskie opisy natury, skierowujące myśli ku Bogu, po ponad dwóch wiekach wywołują echa w polskojęzycznych lirykach krajobrazowych Słowackiego. „W Szwajcarii” - sugeruje Weintraub – jest światowym arcydziełem… barokowym. Barok dzięki Słowackiemu zajął w kulturze literackiej świata chrześcijańskiego najwyższy piedestał. I jednym ze zworników tego sukcesu jest twórczość siedemnastowiecznego jezuity polskiego.    

 Lecz brak wyrazistości tego wniosku historycznoliterackiego jest na pewno do odrobienia. Może zracjonalizuje się go w przyszłym roku, gdyż nie wątpię, że kol. Teresa Kaczorowska zorganizuje następy, XIV Festiwal ks. Macieja Kazimierza Sarbiewskiego  „Chrześcijański Horacy z Mazowsza”.

Za wszystkie dotychczasowe wielka jej chwała. Przecież ona rozsławia imię wielkiego Polaka-artysty-mędrca, o którym w Polsce ludowej oficjalnie nie mówiono, nawet na studiach polonistycznych starano się pomniejszać jego znaczenie, wszak był teoretykiem i poetą religijnym… Stąd o Sarbiewskim nie powstała monografia. Niech więc festiwale Sarbiewskiego zainspirują wreszcie naukowców.

Sarbiewski czeka na monografię – nasza koleżanka rzuca historykom literatury polskiej wyzwanie.

 Jacek Wegner

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl