Według rankingu „Super Expressu” z 2012 roku najwięcej w Telewizji Polskiej zarabiał Piotr Kraśko – 72 tysiące. Drugie miejsce zajął Tomasz Lis (70 tys.), a trzecie Robert Janowski (40 tys.). Trzy lata wcześniej Kraśko zarabiał o 30 tysięcy mniej (czyli 40). Ile zarabia dziś – nie wiadomo, wiadomo, że nie pracuje w TVP. Wiadomo też, że 40 tysięcy nagrody za swój program otrzymał od prezesa TVP Jacek Łęski – gospodarz „Studio Polska”. Ujawnienie tej informacji przez Dominikę Wielowieyską wywołało burzę medialną. Skąd i dlaczego do tego stopnia, że władze publicznej telewizji zagroziły jej doniesieniem do prokuratury za to, że nielegalnie pozyskała tę informację. Konkretnie: „W przypadku publikacji dokumentu lub podania do publicznej wiadomości informacji w nich zawartych, TVP podejmie bezwzględnie wszelkie niezbędne kroki prawne, łącznie z zawiadomieniem odpowiednich organów ścigania o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa”.
Cóż, warto się zastanowić, jak w tym przypadku rozumiana jest transparentność i traktowane prawo dostępu do informacji publicznej. Jak wiadomo TVP jest spółką skarbu państwa. Od kilku lat organizacje pozarządowe monitorujące życie publiczne w Polsce walczą o to, żeby informacje o pensjach i odprawach osób zatrudnionych w spółkach skarbu państwa były jawne. Ale wiele firm w dalszym ciągu ukrywa te dane w tajemnicy. Dlaczego Telewizja Polska miałaby ukrywać zarobki swoich pracowników, skoro jest utrzymywana w dużej części z abonamentu – swego rodzaju daniny społecznej, aczkolwiek – powiedzmy to wprost – egzekwowanej tylko częściowo? Wydaje się, że nic złego nie byłoby w tym, żeby abonenci wiedzieli, jak i na co pieniądze z płaconego przez nich abonamentu są wydawane. Oczywiście dane dotyczące każdego pracownika mogłyby rodzić zbyt wiele kontrowersji (czasami zawiści), jednakże informacje o wynagrodzeniach na poszczególnych stanowiskach powinny być transparentne i dostępne w ramach tzw. informacji publicznej.
To jedna sprawa. Druga dotyczy informacji o nagrodach. Dlaczego TVP obrusza się na ujawnienie przez „Gazetę Wyborczą” listy nagrodzonych i wysokości nagród dla dziennikarzy wyróżnionych przez kierownictwo Telewizji (prezesa)? Mnie nagroda w wysokości 40 tysięcy (za 2016 rok – jak wynika z artykułu – najwyższa) niespecjalnie szokuje. W TVP zawsze przyznawano wysokie nagrody i bardzo, bardzo wysokie odprawy sięgające ponad 300 tysięcy złotych. Dlaczego teraz 40-tysięczna nagroda całoroczna miałaby szokować? Widocznie jednak niektórzy decydenci TVP poczuli się nieswojo, skoro pouczyli Dominikę Wielowieyską o odpowiedzialności karnej za nielegalne pozyskanie tych informacji. Czy nie lepiej było po prostu ujawnić je opinii publicznej? Może jednak było trochę wstyd, bo jak o tym mówić, skoro Telewizja ubiegły rok zamknęła stratą 180 mln złotych. Ale przypomnę zarazem, że w 2012 roku strata wynosiła podobno prawie 220 milionów. Tak czy inaczej, uzdrowienia sytuacji finansowej mediów publicznych raczej spodziewać się szybko nie należy, a pracować za coś trzeba. Lepiej chyba więc otwarcie informować, co w trawie piszczy niż grozić dziennikarce karą za ujawnienie informacji, które chyba aż tak kompromitujące dla TVP nie są. Chyba, że włodarze Publicznej uważają inaczej? Utajnianie listy nagrodzonych może budzić tylko podejrzenia o kolesiostwo i niejasne kryteria przyznawania nagród. A tego TVP zapewne by nie chciała.
Marek Palczewski
11 maja 2017
