Długi weekend zapowiadał się wspaniale. Słonecznie i bez deszczu. Takie prognozy były jeszcze miesiąc temu. Rzeczywistość jednak zaskrzeczała. Padało i było zimno, choć na chwilę, 1 maja wyszło słońce. Wyjechałem za miasto. Nie maszerowałem, nie manifestowałem, nie biłem się z przeciwnikiem politycznym. Nie słuchałem radia, nie oglądałem telewizji. Odpoczywałem w ciszy, w otoczeniu przyrody, w gościnie u sympatycznych ludzi. Obyło się bez politykowania. Można? Można.
Byłem w Świętokrzyskiem, i nie żałuję. Byłem tam, gdzie dwójka pasjonatów, Teresa i Mirosław Holotowie, odrestaurowała szlachecki dworek z XIX wieku zbudowany przez rodzinę Morstinów. Własnym sumptem, z wielką energią, bez przeszkód ze strony konserwatora zabytków. Stolarka z 1897 roku, stół z powalonego przez burzę jesionu, sześć kaflowych pieców przywiezionych przez gospodarza z różnych stron Polski. Ciepłe, przytulne, okazałe, zielone, białe i brązowe. Na remont nie dostali dofinansowania, tylko małą dotację z środków unijnych. Robili za swoje. Dziś dwór żyje i przypomina o historii tych ziem. Można? Można. Lekcja patriotyzmu numer jeden.
Pamiętam jak kiedyś mówiło się: Kielecczyzna – szkieletczyzna. Dziś są tam proste jak blat stołu drogi, zadbane wioski i miasta (choć nie wszystkie cieszą oko), jest też dziewięć parków krajobrazowych i kilka zamków, których mury pamiętają Średniowiecze. W czasach Pierwszej Rzeczypospolitej te tereny były przykładem tolerancji religijnej. Obok siebie żyli katolicy, Żydzi, kalwini, luteranie i arianie. W dworze Mikołaja Reja w Nagłowicach można przeczytać własnoręcznie przez niego napisany PIT. W Jędrzejowie zachwycić się kolekcją zegarów słonecznych zebranych przez rodzinę Przypkowskich i przekazanych Państwu. Można też podziwiać Archiopactwo Cystersów założone na początku XII wieku przez przybyłych z Szampanii zakonników. Cuda, cuda, cuda.
Lekcja patriotyzmu w trzy dni. Nie trzeba iść na marsz narodowców i pokrzykiwać „śmierć wrogom ojczyzny”, by się dowiedzieć, czym jest polskość, tradycja, patriotyzm. Serce roście, kiedy patrzy się na taką „Polskę w ruinie” (a propos: twórca tego hasła powinien dostać specjalną nagrodę za absurdalne poczucie humoru). Wracam z tej wyprawy do medialnej rzeczywistości. Obok w rubryce moja Koleżanka pisze, że tylko pożyteczni idioci czytają Gazetę Wyborczą. Dalej znowu o kłótniach na temat katastrofy smoleńskiej. Otwieram telewizję i słyszę o referendum w sprawie nowej konstytucji. Powróciłem z ciepłej i błogiej krainy. I myślę sobie, a może by tak rzucić to wszystko i wyjechać do… Ano właśnie, dokąd?
Marek Palczewski
4 maja 2017
