To był szok. Nie tylko dla mnie. Wielu moich kolegów i znajomych po fachu miało podobne odczucia. Po niektórych mediach mogłem się spodziewać wielu rzeczy, ale nie podeptania fundamentów zawodu dziennikarza.
Nagle po 22 latach wolnych mediów poczułem zapach czasów PRL. A właściwie przeciwieństwo zapachu. Zastosowanie tego samego oszukańczego chwytu, który dawniej królował jako żelazna reguła – „Czego nie ma w mediach, nie istnieje”. Drogowskazem dla tej metody był wówczas „Dziennik Telewizyjny”. Dziś na jego miejsce mamy „Wiadomości”, które rzekomo realizują misję w demokratycznym państwie. I co? Nie zająknęły się nawet o najważniejszej informacji dnia, która pod różnymi postaciami żyje zresztą do dziś, i to burzliwie, a mianowicie o ekshumacji zwłok Anny Walentynowicz. A dlaczego, bo okazało się, że w trumnie przywiezionej z Moskwy i tam zapieczętowanej pomylono ciała. Zamiast Anny Walentynowicz pochowano inną ofiarę smoleńskiej katastrofy. Dlaczego telewizja publiczna i niektóre telewizje prywatne, ale także część gazet codziennych przemilczały wiadomość? Czyżby te wszystkie media uznały ją za tak mało ważną, że nie wartą najmniejszej wzmianki? Kilku zdań z offu w telewizji, czy krótkiej notki w gazecie?
Wiadomo jaki był powód pominięcia sprawy ekshumacji. Otwierała kolejną skandaliczną kartę rządu w sprawie Smoleńska. W sposób niezwykle bolesny potwierdzała koszmarny błąd Donalda Tuska, oddającego praktycznie wszystko, co najważniejsze w tragedii smoleńskiej, Rosjanom. Ale także obnażała po raz kolejny nie tylko niesprawność polskiego państwa, ale jego nieudolność. Jeśli zamiana zwłok to wina Rosjan, jakże kłamliwie brzmią do dziś w naszych uszach zapewnienia, które padały w pierwszych miesiącach po katastrofie, o wspaniale układającej się współpracy między polskimi medykami i specjalistami a rosyjskimi. Gdyby wina leżała po naszej stronie, to znowu okazałoby się, jak fałszywy był transparent wywieszony zarówno przez Donalda Tuska jak i jego ministrów : „Państwo i rząd w najtrudniejszej chwili od czasu odzyskania wolności w 1989 roku w pełni zdało egzamin”.
- Polacy nie mogą dowiedzieć się o jeszcze jednej kompromitacji rządu Platformy – założyli sobie ci, którzy zablokowali wiadomość o ekshumacji Anny Walentynowicz. To oczywiście zabieg na krótka metę. Było jasne od początku, że nie ma co marzyć, aby udało się sprawę zakopać do ziemi, bo przecież są na szczęście media niezależne. Niezależne od Platformy, niezależne od PIS. W końcu więc publicyści z mediów publicznych, nie mając innego wyjścia, zdecydowali się cokolwiek o ekshumacji powiedzieć. - Spokojnie, mają wyćwiczony „wariant asekuracyjny” informacji. Polega on na tym, że pomija się meritum sprawy, a informacji nadaje się charakter „metainformacji”, czyli wydarzeń towarzyszących. Trzeba je tak poprowadzić, aby pokazać do czego np. taka ekshumacja prowadzi. I od razu przejść do rzeczy: - ekshumacja prowadzi do siania nienawiści. Kogo do kogo? Odpowiedź jest tylko jedna: polityków PIS do rządu i premiera, a też do pani marszałek Sejmu. Aby osiągnąć szybko konkluzje o nienawiści, należy dziennikarzom zaproszonym do studia na wstępie zadać niewinne pytania: - Czy zdaniem panów, politycy PIS powinni być na cmentarzu w czasie ekshumacji? Po co oni tam przyszli?
Po co ja o tym piszę? Adresaci i tak to zignorują. Muszą pełnić swoją misję. A nie wszystkie informacje jej służą.
Jerzy Jachowicz
29 września 2012
