Narzędzie do zastraszania i bicz karny – tak o artykule 212 kodeksu karnego mówili zgodnie dziennikarze i prawnicy podczas konferencji Centrum Monitoringu Wolności Pracy. Jak zauważył szef CMWP Wiktor Świetlik, zniesienie tego przepisu jest jedną z niewielu spraw, która łączy wszystkie środowiska dziennikarskie.
Maciej Maciejewski, redaktor naczelny wydawanego w Sosnowcu Network Magazynu od 15 lat ujawnia nieprawidłowości i przestrzega przed działalnością piramid finansowych. Kilka lat temu opisywani przez niego biznesmeni zaczęli zarzucać go pozwami i prywatnymi aktami oskarżenia. Dziennikarz musiał się bronić w kilkunastu procesach. Nie zawsze było go stać na prawnika, dlatego część spraw przegrał. - Sądy najpierw wymierzały grzywny, potem był wyrok skazujący mnie na ograniczenie wolności w postaci prac społecznych, aż wreszcie zostałem skazany na więzienie w zawieszeniu. Niedługo skończy się tym, że pójdę siedzieć – mówił Maciejewski podczas konferencji, która odbyła się 28 lutego w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ul. Foksal w Warszawie.
Nawet rok więzienia
Skazany prawomocnie za zniesławienie jest też Tadeusz Grzesik z Frondy. Publicysta stanął przed sądem za komentarz, który napisał o książce i poświęconym jej artykule w niemieckiej prasie. Dziennikarz czeka na pisemne uzasadnienie wyroku sądu, który skazał go na trzy miesiące ograniczenia wolności.
W obydwu przypadkach dziennikarze stanęli przed sądem w efekcie złożenia przeciwko nim prywatnego aktu oskarżenia. Taką możliwość daje właśnie artykuł 212 kodeksu karnego, który za zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania przewiduje nawet karę bezwzględnego więzienia.
Narzędzie do zastraszania
O potrzebie likwidacji przy Foksal rozmawiali dziennikarze i prawnicy.
Wiktor Świetlik, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy przypomniał, że przepis karny dotyczący zniesławienia pojawił się w polskim prawie jeszcze w latach 30. Przetrwał w czasach PRL i trwa nadal w demokratycznej Polsce, choć od wielu lat o jego zniesienie apelują dziennikarze. - To jedna z niewielu spraw, która łączy wszystkie organizacje dziennikarskie – mówił Wiktor Świetlik.
- Ten paragraf jest tak absurdalny, że każdy komu leży na sercu wolność słowa powinien zrobić wszystko by doprowadzić do jego zniesienia – wtórował mu Tomasz Wróblewski, były redaktor naczelny Rzeczpospolitej, Wprost i Newsweeka. On też został skazany z art. 212. Niedawno został jednak ułaskawiony przez prezydenta RP Andrzeja Dudę.
- To jest narzędzie do zastraszania – nie ma wątpliwości Marek Frąckowiak z Izby Wydawców Prasy. - Ale jest to problem nie tylko środowiska dziennikarskiego. Artykuł 212 jest wykorzystywany przez różne instytucje. To młot na wszystkich krytyków – podkreślił.
Jerzy Jachowicz, publicysta „W Sieci”, (skazany na podstawie art. 212, a potem ułaskawiony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego) przekonywał natomiast, że problem tego paragrafu jest nie tyle w jego istnieniu, co w podejściu do niego sądów. - Badając odpowiedzialność karną dziennikarza sądy powinny rozważyć dwie kwestie: czy dziennikarz działał w interesie społecznym i czy dochował rzetelności. Karani powinni być ci dziennikarze, którzy nie wypełnią tych powinności – uważa redaktor Jachowicz.
Opinie to nie fakty
Orędownikiem likwidacji przepisu jest też mecenas Dariusz Pluta. - Polscy sędziowie, często nie potrafią rozróżnić wypowiedzi opinii od wypowiedzi faktów. Fakty są weryfikowalne, a opinie nie. Nie możemy mylić zniewagi i mowy nienawiści z art. 212 – mówił mec. Pluta. I dodał: - Artykuł 212 to bicz karny.
- W dodatku tani, bo wystarczy 300 zł na wpis by zrobić z kogoś przestępcę – dorzucił Wiktor Świetlik.
Czas działania
Tyle o samym przebiegu konferencji. Bo ważniejszy jest cel jaki przyświecał jej organizatorom, czyli Centrum Monitoringu Wolności Prasy i Fundacji Solidarności Dziennikarskiej. Spotkanie, które ściągnęło do siedziby SDP praktyków patrzących na ten przepis z różnych perspektyw, ma być zalążkiem do działania. Skutecznego działania na rzecz likwidacji art. 212. I dobrze, ze jednym głosem mówią w tej sprawie adwokaci, reporterzy, redaktorzy, eksperci rynku prasowego. Bo to oznacza, że dziennikarze nie są osamotnieni w tej – nierównej przecież – walce o spokojne wykonywanie zawodu. To szansa na to, że dziennikarski lobbing na rzecz zniesienia art. 212 wreszcie przyniesie efekt.
A na likwidacji art. 212 wszyscy zyskają. Dziennikarze nie będą musieli obawiać się tego, że po skazaniu za niewygodny tekst na długie lata zostaną wykluczeni z rynku pracy. Nie będą obawiali się tego, że po oskarżeniu w trybie prywatnym policjant będzie wypytywał sąsiadów o ich życie, a ich sytuację majątkową prześledzi skarbówka. Bo chodzi o to, by dziennikarz nie doświadczał, jak to określił mec. Pluta, syndromu ofiary 212.
Test odwagi
Likwidacja art. 212 to byłby test odwagi dla właścicieli i rządzących mediami. By nie dochodziło do sytuacji, o której wspominał red. Wróblewski, że „w wielu redakcjach to nie redaktorzy decydują o publikacji tekstów, tylko prawnicy”.
I wreszcie zyska pierwszy obywatel RP, który dziś stał się moderatorem tego przepisu. Prezydent nie będzie bowiem musiał poświęcać swojego cennego czasu na zajmowanie się sprawami ułaskawień dziennikarzy.
I to nie jest korporacyjna gadka, bo od odpowiedzialności za opublikowane słowo żaden rzetelny dziennikarz nie zamierza uciekać. Chodzi o to, by – powtarzając słowa Wiktora Świetlika z konferencji - spory dotyczące działalności dziennikarskiej w sposób cywilizowany były rozwiązywane na gruncie prawa cywilnego.
Tomasz Nieśpiał

Fot. Tomasz Nieśpiał
