Niemiecki „Spiegel” poinformował, że Federalna Służba Wywiadowcza (Bundesnachrichtendienst) inwigilowała dziennikarzy i redakcje na całym świecie. Wśród inwigilowanych znaleźli się m.in. dziennikarze BBC, „New York Times” i agencji Reutersa. Według „Spiegla” kontrolowane były połączenia telefoniczne, faksy oraz poczta elektroniczna. Niemiecki Związek dziennikarzy domaga się od władz wyjaśnień.

Warto przypomnieć, że za rządów PO-PSL w Polsce podsłuchiwano nielegalnie przynajmniej 48 dziennikarzy. Miały być śledztwa w tej sprawie, tymczasem po dużym rozgłosie na początku, obecnie niewiele o nich się mówi. A badane miały być - przy okazji - kwestie nacisków politycznych w celu zmiany redaktorów naczelnych w „Rzeczpospolitej” i „Fakcie” http://gosc.pl/doc/3239554.Ziobro-Beda-sledztwa-ws-inwigilacji-mediow

 

Na kontynencie amerykańskim też służby nie próżnują. Kilka lat temu Edward Snowden ujawnił, że Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) mogła inwigilować niemal każdego na świecie (z wyjątkiem obywateli USA), a jej „ofiarami” byli m.in. europejscy politycy: Angela Merkel i Nicolas Sarkozy. Obecnie amerykańscy dziennikarze nie muszą być wcale inwigilowani, by ograniczyć ich prawa do informacji, bo Biały Dom sam decyduje, którym mediom będzie przekazywał informacje, a które będzie ignorował i nie wpuszczał na swoje konferencje prasowe. Restrykcje dotknęły ostatnio m.in. dziennikarzy CNN, „New York Times”, Los Angeles Times”, Politico i BuzzFeed. Rzecz to nie do pomyślenia w latach 70. czy 80. XX wieku, nawet za prezydentury Richarda Nixona. Co więcej, można mieć stuprocentową pewność, że dziś afera Watergate nie ujrzałaby światła dziennego, bo władza znałaby każdy krok Woodwarda i Bersteina, i skutecznie ograniczyłaby ich kontakty ze źródłami informacji. Twórcy I Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych mieliby dziś nietęgie miny widząc, co władza uczyniła z gwarancjami wolności…

 

Jakie płyną wnioski z tych historii? Przede wszystkim taki, że inwigilację zarówno trudno udowodnić, jak i uchronić się przed nią. Przy obecnym rozwoju środków elektronicznych służby państwowe, a także bogate, prywatne, jawne lub tajne organizacje, mogą śledzić każdego i o każdym wszystko wiedzieć. Nie powiem nic nowego, jeśli dodam, że sami, swoją beztroską i nonszalancką obecnością w Sieci dostarczamy codziennie tysięcy informacji o sobie, które kiedyś mogą być przeciwko nam użyte przez kogokolwiek, kto będzie miał w tym interes. Przy obecnych możliwościach służb dziwi więc, że nadal nie została do końca wyjaśniona kwestia powstania nagrań w restauracji „Sowa”, jak również nie wiemy, w jakim celu inwigilowano w poprzednich latach polskich dziennikarzy. Wyjaśnienie „do spodu” tych spraw leży w interesie nas wszystkich, a szczególnie dziennikarzy, którzy są bardzo wrażliwym celem ataków wszelkich tajnych służb na całym świecie.

 

Marek Palczewski

25 lutego 2017

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl