Ciekawe, że największych łgarzy i przekręcaczy pamięta się dłużej niż te pracowite ciche myszki bez osobowości i odwagi, które odwalają codzienną żmudną pracę. Dziennikarze – reporterzy i publicyści - może i chcieliby ostrzej. Ale są w cuglach szefów, czyli pośredników między władzą a odbiorcami. Zwykle na długo zapału nie starcza. Czasem ktoś błyśnie jak meteoryt. Chce mu się pojechać, dociekać, narażać się. Ale to rzadkość.
Może by obok telepromptera postawić prowadzącemu jeszcze lustro, by zobaczył jaką ma minę - gdy łże albo czyta oczywiste głupoty.
…„nie chcę lustrzanego dziennikarstwa” – powiedział niedawno w studio Andrzej Jonas ważny wydawca stołecznego biuletynu hotelowego, który przydziela politykom nagrody w postaci „Krzesła”.
A ja nie chcę, by za mnie pseudo redaktorzy manipulowali faktami. I jeszcze bardzo nie chcę - jak chce tego odosobniony mam nadzieję warszawski głos - by dla mojego dobra dokonywano wyboru, co można mi pokazać, a czego nie.
Wara od rzeźbienia w części faktograficznej. Oddzielenie informacji od komentarza, to warunek podstawowy. Powiedzcie, pokażcie jak naprawdę było. Postawcie kropkę. A potem już na własny rachunek gadajcie sobie, interpretujcie. Ale pamiętajcie – ludzie tego słuchają. I zapamiętają!
Zapamiętają „Wiadomościom”, „Panoramie”, „Faktom”, „Wydarzeniom”, że nie odnotowały przyzwoicie pogrzebu redaktora Józefa Szaniawskiego – choć to nie była tuzinkowa postać, choć pochowano go z udziałem kompanii honorowej Wojska Polskiego i salw karabinowych w Alei Zasłużonych na Powązkach Wojskowych, niedaleko pomnika i grobów ofiar smoleńskiej tragedii.
W czasie mszy za zmarłego wypełniona była Katedra św. Jana. Przyjechali z całej Polski słuchacze jego wykładów i wywiadów. Oficjalne media zrobiły większą krzywdę sobie niż śp. Józefowi, a dziennikarze – wydawcy wymienionych programów informacyjnych zachowali się raz jeszcze jak tchórze i partacze zawodowi. Bo ich obowiązkiem – nie bacząc na powiązania Szaniawskiego z Radiem Maryja i Telewizją Trwam - było tę informację w formie relacji filmowej umieścić w programie.
Kiedyś latać trzeba było do cenzury na Mysią, a obok w Białym Domu siedzieli myśliciele i wypatrywali wroga ludowego państwa. Dziś znowu najbardziej oglądane i słuchane media w czasie największej oglądalności są „w czyichś łapach”. Po co uczyć , szkolić kadry skoro potem ubezwłasnowolnia się niestety skorych do ubezwłasnowolnienia. Ci ludzie mogą udawać redaktorów i cieszyć się z niezasłużonego tytułowania, mogą zapuszczać i na zmianę golić wąsy, ale najlepiej byłoby gdyby sygnowali swoje układanki, a na koniec zamieszczali – choćby na krótko – swoją facjatę. Ot tak, żeby wiedzieć KTO CO wydumał. W każdej gazetce, nawet najmniejsze notki są sygnowane, a tu gapiów jest aż trzy – cztery miliony. Oglądalność! No więc wypada się przedstawić. I to głośno i wyraźnie. Nie na przydechu, szeptem lub przypływającą z szybkością Bolta listą płac. Należy pokazać: ja to zrobiłem, wybrałem, zmontowałem, tekst napisałem i biorę za to wszystko ODPOWIEDZIALNOŚĆ. JA! KOWALSKI – MALINOWSKI – PIOTROWSKI – ZIUTEK!
To nie są już jacyś ONI, którzy gdzieś z Olimpu władzy mówili jak ma być. Teraz jest konkretny wydawca, redaktor odpowiedzialny, który rzecz pichci. Niech wszyscy wiedzą – kto to. Prowadzący wystawia gębę, a główny wydawca pozostaje schowany. Tyle, że z decydowaniem jest akurat odwrotnie: rządzą wydający program i szef redakcji. I właśnie Ci dwaj majstrzy niech się śmiało ujawniają. Gall Anonim bardzo się nam zasłużył. Ale to było dawno.
Dziś gdy wszyscy walczą ze wszystkimi i gdy narasta bunt w wyniku konfrontacji obietnic i nadziei z realiami – brakuje pracy, a nawet nadziei; gdy się jeszcze cieszymy, że tłuką się w Grecji, Hiszpanii, a nie u nas – dzisiaj trzeba bardzo dbać by przekaz medialny był wiarygodny.
Skrytykowałem w poprzednim felietonie radiową „Jedynkę” za chwalenie się zmianami formalnymi, o wiele mniej ważnymi od tego KTO z KIM rozmawia na antenie i czy gospodarz zadaje rzeczowe pytania, na które należy się opinii publicznej jasna odpowiedź.
Może przesadziłem. Owszem są pewne zmiany w wywiadach o 7:15 – bardzo ważnych i ciągle jeszcze z nadzieją nasłuchiwanych. Ale ciągle brak poruszania spraw najistotniejszych. Ekonomiści jak mantrę powtarzają zdania już znane do znudzenia. Mówią do NAS co mają zrobić politycy, rząd. Profesorowie od słupków i prognoz finansowych przekazują via nasze uszy to, co powinno być klarowne przede wszystkim decydentom. Jeśli ci, którzy rządzą nie wiedzą co czynić, niech zastąpią ich fachowi doradcy.
Tymczasem mamy marazm i oczekiwanie na tsunami. Dziennikarze powinni pełnić rolę katalizatora a nie tłumaczyć nieudaczników. Nie powinni utożsamiać się z tymi, którzy tak naprawdę sami już nie wierzą w to, co mówią.
Stefan Truszczyński
01.10.2012
