Dwa teksty, które ostatnio napisał na naszym portalu o TVP Stefan Truszczyński trafiają w dziesiątkę. Problem polega jednak na tym, że tych tekstów nikt z decydentów nie przeczyta, a jeśli nawet przeczyta, to i tak się nimi nie przejmie. Od dawna już wszelka władza telewizyjna wszelką krytykę i tak ma za nic.
Przykładów utarczek szefów TVP ze związkami zawodowymi, stowarzyszeniami twórczymi czy niezależnymi od TVP zewnętrznymi ekspertami można by podać dziesiątki (ale to już przeszłość). Sęk w tym, że reformy w telewizji, mimo że były przeprowadzane wbrew załodze czy wbrew wspomnianym gremiom (np. restrukturyzacja TVP za Roberta Kwiatkowskiego, outsourcing pracowników za Juliusza Brauna - by podać tylko te dwa przykłady) i wbrew zdrowemu rozsądkowi (bo z korzyścią dla wąskiej elity zarządzającej, a ze stratą dla pracowników i widowni), były jednak realizowane, bo tak się władzy podobało. Teraz z przerażeniem myślę o kolejnej, organizacyjnej rewolucji w TVP (kadrową już przeszła), której początek zapowiadany jest na marzec bieżącego roku. Nie znam szczegółów tej reformy, ale spodziewam się ostrych redukcji finansowych i programowych. Nie zaobserwowałem dotąd żadnej dyskusji wewnątrzśrodowiskowej. Milczą stowarzyszenia twórcze w TVP, milczą związki zawodowe. Po Solidarności to raczej obecnie żadnych ruchów nie oczekuję, ale jeszcze niedawno (wobec poprzedniego zarządu TVP) ostro występował Związek „Wizja”, który jednak od pewnego czasu siedzi cicho jak mysz pod miotłą, a ostatni komunikat jaki na swojej stronie „Komunikaty” zamieszcza (z dnia 22 maja 2014 roku) dotyczy osób, którym przysługuje ochrona związkowa przed zwolnieniem…
Tak że, Drogi Stefanie, nawet związek pracowników twórczych (i technicznych) mediów polskich nie zabiera głosu w sprawie reformy telewizji, więc nie oczekuj, że twórcy nagle zapałają chęcią urządzenia TVP po swojemu. Piszesz: „Zabierzmy przy bramce wyjściowej legitymacje kadrze. Wpuśćmy następnego dnia tylko twórców. Szybko wybiorą spośród siebie kierowników redakcji i programów. I w takim towarzystwie dadzą sobie radę. Mogą - poprzez wybory – sami rotacyjnie się wymieniać. Pogonią politruków.”. Tyle że nikt kadrze kierowniczej legitymacji nie zabierze, i nikt nie sprawi, że z TVP nagle pogonią „politruków”. Marzenia nie zastąpią rzeczywistości.
I właśnie dlatego, że twardo stąpam po ziemi, proponuję inne rozwiązanie, które w zbliżonej formie na tej stronie już zgłaszałem. Uważam, że zawsze politycy rządzili i rządzić będą w TVP (niestety, nic nie zapowiada zmiany). W takiej sytuacji – ktoś powie - może należałoby telewizję (narodową, publiczną, rządową? – w zależności od poglądów proszę sobie wybrać poprawną odpowiedź) zlikwidować? Jednak takie rozwiązanie nie jest najlepsze, bo przecież jakaś forma publicznego (społecznego) przekazu powinna istnieć choćby dlatego, żeby nie zalały nas całkowicie komercja i zbanalizowane treści. Uczciwie byłoby więc podzielić telewizję - która powinna zaspokajać społeczne oczekiwania i odpowiadać demokratycznym podziałom w społeczeństwie – na kilka części przypisanych partiom politycznym, stowarzyszeniom twórczym i obywatelom. Niechby na przykład Program I przejęła partia rządząca, a TVP Info byłaby agendą informacyjną rządu (jak jest obecnie); byłaby to premia dla zwycięzców za wygrane wybory. Z kolei opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej przypadłby w udziale Program II. Programy lokalne trafiłyby w ręce lokalnych władz samorządowych (co już w dużej mierze stało się faktem), a programy typu TVP Historia, TVP Kultura i inne o podobnym charakterze dostałyby się twórcom i organizacjom społecznym. W ten sposób raz na zawsze zaprzestalibyśmy jałowych dyskusji o obiektywizmie przekazów medialnych, upolitycznianiu czy upartyjnieniu mediów publicznych. Każdy miałby część swojego tortu. Problem dotyczyłby jedynie finansowania tych programów (wymyślenie struktury zarządzania programami niezależnymi od siebie nie nastręczałoby trudności). Każdy program byłby finansowany z abonamentu, na który składałyby się dobrowolne datki jego zwolenników. Okazałoby się wtedy, kto chce oglądać czyje programy i w ten sposób partie mogłyby weryfikować listy swoich stronników. Głosowanie portfelem byłoby wyrazem rzeczywistego poparcia i oglądalności programów.
Realizm podpowiada mi, że moja propozycja nie ma (na razie) żadnych szans realizacji. Jednak jest uczciwa i przyszłościowa. W sytuacji zapaści finansowej TVP być może otworzyłaby nowe perspektywy jej rozwoju. Nie wierzę bowiem w proponowane dziś publicznie rozwiązania opłaty abonamentowej czy audiowizualnej. Opór społeczny wobec płacenia na propagandę uprawianą przez „Wiadomości” (cudzysłów jest tu jak najbardziej na miejscu) i TVP Info będzie ogromny. Spodziewam się, że może przerosnąć oczekiwania obecnych włodarzy telewizji i twórców nowego systemu finansowania. A powrotu do starego systemu abonamentu już nie ma. Może więc warto pomyśleć inaczej?
Marek Palczewski
10 lutego 2017
